Posts Tagged ‘ Babia Góra ’

Dwie baby na Babiej…

Babia Góra (1725 m npm), królowa Beskidów, od dawna była na mojej liście „to-do”, dotychczas jednak zawsze spychana na drugi plan przez inne górskie wędrówki. Do pewnej pięknej wrześniowej niedzieli, w którą to grzechem byłoby nie wyjechać z miasta, gdyż pogoda dopisała pod każdym względem. Jako że reszta krakowskich górołazów postanowiła zdobywać bardziej ambitne szczyty (czyt. Kościelec i  Granaty), nie pozostało nam nic innego, jak wybrać się na tę babską górę w babskim duecie (żeby nie powiedzieć babim). Swoją drogą tak się zastanawiam – jaki związek mają ze sobą dwie nazwy szczytu – Babia Góra i Diablak. Czyżby góra została ochrzczona przed jakiegoś wroga rodzaju żeńskiego dla którego kobieta i diabeł to to samo?

Był to dzień pełen wrażeń, a przygody zaczęły się już w drodze do Zawoji, która jest notabene najdłuższą wsią w Polsce, co da się odczuć (faktycznie, wydaje się nie mieć końca). Po małych turbulencjach samochodowych udało się dojechać do Markowej, skąd ruszyłyśmy w kierunku schroniska Markowe Szczawiny. Według informacji znalezionych w internecie odcinek ten obejmuje 1,5 godziny marszu, my wędrowałyśmy ponad dwie. Powodem było między innymi to, że nagle, niewiadomo dlaczego, zgubiłyśmy szlak. Na szczęście szybko udało się go odnaleźć i wkrótce znalazłyśmy się w schronisku, gdzie obok zimnego piwa z sokiem, kosztowałyśmy również schroniskowych pierogów i zupy. Posilone, z nową werwą i energią ruszyłyśmy na Babią Górę. Tu już było nieco ciężej, bo podejście było bardziej strome, niż wcześniej. Do tego na pomysł zdobycia Babiej tego dnia wpadło wiele rodzin z dziećmi, co znacznie utrudniało wędrówkę i wiązało się z ciągłym zatrzymywaniem.

W końcu doszłyśmy do Przełęczy Brona, skąd roztacza się wspaniały widok na Beskidy, Gorce, Tatry i … Małą Babią Górę. Ta ostatnia kusiła płaskim podejściem i bliskością od Przełęczy, jednak my, trzymając się pierwotnego planu, ruszyłyśmy na podbój Diablaka. Ten odcinek podejścia okazał się najciekawszy właśnie ze względu na malownicze widoki. Babia w wielu opisach porównywana jest do kobiecej piersi i coś w tym jest – gdy się ją obserwuje z daleka, może przypominać kobiece kształty ( raczej kształt). Co ciekawe, babia pierś z bliska wygląda jak usypany przez człowieka kopczyk kamieni – widok dość osobliwy. Z góry roztacza się jeszcze ciekawszy widok na Beskidy – teraz rozumiem sławę Diablaka – walory widokowe zarówno przy podejściu jak i na szczycie są niesamowite.

Jednak jako że czas nas gonił, gdyż z racji różnych przygód miałyśmy małe opóźnienie, po godzinie postanowiłyśmy schodzić. Tu miła niespodzianka – brak ludzi, co znacznie ułatwiało zejście. Dość sprawnie znalazłyśmy się w schronisku Markowe Szczawiny, a potem już przez las do Markowej. Tu jednak okazało się, że w lesie robi się znacznie szybciej ciemno a wieczór zbliżał się nieublaganie i podjęłyśmy walkę z czasem znacznie przyspieszając kroku. Na szczęście udało nam się tuż przed zmrokiem opuścić las, by w drodze powrotnej utknąć w ogromnym korku na osławionej Zakopiance. Mimo to dzień był wspaniały, a Babią Górę zaliczam do ulubionych szczytów.

Beskid Żywiecki w jeden dzień, czyli zdobywamy Pilsko!

W piękną słoneczną niedzielę, zaledwie kilka godzin po krakowskich Juwenaliach wybrała się grupa ludzi do Beskidu Żywieckiego. Spotkali się na pewnej stacji benzynowej, uradzili i pojechali w kierunku Korbielowa. I tu możnaby przejść do wejścia na Pilsko, gdyby nie niechlubny mandat za prędkość, ale cóż byłaby to za przygoda, gdyby się nic nie działo?

I tak po 2 godzinach dotarliśmy do Korbielowa, skąd wyruszyliśmy na podbój Pilska (1557 m npm). Pogoda dopisywała, towarzystwo też, szlak przyjemny, widoki cudne. Wejście na ten drugi pod względem wysokości masyw górski Beskidu Żywieckiego (po Babiej Górze) zajęło nam ok. 3 godzin i bogate było w kilka (niektórzy twierdzą nawet, że kilkanaście) ataków szczytowych.


Gdy w końcu wdrapaliśmy się na szczyt, słońce ustąpiło deszczowi z gradem i piorunami. Z tego też powodu nasz sprytny plan urządzenia sobie picknicku z opalaniem na szczycie legł w gruzach, ustąpiwszy miejsca ekspresowemu zejściu do Hali Miziowej i zakotwiczeniem w tutejszym schronisku, gdzie spędziliśmy kilka następnych godzin susząc ubrania, w oczekiwaniu na polepszenie aury. Stało się to dość niespodziewanie, co postanowiliśmy od razu wykorzystać, by nie schodzić z Pilska po ciemku. Po ponad godzinnej wędrówce byliśmy spowrotem w Korbielowie, skąd wyruszyliśmy w kierunku Krakowa. Z postanowieniem, że następnym razem zdobywamy królową Beskidu Żywieckiego – Babią Górę.