Archive for the ‘ Plaża ’ Category

Sto kilometrów ruchomych piasków na Bałtyku czyli Mierzeja Kurońska

Neringa, Lithuania
Celem naszej litewskiej wyprawy od początku było wybrzeże, a konkretnie Mierzeja Kurońska, która jest piaszczystym półwyspem o długości 100km podzielonym niemal po równo między Litwę i Rosję. Ten wąski pasek lądu oddziela Zalew Kuroński od Morza Bałtyckiego będąc jednocześnie domem dla wielu rzadkich gatunków zwierząt i roślin i jednych z najwyższych wydm w Europie. Osobliwe położenie, imponująca flora i fauna występująca na tych terenach oraz ciekawa historia przyciągają w sezonie na litewską Mierzeję kilka tysięcy turystów dziennie.  

Do Neryngi można przedostać się promem samochodowym z Klajpedy, który płynie jedynie 7 minut. Koszt przeprawy to niewiele ponad 40zł w obie strony. Główną jednostką administracyjną i terytorialną na Mierzei jest Nerynga, która składa się z czterech osad: Nidy, Juodkrantė, Preili i Pervalki. Nida jest największą z nich a jednocześnie najbardziej oddaloną od Klajpedy miejscowością, która ma też najwięcej do zaoferowania kurońskiemu turyście. To tutaj znajdują się jedne z największych ruchomych wydm w Europie, które z uwagi na brak naturalnego hamulca w postaci lasów stale się przemieszczają, co sprawia że Mierzeja Kurońska jest wiecznie żywym piaskowym organizmem. W celu zahamowania tego procesu zaczęto z powrotem zalesiać tereny Mierzei Kurońskiej, co nieco spowolniło ruchy wydm.

Nida sand dunes, Lithuania

Nida sand dunes, Lithuania

Oprócz słynnych wydm, Nida ma kilka innych atrakcji w postaci rybackiego muzeum etnograficznego, muzeum bursztynu, czy portu. Obecne są tu również niemal na każdym kroku pamiątki po Tomaszu Mannie, niemieckim pisarzu i nobliście, który zauroczony tutejszym krajobrazem mieszkał tu przez jakiś czas. Nida charakteryzuje się również oryginalną zabudową, która mocno nawołuje do architektury skandynawskiej – małe parterowe domki pomalowane na mocne etniczne kolory, wśród których króluje intensywny brąz, bordo, niebieski, żółty. W domkach tych mieszka lokalna ludność, która żyje przede wszystkim z turystów. Żyje i to dosłownie, gdyż ceny w prywatnych pensjonatach o średnim standardzie są zbliżone do cen pokoi w hotelach w Sopocie czy Kołobrzegu charakteryzujących się sporo wyższym standardem. A zdawać by się mogło, że to jedno wybrzeże… Powodem prawdopodobnie jest popularność, jaką cieszy się Mierzeja Kurońska wśród zagranicznych, szczególnie niemieckich turystów, a także ograniczona baza noclegowa w porównaniu z  tą na polskim wybrzeżu.

Nida, Neringa, Lithuania

Jako spokojne miasto z bogatą infrastrukturą turystyczną, Nida przyciąga również wiele rodzin z dziećmi. Na terenie miasta znajduje się kilkanaście punktów, w których można wypożyczyć rowery i przemierzać Mierzeję – Nerynga dysponuje ścieżkami rowerowymi prowadzącymi wzdłuż brzegu Zalewu jak i przez lasy Mierzei Kurońskiej. Nic więc dziwnego, że wycieczki rowerowe są jedną z popularniejszych rozrywek na Mierzi Kurońskiej. Dzięki dwóm kółkom można w aktywny, zdrowy i ekologiczny sposób podziwiać nadmorskie krajobrazy i bogactwo iglastych lasów – krajobraz który sprawił, że w roku 2000 Mierzeja Kurońska została wpisana na listę światowego dziedzictwa UNESCO. W ten sposób w jeden dzień przemierzyłyśmy odcinek z Nidy poprzez Preilę do Pervalki. Te dwie ostatnie są zdecydowanie mniejszymi osadami, a właściwie wioskami. Jako miejsca oddalone od turystycznego zgiełku idealnie nadają się dla osób szukających spokoju i relaksu na łonie natury.

