Posts Tagged ‘ backpacking ’

Na szlaku bialych miast Andaluzji: Ronda

Ronda, Spain
Bedac w Andaluzji, nie sposob pominac zwiedzania PUEBLOS BLANCOS, czyli grupy malych miasteczek poloznych miedzy Sewilla, Algeciras i Malaga, charakteryzujacych sie bialymi domami malowniczo osadzonymi w gorach, otoczonymi krzewami winnymi, gajami oliwnymi i wisniowymi sadami.

I tak trafilysmy do Rondy, jednego z najslynniejszych pueblos blancos, ktore w przeszlosci bylo niezaleznym krolestwem Maurow, stad mnostwo arabskich wplywow w architekturze. Gorzysta, wyboista, a przede wszystkim dluga droga autobusem z Kadyksu oplacila sie, oferujac w zamian niezapomniane widoki na gory oraz polozone miedzy nimi jeziora a takze male wioski, oczywiscie w kolorze bialym, wyrozniajace sie na tle lesistego krajobrazu.

Ronda, Spain

Ronda, Spain

Spacer ulicami dzielnicy El Mercadillo ukazuje nowsza czesc miasta z ciekawymi placykami, kosciolami oraz arena walki bykow i tarasami widokowymi, z ktorych podziwiac mozna gorzysty krajobraz u stop miasta, a takze wysokie szczyty pobliskich gor. Po przejsciu przez slynny most Puente Nuevo, oczom naszym ukazalo sie zapierajace dech w piersiach La Ciudad, czyli stare mauretanskie miasteczko z ciekawym budynkiem ratusza, kosciolami, palacem Alcazar i arabskimi lazniami. Wprost idealne miejsce na niedzielny spacer  z dala od duzych zatloczonych miast Hiszpanii. Ronda urzekla mnie jako jedno z najciekawszych miejsc w dotychczasowej podrozy i zdecydowanie zacheca do zwiedzenia pozostalych pueblos blancos. Ale to juz pomysl na kolejna podroz po Andaluzji…

Ronda, Spain

Algarve – bajkowe wybrzeze Europy

Po kilkunastu dniach dosc intensywnego zwiedzania miast i miasteczek portugalskich przyszedl czas na odpoczynek. I to odpoczynek nie byle jaki, bo na jednych z najpiekniejszych wybrzezy Europy, pelnych zlocistego piasku, blekitnej wody i rozmaitych formacji skalnych, z ktorych slyna plaze Algarve. Tak sie nam spodobala ta bajkowa kraina na poludniu Portugalii, ze postanowilysmy zostac tu nieco dluzej. A co tam, Sewilla moze poczekac!

Pierwszym nadbrzeznym ‚portem’ maszej wyprawy bylo FARO, ktore jakos osobiscie mnie nie zachwycilo. Miasto jak miasto, posiada nawet kilka ciekawych zabytkow i ladna mauretanska zabudowe charakteryzujaca sie niskimi bielonymi domkami z plaskimi dachami.

Faro, Portugal

Faro, Portugal

Ale ogolnie klimatem przypomina typowy nadbrzezny kurort z kosmicznymi cenami i deptakami pelnymi spragnionych slonca niemieckich i brytyjskich turystow, ktorzy nie wysilili sie za bardzo w poszukiwaniu destynacji urlopowej i zrobili sobie wakacje w Faro ze wzgledu na pobliskie lotnisko, moze nieswiadomi faktu, ze juz niecale 2 godziny jazdy pociagiem stad znajduje sie LAGOS – miasto pelne zycia, pozytywnej energii i bajecznych plaz.