Neringa, Lithuania

Ostatnia z czterech osad, Juodkrantė jest nieco większą miejscowością (druga co do wielkości po Nidzie) której główną atrakcją jest Góra Czarownic – stworzona w 1979 r. ekspozycja ponad 70 drewnianych rzeźb wywodzących się z litewskich legend i podań.

Neringa, Witches' Hill, Lithuania

Neringa, Witches' Hill, Lithuania

Reklamy

Trapani – cypel na zachodnim krańcu Sycylii

Trapani jest miastem i jedną z dziewięciu prowincji Sycylii położoną na zachodnim wybrzeżu wyspy. Pewnie, gdyby nie Ryanair i inwestycje wyspy w rozwój turystyki, większość turystów nigdy nie odwiedziłaby tego cypla, a tak cieszy się on sporą popularnością w ostatnim czasie. Odwiedzający odkrywają coraz to nowe atrakcje Sycylii, która do niedawna była doceniana bardziej z uwagi na walory swojej południowej i wschodniej części jak Syrakuzy, Taormina czy Etna. A okazuje się, że wycieczka po części zachodnio-północnej może być również ciekawa.

Gospodarka Trapani od zawsze związana była z morzem, czego oznaki można dostrzec dosłownie wszędzie. Rybołóstwo wciąż stanowi główny przemysł w okolicy. Miasto posiada również spory port, z którego odpływają statki i promy na okoliczne wyspy, choćby Sardynię. Warto przejść się wąskimi uliczkami miasta, gdzie wydawałoby się, może się zmieścić każdy samochód, na co mieszkańcy Trapani dostarczają codziennie licznych dowodów.

Większość zabytków miasta pochodzi z okresu Baroku; wśród nich na szczególną uwagę zasługują kościoły. Za to plaża w Tapani do najtrakcyjniejszych nie należy, szczególnie z uwagi na jej zabrudzenie i wszechobecne śmieci. Trapańczycy zdaje się jeszcze nie dostrzegli potencjału turystycznego wybrzeża. Za to wystarczy wybrać się nieco dalej od miasta, by do plaż regionu znów się przekonać.

Bliskie okoliceTrapani stanowią również atrakcję turystyczną. Erice jest historycznym miasteczkiem na szczycie góry Erice położonym 750 m npm. Roztacza się z niego imponujący widok na Trapani oraz wybrzeże. Miasto posiada dwa zamki: Pepoli i Venere. Ten ostatni położony jest na stromym zboczu, pozostałości po konstrukcjach obronnych zainteresują niejednego historyka. Do Erice najlepiej dostać się kolejką linową, która za 7 euro (tyle kosztuje bilet na górę i spowrotem) zapewnia nie tylko dość szybki transport, ale również niesamowite widoki. Można też skusić się na wyprawę do Erice rowerem, samochodem czy autobusem.

Koniecznie należy przejść się wąskimi uliczkami miasteczka pełnymi charakterystycznego kamienia, balkonów i pnączy winnych, by poczuć jego secyficzny średniowieczny klimat. Wrażenie może nieco zaburzyć pogoda, która znacznie różni się od tej w Trapani – w Erice z racji wysokości jest zwykle sporo chłodniej oraz wietrznie. Z ciekawostek warto wiedzieć, że w Erice znajduje się Centrum Nauki i Kultury, a miasto szczyci się szerokimi powiązaniami ze światem naukowym oraz badaniami.

W królestwie rafy, turkusowej wody i pustyni – Egipt

Trzeba było Egiptu, bym w końcu pojechała na wakacje zorganizowane. Bo mało czasu na planowanie, bo w Egipcie słaba baza noclegowa poza hotelową, bo z biurem korzystniej cenowo. I stało się – mój pierwszy raz. Wszystko zaplanowane i zorganizowane. Nie trzeba się martwić o wyszukanie lotów, rezerwację noclegu, wyżywienie. Wszystko jest all-inclusive. Nawet ręczniki plażowe i maski do nurkowania. Tylko najlepsze nie jest wliczone w cenę – całkiem spontaniczna przygoda, o którą nietrudno podróżując na własną rękę, za to nie tak łatwo w zaciszu hotelowego kompleksu.

Ale nawet jeśli coś jest trudne, nie znaczy niemożliwe. Wyjazd był bardzo udany i stanowił mieszankę błogiego nicnierobienia z intensywnym zwiedzaniem podwalin cywilizacji. Miał być Kair, piramidy i faraon, tymczasem wylądowaliśmy w Marsa Alam i pobliskim Luxorze, z jego świątyniami i antycznymi grobowcami i jak śpiewała Edith Piaf  „no regrets”, bo widoki były nie do opisania.

Marsa Alam to stosunkowo nowe miejsce na wakacyjnej mapie Egiptu. Leży nad Morzem Czerwonym, ok. 300km na południe od turystycznej mekki Egiptu, Hurghady i coraz bardziej podbija serca i portfele zwolenników turystyki zorganizowanej, stanowiąc konkurencję dla wspomnianej wcześniej Hurghady czy słynnego Sharm El Sheik. Marsa Alam może stawać w szranki z największymi kompleksami wakacyjnymi dzięki nowoczesnej bazie noclegowej (tu raczej nie spotkamy hoteli przypominających PRL-owskie bloki typowe dla Hurghady, tylko nowe obiekty z elementami architektury arabskiej nieco ładniej wkomponywujące się w krajobraz niż wspomniane molochy). Poza tym Marsa Alam wygrywa z innymi miastami, gdyż jako wciąż rozwijający się punkt turystyczny, nie zdążył przyciągnąć tylu turystów, co inne regiony, stąd jest znacznie mniej zatłoczony, czego zalety podkreślało wielu napotkanych fanów egipskiego wypoczynku. No i nie można nie wspomnieć o słynnej rafie koralowej, która uchodzi za jedną z najlepszych w Egipcie, przyciągając amatorów podwodnego zwiedzania.

Tak przyszło mi spędzić tydzień w tym królestwie rafy, turkusowej wody i pustyni. I choć sposób podróżowania nie był do końca moim wymarzonym, to Egipt jest imponujący, i warto było go odwiedzić, choćby w sposób zorganizowany. Również po to, by się utwierdzić w przekonaniu, że najlepiej być swoim turoperatorem, biurem podróży, przewodnikiem i rezydentem. Bo wszystko, co najlepsze w podróżowaniu, czyli planowanie, organizacja, poznawanie kultury i zwyczajów nie mieści się w opcji all-inclusive. Za to muszę przyznać, że organizacja podróży po Egipcie wymagałaby znacznie więcej przygotowań, niż po jakimkolwiek kraju europejskim, a samo zwiedzanie Egiptu na własną rękę, może dostarczyć wiecej przygód, niż sobie tego życzymy. O czym można się łatwo przekonać przy jakiejkolwiek interakcji z tubylcami.

Barcelona: Gaudi i obco brzmiący język

Barcelona, Spain

I oto kończy się – moja przygoda z Hiszpanią. Nie sposób uniknąć żalu wyjeżdżając z tego kraju pełnego smaków, zapachów i tradycji. Na pocieszenie na koniec zostawiłam sobie coś wyjątkowego – Barcelonę, która zgodnie z oczekiwaniami nie zawiodła.