Nie wiem, co mnie tak urzeklo w tym miejscu, w koncu to tez typowe miasteczko turystyczne pelne przybyszow, glownie z krajow Europy Zachodniej, jednak juz po wyjsciu z pociagu wiedzialam, ze fajnie byloby zostac dluzej w tym buzujacym, energicznym miejscu. Po znalezieniu najtanszego (10 euro!) a zarazem jednego z najlepszych hosteli w calej naszej dotychczasowej wyprawie, udalysmy sie prosto do SAGRES, niasteczka, a wlasciwie chyba wioski, ktora slynie z tego, ze jest punktem wypadowym na CABO DE VINCENTE – najbardziej na poludniowy zachod wysunietego przyladka Europy. Sagres powitalo nas piekna plaza z widokiem na klify Wincenta, ktore postanowilysmy odkryc osobiscie, wiec wyruszylysmy na podboj przyladka, ktory lezy ok. 6 km od Sagres. Na miejscu pierwsze, co rzuca sie w oczy to ogromna latarnia, ktora tworzy ciekawy widok z klifami, na ktorych zostala zbudowana. Idac w kierunku zbocza pokonujemy dywan kolorowych kwiatow, ktore pieknie komponuja sie z nieopisanym blekitem wod Oceanu Atlantyckiego.

Kolejne dwa dni poswiecamy na poznawanie plaz w okolicy Lagos, ktore sa jednymi z najpiekniejszych, jakie widzialam w zyciu. Wiecznie wzburzona woda, strome zbocza i pojedyncze formacje skalne a takze cale ich archipelagi obmywane przez wysokie fale Atlantyku tworza widok niezwykly, ktory chcialoby sie zachowac w pamieci na zawsze, by moc odtowrzyc na przyklad wtedy gdy za oknem polska jesienna plucha.

Ale Algarve to takze obok plaz doskonale jedzenie – zawsze swieze i swietnie przyrzadzone. Mimo, ze ceny sa znacznie wyzsze niz w polnocnych regionach kraju, sprawne oko turysty niskobudzetowego potrafi wypatrzec restauracje z ‚prato del dia’ skladajace sie z przystawki, pozywnej zupy, dania glownego, lampki wina i na koniec slynnej portugalskiej kawy pitej tutaj jak rytual za laczna sume 7 euro. W takiej opcji jadlysmy slynnego portugalskiego BACALHAU A BRAS czyli dorsza smazonego z cebula i ziemniakami. Najlepiej smakuje zamawiany lamanym portugalskim, ktory jest tak naprawde mieszanka hiszpanskich zwrotow wymawianych ze zwiekszona iloscia ‚sz’ i ‚ż’ oraz tu i owdzie wtracanym ‚obrigada’, czyli jednym z niewielu slow jakie znamy po portugalsku. Zal bedzie opuszczac ten kraj dorsza, kawy i fado. Uzbrojone w te niezapomniane wrazenia i jeszcze z plazami Lagos przez oczyma i szumem Oceanu w uszach jutro opuszczamy Portugalie, a lezka w oku sie kreci, bo to kraj piekny, niezwykly, zachwycajacy rozmaitoscia krajobrazow, smakow i zapachow…

Bialo-zolta Evora

Templano Romano, Evora, Portugal

Dlugo zastanawialysmy sie, gdzie udac sie dalej. Z jednej strony po calej serii mniejszych i wiekszych miast portugalskich zwiedzonych przez ostatnie 10 dni kusily nas plaze poludnia, z drugiej strony strony ciagnelo nas w glab ladu, by chociaz ‚musnac’ odmiennego od reszty kraju krajobrazu poludnia. I tak wyladowalysmy w EVORZE, zabytkowym miescie wpisanym na liste UNESCO i historycznej stolicy regionu ALENTEJO, ktory zajmuje az 1/3 powierzchni Portugalii.

Juz jazda autobusem przez zupelnie rozniacy sie od reszty Portugalii region Alentejo sprawila, ze ani przez chwile nie zalowalysmy wyboru kolejnej destynacji. Krajobrazy tu sa niesamowite – pelne pomaranczy i gajow oliwnych sady, ukwiecone na zolto i fioletowo laki, rozlegle pola i mnostwo przestrzeni, ktorej czesto brak w ciasno zabudowanych regionach polnocnych.

Evora jest miastem stosunkowo malym, a wszystkie warte zobaczenia zabytki skoncentrowane sa w scislym centrum. Jednym z najbardziej kojarzonych z Evora zabytkow jest TEMPLANO ROMANO, czyli liczace prawie 2 tysiace lat ruiny swiatyni rzymskiej, przypominajace miniature atenskiego Akropolu.