Widoki po drodze z Walencji były niezapomniane. I ta różnorodność mikroklimatów. Na całej trasie było kilka odcinków ze skrajnie różną pogodą – od silnie zacinającego deszczu i pokrytego chmurami brunatnoniebieskiego nieba po mocne, wręcz rażące słońce. Znalezienie wcześniej zarezerwowanego hostelu skutecznie utrudniały obco brzmiące nazwy ulic, z którymi spotkałam się już w Walencji, ale nie na taką skalę. Bo Barcelona jest dwujęzyczna. Obok kastylijskiego, powszechnie nazywanego hiszpańskim używa się jeszcze KATALOŃSKIEGO– lokalnego języka czterech regionów: Katalonii, Walencji, Andory i Balearów. Kataloński brzmi nieco podobnie do hiszpańskiego, jednak jest to oddzielny język, a nie dialekt, więc jest dla obcokrajowców, a nawet Hiszpanów z innych regionów trudny do zrozumienia. Mimo wszystko jest to fajny element kultury, nawet jeśli nie rozumiem co kucharz dziś serwuje w menu del dia…

To apropos języka. W dziedzinie osobistości, Barcelona kojarzyć mi się będzie z jej najsłynniejszym synem – ANTONIO GAUDIM. Gaudi był katalońskim architektem, który zaczął projektować w stylu gotyckim, by później wyrobić swój własny, trudny do zakwalifikowania styl charakteryzujący się bogactwem formy oraz nieregularnymi, organicznymi kształtami podpatrzonymi w przyrodzie. Najsłynniejsze domy w tym stylu to CASA MILA i CASA BATLLO prezentujące typową dla Gaudiego płynność kształtów i śmiesznie pokrzywione fasady i dachy.

Gaudi, Barcelona, Spain

Poza tym nie sposób pominąć chyba najsłynniejszą budowlę Barcelony – SAGRADĘ FAMILIĘ, czyli kościół pozostający w ciągłej budowie od 1882 roku. Ukończenie budowy planowane jest na rok 2026! Gaudi poświęcił temu projektowi ostatnie 15 lat swojego życia, pełniąc czynną rolę w budowie.

Sagrada Familia, Barcelona, Spain

Innym wielkim dziełem Gaudiego jest PARK GÜELL, czyli ogromny zespół ogrodowy z elementami architektonicznymi zbudowany na początku XX wieku na życzenie lokalnego przedsiębiorcy Eusebi Güell’a. Później park został wykupion przez władze miasta i przekształcony w park miejski, którym to pozostał po dzień dzisiejszy. Nie bez powodu obiekt został wpisany na listę światowego dziedzictwa UNESCO – typowe dla Gaudiego organiczne kształty ozdabiają każdą budowlę na terenie ogromnych połaci zieleni a spacer w wyższe partie ogrodów oferuje niesamowity widok na Barcelonę.

Park Güell, Barcelona, Spain

Z parków wartych polecenia, tym razem już nie projektu Gaudiego jest PARC DE LA CIUTADELLA, czyli zespół zieleni w stylu modernistycznym utworzony na terenie dawnej twierdzy, z łukiem triumfalnym (ARC DEL TRIONF) stanowiącym wejście. Park stanowi przyjemną ostoję dla turysty po ciężkim dniu zwiedzania lub pracy – dla mieszkańców Barcelony.

Jednym z ciekawszych miejsc w mieście jest BARRI GOTIC, czyli średniowieczna dzielnica gotycka stanowiąca jednocześnie centrum starego miasta, usytuowana pomiędzy wybrzeżem a LA RAMBLĄ – głównym bulwarem miasta z mnóstwem sklepów, straganów i  innych atrakcji zapewnianych m. in. przez ulicznych artystów.

La Rambla, Barcelona

Stąd można się udać w kierunku imponującego PORTU oraz plaży w dzielnicy LA BARCELONETA, która niegdyś była dzielnicą rybacką.