Templano Romano, Evora, Portugal

Innym ciekawym akcentem jest zabytkowy AKWEDUKT, ktory w czasach rzymskich doprowadzal wode do miasta. Obecnie jest interesujacym elementem krajobrazu miasta – stoi sobie, taki wysoki i majestatyczny spogladajac z gory na Evore i jej mieszkancow.

Evora, Portugal

Poza tym w miescie mozna podziwiac kilka ciekawych kosciolow (jeden z nich miesci na swoim terenie Kaplice Czaszek, ktora jest jedna z kilku ossariow na swiecie), budynek Uniwersytetu, czy Casa Pintada – domniemany dom Vasco da Gamy.

Evora, Portugal

Ale tak naprawde to nie zabytki ale cieply i przyjazny klimat miasta przemawia do nas najbardziej. W drodze od dworca w kierunku centrum witaja nas monumentalne mury miasta, po przekroczeniu ktorych naszym oczom ukazuja sie waskie uliczki, pelne bialych domow malowanych wapnem z charakterystycznymi zoltymi obramowaniami wokol drzwi i okien. Krajobraz troche jednostajny ale mimo to niezwykly. Szczegolnie po odrapanych lizbonskich kamienicach Chiado czy Alfamy pelnych kolorowych azulejos i sznurow suszacego sie prania, czy pstrokatej dzielnicy Ribeira w Porto, czyste i zadbane domki w tej samej gamie kolorystycznej sa mila odmiana. Szybko stwierdzamy, ze chcialybysmy zobaczyc wiecej tego ciekawego regionu Portugalii. Niestety czas goni nieublaganie…

Evora, Portugal

W pogoni za zoltym tramwajem – Lizbona

Po wielu mniejszych i wiekszych miasteczkach i miescinach trafilysmy w koncu do stolicy Portugalii, by nacieszyc sie zoltymi tramwajami, zobaczyc slynne windy Lizbony i te waskie zabytkowe ulice o ktorych rozpisuja sie przewodniki.

Polozony pomiedzy historycznymi dzielnicami CHIADO i BAIRRO ALTO hostel, w ktorym zatrzymalysmy sie przez trzy dni pobytu w Lizbonie okazal sie idealnym punktem wypadowym do zwiedzanie miasta. I to chyba wlasnie te dzielnice ujely mnie najbardziej – labirynty waskich uliczek ze stromymi podejsciami, kamienice wylozone slynnymi portugalskimi AZULEJOS i babcie wygladajace z nudow przez okna – tak zapamietam stara czesc Lizbony. No i oczywiscie ten slynny zolty tramwaj numer 28, przejazdzka ktorym wpisze sie na stale w moj obraz Lizbony. Tak sobie pomyslalam, ze w wiekszosci innych miast taki zrujnowany srodek komunikacji nie mialby prawa bytu – bo maly, bo stary, bo niestabilny i niebezpieczny. Ale w Lizbonie tym tramwajem jezdza codziennie setki ludzi do pracy, do szkoly, na zakupy. Zolty tramwaj jest symbolem miasta i doskonale sie wpisuje w jego krajobraz, szczegolnie starych zabytkowych dzielnic.

Jednym z miejsc, przez ktore przejezdza zolty tramwaj jest ALFAMA, stara dzielnica rybacka pelna historii i zabytkowej architektury, ponoc dusza Lizbony. Spacer waskimi brukowanymi ulicami doprowadza nas do Castelo Sao Jorge, ktory oprocz ciekawej lekcji historii oferuje doskonala panorame widokowa miasta. Spogladamy na Lizbone z gory, by podziwiac lizbonska rzeke Tag, Praca de Comercio, ktorym wczesniej przechodzilysmy oraz tysiace blisko osadzonych kamienic z ciemnoczerwonymi dachami. Widok jest niezapomniany i pokazuje troche barwniejszy obraz miasta, wychodzacy poza stare dzielnice CHIADO, BAIRRO ALTO i ALFAMA.

Stad takze podziwiamy BAIXE – inna zabytkowa dzielnice miasta charakteryzujaca sie specyficznym prostokatnym ukladem ulic oraz slynnym Lukiem Triumfalnym pelniacym role bramy dzielnicy. Pelno tu zabytkowych budowli, sklepikow, kafejek i restauracji. Taka tam centralna dzielnica miasta. I oczywiscie jak wszystko w Lizbonie zabytkowa.

Nowoczesniejsze widoki oferuje spacer AVENIDA DE LIBERDADE – szeroka ulica pelna drzew i ogrodkow kwiatowych prowadzaca prosto do majestycznego pomnika Pombala –  jednego z najslynniejszych portugalskich mezow stanu. Avenida ukazuje troche inne miasto – buzujace, nowoczesne, ale nie jestem pewna czy jest to obraz Lizbony jaki chce zapamietac. Mysle, ze te stare zabytkowe dzielnice miasta, nawet z ich brudem i zaniedbaniem sa ciekawszym elementem miasta. Miasta ktore wydaje mi sie troche leniwe, troche jakby zatrzymalo sie kilkaset lat temu i wszystkimi mozliwymi sposobami bronilo sie przez postepem i nowoczesnoscia.

Dzielnica, ktora troche obala mit leniwego miasta jest BELEM, polozone na zachodnim krancu Lizbony. Jest to miejsce niezwykle wazne z punktu widzenia historii Portugalii – to stad Vasco da Gama wyplynal na podboj Indii. Belem jest zatem miejscem naznaczonym odkryciami geograficznymi – od Klaszoru Hieronimitow z Muzeum Zeglugi i planetarium do promenady nad rzeka Tag pelnej symboli odkryc geograficznych z posadzka szczegolowo przedstawiajaca mapy podbojow.

Ostatni dzien w Lizbonie postanawiamy spedzic inaczej. Miala byc Sintra z jej historycznymi budowlami ale dochodzimy do wniosku, ze czas zboczyc z wytyczonego szlaku przewodnikow i zabytkow. Bierzemy pociag do pobliskiego CASCAIS – spokojnego miasteczka przypominajacego troche pelen turystow kurort nadmorski. W poblizu Citadeli (za darmo!) wypozyczamy rowery i udajemy sie osmiokilometrowa promenada wzdluz wybrzeza na slynna plaze surferow PRAIA DO GUINCHO. I rzeczywiscie fale sa imponujace, z czego korzystaja lokalni surferzy i przybysze. Stad spogladamy na oddalony o kolejne 10 km dumny i majestaryczny CABO DE ROCA – najbardziej wysuniety na zachod przyladek Europy. Piekna sloneczna pogoda i otaczajace krajobrazy sprawiaja, ze ciezko rozstac sie z tym miejscem. Jednak czas wracac do zatloczonej Lizbony, by wziac pociag  na poludnie Portugalii.


Stacja Fatima i forsowanie Zamku Templariuszy w Tomarze

Z Coimbry z samego rana udalysmy sie pociagiem do Fatimy, gdzie zaplanowane bylo zwiedzanie najslynniejszego sanktuarium w Portugalii, skad mialysmy udac sie do historycznego miasta Tomar, oddalonego zaledwie 20 km od Fatimy.