Barceloneta, Barcelona, Spain

Poza tymi sztandarowymi zabytkami, które trzeba zobaczyć, Barcelona posiada wiele innych atrakcji. Warto choćby przejść się ulicami EIXAMPLE, dzielnicy klasy średniej z dużymi budynkami i szerokimi ulicami pełnym modernistycznej architektury, czy odwiedzić LA BOQUERIĘ, największą w Barcelonie halę targową z artykułam spożywczymi. Jeśli czas pozwoli, można również wybrać się do POBLE ESPANYOL – wioski hiszpańskiej będącej muzem architektonicznym na wolnym powietrzu. Miejsce to nazywane jest miniaturą Hiszpanii, gdyż przedstawiaja różne style architektoniczne naśladujące różne części Hiszpanii.

To tylko kilka z ciekawych miejsc w Barcelonie, których miasto ma bez liku, a kilkudniowy wypad pozwala zwiedzić tylko ich namiastkę. Niestety mój czas się kończy, czas wracać, ale napewno kiedyś tu wrócę, by zobaczyć to, czego nie udało mi się zobaczyć przez ostatnie trzy dni, a także przez ostatni miesiąc zwiedzając Półwysep Iberyjski.

W Walencji, krainie paelli

Plaza de Ayuntamiento, Valencia, Spain

Z centralnej Hiszpanii udałam się znowu na wybrzeże. Tym razem nie atlantyckie, a Morza Śródziemnego. Dobrze znowu odetchnąć morskim powietrzem i posłuchać szumu fal. Dobrze też uciec od tłumów turystów, których pełno w Madrycie. Tak trafiłam do Walencji, trzeciego pod względem wielkości miasta Hiszpanii, w którym powstała jedna z najsłynniejszych hiszpańskich potraw – paella.

Paella to nic innego, jak ryż z rozmaitymi dodatkami. Ta tradycyjna, walencjańska, zawiera owoce morza, mięso kurczaka i królika oraz warzywa, ale odmian jest tyle, co gustów i każdy znajdzie coś dla siebie. Opcja wegeteriańska to PAELLA DE VERDURAS, dla miłośników owoców morza powstała PAELLA MARINERA, istnieje również PAELLA MIXTA, która zawiera po trochę wszystkiego. Tradycyjnie paella podawana jest w płytkim naczyniu z uchwytami przypominającym patelnię, w którym to jest przygotowywana. Potrawa pochodzi z Walencji i tu ponoć smakuje najlepiej, ale serwowana jest z powodzeniem w całej Hiszpanii.

Paella valenciana

Poza specjałami kulinarnymi Walencja oferuje również wiele innych atrakcji – jest to miasto pełne zabytków z różnych okresów, muzeów i innych ważnych miejsc dla kultury regionu.

Ja zwiedzanie zaczęłam od koryta rzeki TURIA, której to nadano nowy bieg po tym, jak w 1957 roku zalała miasto po raz kolejny, przynosząc mnóstwo ludzkich i materialnych strat. Stare koryto przekształcono w 11-kilometrowy park miejski okalający centrum, gdzie można udać się na długi spacer, uprawiać jogging czy jazdę na rowerze.  Koryto Turii pełne jest ludzi od wczesnego ranka do poźnego wieczora. Do starego miasta można wejść przez monumentalną bramę TORRES DE SERRANOS, która jest jednym z dwóch słynnych wejść zbudowanych w średniowieczu.

Torres de Serranos, Valencia, Spain

Za centralny punkt miasta uważana jest PLAZA DE AYUNTAMIENTO, czyli olbrzymi plac pełen XIX i XX-wiecznej architektury z modernistycznym budynkiem ratusza na czele. Poza tym koniecznie trzeba zobaczyć XIII-wieczną katedrę reprezentującą różne style od Gotyku do Baroku założoną na terenie byłego meczetu z charakterystyczną ośmiokątną wieżą uwidacznianą na wielu pocztówkach.

Cathedral, Valencia, Spain

Jedną z ciekawszych atrakcji, która jest częścią lokalnej kultury jest MERCADO CENTRAL, czyli jedna z najstarszych i wciąż czynnych hal targowych w Europie, zbudowana na początku XX wieku w typowym walencjańskim stylu z mnóstwem kolorowych mozaik. Ale co tam mozaiki – te świeże owoce (sadów i morza), warzywa i szynki mogą przyprawić o zawrót głowy!

Mercado Central, Valencia, Spain
Mercado Central, Valencia, Spain

Walencja przypadła mi do gustu również dzięki temu, że ma dostęp do morza i usytuaowanych zaledwie o kilka kilometrów od centrum szerokich, piaszczystych plaż. Główna plaża miejska, Malvarrosa jest zawsze pełna lokalnych, turystów i plażowych sprzedawców, oferujących wszystko od zimnych napojów, lodów i słodyczy poprzez okulary słoneczne, zmywalne tatuaże, na zabiegach masażu skończywszy.

Valencia, Spain

Chociaż nie tak popularna turystycznie jak Madryt czy Sewilla, Walencja okazała się być jednym z ciekawszych miejsc na mojej trasie, chyba dlatego, że ma po trochę wszystkiego i jest strzałem w dziesiątkę dla tych, którzy szukają różnych doznań na wakacjach – od bogatej kultury, świetnego jedzenia, po niesamowite zabytki i piękne plaże…

Algarve – bajkowe wybrzeze Europy

Po kilkunastu dniach dosc intensywnego zwiedzania miast i miasteczek portugalskich przyszedl czas na odpoczynek. I to odpoczynek nie byle jaki, bo na jednych z najpiekniejszych wybrzezy Europy, pelnych zlocistego piasku, blekitnej wody i rozmaitych formacji skalnych, z ktorych slyna plaze Algarve. Tak sie nam spodobala ta bajkowa kraina na poludniu Portugalii, ze postanowilysmy zostac tu nieco dluzej. A co tam, Sewilla moze poczekac!

Pierwszym nadbrzeznym ‚portem’ maszej wyprawy bylo FARO, ktore jakos osobiscie mnie nie zachwycilo. Miasto jak miasto, posiada nawet kilka ciekawych zabytkow i ladna mauretanska zabudowe charakteryzujaca sie niskimi bielonymi domkami z plaskimi dachami.

Faro, Portugal

Faro, Portugal

Ale ogolnie klimatem przypomina typowy nadbrzezny kurort z kosmicznymi cenami i deptakami pelnymi spragnionych slonca niemieckich i brytyjskich turystow, ktorzy nie wysilili sie za bardzo w poszukiwaniu destynacji urlopowej i zrobili sobie wakacje w Faro ze wzgledu na pobliskie lotnisko, moze nieswiadomi faktu, ze juz niecale 2 godziny jazdy pociagiem stad znajduje sie LAGOS – miasto pelne zycia, pozytywnej energii i bajecznych plaz.

Nie wiem, co mnie tak urzeklo w tym miejscu, w koncu to tez typowe miasteczko turystyczne pelne przybyszow, glownie z krajow Europy Zachodniej, jednak juz po wyjsciu z pociagu wiedzialam, ze fajnie byloby zostac dluzej w tym buzujacym, energicznym miejscu. Po znalezieniu najtanszego (10 euro!) a zarazem jednego z najlepszych hosteli w calej naszej dotychczasowej wyprawie, udalysmy sie prosto do SAGRES, niasteczka, a wlasciwie chyba wioski, ktora slynie z tego, ze jest punktem wypadowym na CABO DE VINCENTE – najbardziej na poludniowy zachod wysunietego przyladka Europy. Sagres powitalo nas piekna plaza z widokiem na klify Wincenta, ktore postanowilysmy odkryc osobiscie, wiec wyruszylysmy na podboj przyladka, ktory lezy ok. 6 km od Sagres. Na miejscu pierwsze, co rzuca sie w oczy to ogromna latarnia, ktora tworzy ciekawy widok z klifami, na ktorych zostala zbudowana. Idac w kierunku zbocza pokonujemy dywan kolorowych kwiatow, ktore pieknie komponuja sie z nieopisanym blekitem wod Oceanu Atlantyckiego.