I wszystko pewnie odbyloby sie gladko, gdyby nie to, ze dostac sie do FATIMY wcale nie jest tak latwo. Okazalo sie ze godzinna przejazdzka pociagiem z Coimbry to dopiero poczatek ekspedycji do Fatimy, gdyz stacja kolejowa o nazwie Fatima wcale nie znajduje sie w poblizu slynnego sanktuarium. Na miejscu dowiedzialysmy sie, ze od Bazyliki dzieli nas jakies 25 km i by je przemierzyc musimy wziac nastepny srodek transportu – autobus lub taxi. My oczywiscie zdecydowalysmy sie na ten pierwszy (swoja droga ciekawa jestem ile kosztowalaby taksowka na tym odcinku biorac pod uwage silnie rozwinieta turystyke religijna), ktory na szczescie rychlo nadjechal i przez kolejne 40 min wiozl nas przez portugalskie wioski, po czym naszym oczom ukazala sie slynna Bazylika Matki Boskiej Rozancowej w Fatimie. Ktos chyba zdecydowal, ze nawet ci, ktorzy nie chca pielgrzymowac pieszo do sanktuarium, powinni odbyc pielgrzymke i usytuowal stacje kolejowa o nazwie Fatima 25km od Fatimy. Samo miejsce troche mnie rozczarowalo. Sama nie wiem dlaczego, ale wyobrazalam sobie Fatime jako skromne miejsce czci Matki Boskiej, a na miejscu okazalo sie, ze to bardzo skomercjalizowane i troche betonowe miejsce. Bazylika jest rzeczywiscie imponujaca, a obok niej znajduje sie mala kapliczka – miejsce modlitwy, za to tuz przed Bazylika mozna ‚podziwiac’ ogromny betonowy plac a droga przez miasteczko pelna jest sklepow i stoisk z ogromnie wygorowanymi cenami.

Z Fatimy udalysmy sie do historycznego miasta TOMAR, ktore zrobilo na nas bardzo pozytywne wrazenie. To jedno z tych miejsc, ktore odwiedza sie troche przypadkowo, ale juz pierwsze chwile pobytu w nim sprawiaja, ze chcemy by ten przypadek trwal. Juz sam spacer przez centrum dal nam bardzo przyjemny obraz miasta, a wizyta budynku Zakonu Templariuszy Convento do Cristo calkowicie nas zachwycila.

Wpisany na liste UNESCO kompleks klasztorno-zamkowy jest najwiekszym w Portugalii i jednym z najwiekszych na swiecie zespolow tego typu. Nam tak przypadl on do gustu, ze zostalysmy na jego terenie cale popoludnie, a kiedy chcialysmy wyjsc, okazalo sie, ze glowna brama jest zamknieta. Nie wiele myslac, postanowilysmy sprobowac przejsc przez kraty w bramie glownej, co po kilku probach zakonczylo sie sukcesem. Ubawu bylo przy tym co nie miara, gdyz po sforsowaniu bramy glownej, okazalo sie ze brama wjazdowa tez jest zamknieta, a jedynym sposobem na wydostanuie sie jest wspiecie sie po stromej scianie bocznej. Wszystko zakonczylo sie dobrze, a popoludnie spedzilysmy spacerujac uroczymi brukowanymi uliczkami Starego Miasta, pelnymi osobliwych domow i mieszkancow, obok ktorych nie sposob przejsc obojetnie. Tomar jest zdecydowanie miejscem godnym polecenia!

‚Operacja Iberia’ czyli z plecakiem przez Portugalię i Hiszpanię

Więc oto nieubłaganie zbliża się czas długo planowanej i osnutej marzeniami podróży z plecakiem po Portugalii i Hiszpanii. Powoli mija czas przygotowań – bukowania biletów, gromadzenia sprzętu backpackerskiego, zakupu ubezpieczenia i innych niezbędnych rzeczy, które mają się zmieścić w 55-litrowym plecaku…

Jutro rano wylatuję do PORTO na północy Portugalii, skąd będę posuwać się w dół przez LIZBONĘ aż do FARO na południu kraju. W kolejnym etapie podróży z Faro udam się do SEWILLI, która będzie pierwszym etapem andaluzyjskiej przygody i będę podróżować w kierunku GRANADY. Po Andaluzjii przyjdzie czas na MADRYT, skąd przez WALENCJĘ udam się do BARCELONY – ostatniego punktu wyprawy. Plan jest jedynie poglądowy i pewnie jeszcze nie raz ulegnie modyfikacji. No ale przecież o to chodzi – by poznać nie tylko utarty szlak przewodników, ale również pozornie nieistotne miejsca, z ich lokalnym urokiem i kulturą.

Zapraszam do śledzenia relacji z wprawy na blogu oraz oglądania najciekwaszych zdjęć w albumie.