Kolejne dwa dni poswiecamy na poznawanie plaz w okolicy Lagos, ktore sa jednymi z najpiekniejszych, jakie widzialam w zyciu. Wiecznie wzburzona woda, strome zbocza i pojedyncze formacje skalne a takze cale ich archipelagi obmywane przez wysokie fale Atlantyku tworza widok niezwykly, ktory chcialoby sie zachowac w pamieci na zawsze, by moc odtowrzyc na przyklad wtedy gdy za oknem polska jesienna plucha.

Ale Algarve to takze obok plaz doskonale jedzenie – zawsze swieze i swietnie przyrzadzone. Mimo, ze ceny sa znacznie wyzsze niz w polnocnych regionach kraju, sprawne oko turysty niskobudzetowego potrafi wypatrzec restauracje z ‚prato del dia’ skladajace sie z przystawki, pozywnej zupy, dania glownego, lampki wina i na koniec slynnej portugalskiej kawy pitej tutaj jak rytual za laczna sume 7 euro. W takiej opcji jadlysmy slynnego portugalskiego BACALHAU A BRAS czyli dorsza smazonego z cebula i ziemniakami. Najlepiej smakuje zamawiany lamanym portugalskim, ktory jest tak naprawde mieszanka hiszpanskich zwrotow wymawianych ze zwiekszona iloscia ‚sz’ i ‚ż’ oraz tu i owdzie wtracanym ‚obrigada’, czyli jednym z niewielu slow jakie znamy po portugalsku. Zal bedzie opuszczac ten kraj dorsza, kawy i fado. Uzbrojone w te niezapomniane wrazenia i jeszcze z plazami Lagos przez oczyma i szumem Oceanu w uszach jutro opuszczamy Portugalie, a lezka w oku sie kreci, bo to kraj piekny, niezwykly, zachwycajacy rozmaitoscia krajobrazow, smakow i zapachow…

Piasek, wiatr i… słońce

Ostatnie dwa dni pobytu na Teneryfie są plażowe i trochę leniwe – a co tam, w końcu to urlop! Udaje mi się przekonać Yurenę, że mój organizm pilnie potrzebuje witaminy D i wyprawa na plażę jest niezbędna.

Plaże południowe (Los Christianos, Las Galletas czy Las Americas) okażą się zapewne bardziej przekonywujące dla turysty nastawionego na plażowanie, niż plaże północne. W czasie całego pobytu odwiedziłyśmy trzy plaże na północy – Las Teresitas, Las Caletillas i Candelarię – i każda z nich była nieco inna. Generalnie na plażach Północy dominuje ciemny piasek wulkaniczny – od szarego, wyblakłego, po prawie czarny. Południe i wybrane plaże północy wyspy wyściełane są żółtym piaskiem, który dla celów czysto turystycznych transportowany jest prosto z Sahary.

Natura również dba o to, by na Teneryfie nie brakowało piasku Sahary. Nie, nie skutkuje to jednak polepszeniem jakości plaż Wyspy, a raczej spadkiem widoczności i osadzaniem się pyłu na budynkach i ulicach. Winne jest zjawisko kalimy czyli mieszanki pyłu i piasku transportowanego na Wyspy Kanaryjskie z wiatrem podczas burz piaskowych na Saharze. Za sprawą kalimy ma się często wrażenie, że jest mgliście i deszczowo, podczas gdy tak naprawdę świeci słońce i pogoda jest wyśmienita.

Plażowy akcent kończy mój pobyt na Teneryfie. Za niecałe 3 godziny wylot z lotniska Tenerife Sur, wprost do zimnej, deszczowej Irlandii. Sama myśl jest jak wiadro zimnej wody na głowę!