Posts Tagged ‘ zwiedzanie ’

Od Żywca po Cieszyn czyli Beskid Śląski

Po wyprawie na Bałkany, zamarzyło mi się znowu spędzić kilka dni w polskich górach. Długi weekend sierpniowy stworzył ku temu idealną okazję. Palec znowu powędrował po beskidzkiej części mapy i zatrzymał się na Beskidzie Śląskim. Tym razem nie było wielogodzinnych wędrówek po górach, a raczej objazd po regionie i poznanie jego smaczków.

Pierwszym punktem wyprawy był Żywiec z jego główną atrakcją – Muzeum Browaru uruchomionym w 2006 roku. Bardzo się cieszyłam na tę wizytę, niestety, ku mojemu zaskoczeniu, na miejscu okazało się, że trzeba mieć rezerwację, której oczywiście nie miałam. Na pytanie o możliwość dokonania rezerwacji na najbliższy poniedziałek, co umożliwiłoby mi zobaczenie muzeum w drodze powrotnej, usłyszałam od wyraźnie rozdrażnionej pani z obsługi, że jak większość muzeów na świecie, Muzem w Żywcu jest nieczynne w poniedziałki (cytat). No cóż, uwaga ta nie dosyć że była najzwyczajniej w świecie nieuprzejma, skutecznie zniechęciła mnie do ponownego przybycia do żywieckiego browaru, więc niewiele z niego zapamiętam – a szkoda, gdyż chętnie poznałabym historię i arkana warzenia do niedawna ulubionego piwa.

Żywiec
Żywiec
Żywiec

Niedaleko Żywca znajduje się Góra Żar (761 m npm).  Jako że czas gonił, zamiast wchodzić, wjechaliśmy na nią kolejką linową. Widok był całkiem niezły, lecz naprawdę nie rozumiem, z jakiego powodu góra ta cieszy się taką popularnością. Chyba jedynie dlatego, że jako jedna z pięciu gór w Polsce obsługiwana jest przez Polskie Koleje Linowe.

Beskid Śląski

Kolejnym, znacznie ciekawszym punktem wyprawy okazała się Węgierska Górka, która słynie z systemu fortyfikacji zbudowanego w celu zabezpieczenia południowej granicy państwa przez atakiem hitlerowskim w 1939 roku. Planowano wybudować dziewięć fortów, wybudowano pięć, a cztery pozostałe jedynie rozpoczęto.  Forty Waligóra, Wąwóz, Wędrowiec, Włóczęga i Wyrwidąb pomagały polskim żołnierzom w opóźnieniu przemarszu Hitlerowców od granicy słowackiej 1-3 września 1939r. Z ciekawostek warto wiedzieć, że po stronie wroga było 17700 żołnierzy wspieranych przez lotnictwo, podczas gdy polskie siły pod Węgierską Górką liczyły jedynie 1500 żołnierzy. Straty po stronie polskiej to 7 zabitych i 10 rannych, po stronie wroga znacznie większe – ok. 200 zabitych i 300 rannych.

Węgierska Górka, Beskid Śląski

Węgierska Górka, Beskid Śląski

Węgierska Górka, Beskid Śląski

Węgierska Górka, Beskid Śląski

Jadąc w kierunku Wisły warto zahaczyć o Koniaków – wieś słynącą z wyrobu koronek. Dalej trasa wiosła do Wisły, która jest znanym ośrodkiem wypoczynkowym i turystycznym, a dodatkowo, dzięki osobie Adama Małysza, rozsławionym jako centrum sportów zimowych. W 2008r została oddana do użytku nowa skocznia w Wiśle-Malince, która jest drugą po Wielkiej Krokwi w Zakopanem skocznią w Polsce.

Wisła
Wisła

Wisła jest również ważnym ośrodkiem protestantyzmu w Polsce, na co dowodem są liczne kościoły ewangelickie w mieście. Znajduje się tu również Rezydencja Prezydenta RP będąca dziełem polskiej architektury okresu międzywojennego. Historyczna część Zamku Górnego i Kaplica udostępniane są do zwiedzania. Zwiedzanie jest bezpłatne, ale należy się zapisać z co najmniej siedmiodniowym wyprzedzeniem. Z dzielnicy Wisły – Czarnego – prowadzi szlak na Baranią Górę (1220 m npm), która jest drugim pod względem wysokości szczytem Beskidu Śląskiego.

Wisła

Ustroń podobnie jak Wisła jest znanym ośrodkiem wypoczynkowym oraz uzdrowiskiem. Z wizyty w Ustroniu ucieszą się przede wszystkim dzieci, gdyż miasto posiada park rozrywki Równica, a w nim m.in. tor saneczkowy, planetarium, kino 4D. Z Ustronia można również wjechać kolejką linową na górę Czantoria.

Ustroń

Szczyrk, kolejne miasto na trasie rozczarowało mnie, gdyż nie ma ono zbyt wiele do zaoferowania letniemu turyście. Osławione jako ośrodek sportów zimowych, w lecie miasto może być punktem wypadowym w góry, ale jego władze słabo dbają o tym, by odwiedzających zatrzymać na dłużej poza sezonem narciarskim. Centrum miasta biegnie wzdłuż głównej drogi przejazdowej w kierunku Bielska Białej, conie zachęca do zwiedzania. Jedyną atrakcją wydają się być sklepiki oraz stragany przydrożne. Generalnie Szczyrk pozostawił wrażenie przereklamowanego ośrodka narciarskiego bez pomysłu na wykorzystanie swojej sławy w okresie letnim.

Za to szczególnie zachwycił mnie Cieszyn – miasto na granicy Polski i Czech będące ważnym ośrodkiem kulturalnym regionu – co roku odbywają się tu liczne festiwale muzyczne, filmowe i teatralne. Miasto przez trzy stulecia było we władaniu Dynastii Habsburgów, stąd jego architektura pełna jest wpływów niemieckich i austriackich. Miasto dzieli rzeka Olza, po przejściu której znajdziemy się w Czechach, zobaczymy czeskie napisy i usłyszymy na ulicy czeski język. Ciekawe to bardzo, że przechodząc przez zwykły most możemy się znaleźć za granicą kraju.
Cieszyn
Do tej pory Cieszyn kojarzył mi się z największym przejściem granicznym na południowej granicy, teraz zapamiętam go jako polsko-czeskie miasto z licznymi zabytkami, uroczym rynkiem, ciekawą starówka z malowniczymi uliczkami oraz godnymi uwagi wydarzeniami kulturalnymi.
Cieszyn
Cieszyn
Cieszyn

Reklamy

Palermo – (nie) cała prawda o Sycylii

Ze stolicami zawsze bywa niebezpiecznie. Stawia się im wiele zarzutów – że nie reprezentatywne dla całego kraju czy regionu, że turystyczne, że drogie. Mimo wszystko do stolic ciągną ogromne rzesze turystów, bo jakże tu być w Portugalii i nie zobaczyć Lizbony czy we Francji i nie zwiedzić Paryża? Tak też myślałyśmy o Palermo – nie możemy być na Sycylii i nie zwiedzić Palermo. Ale czy aby na pewno?

Niestety sprawdziło się. Drogo, turystycznie, hałaśliwie i brudno. Trochę nas roczarowało to Palermo, które w przewodnikach uchodzi za kulturalne i gospodarcze centrum wyspy, którego ominąć nie sposób. My po całym dniu zwiedzania byłyśmy innego zdania.

Bo zabytków tu niby mnóstwo. Prawdziwa gratka dla miłośników kościołów – te można znaleźć po prostu wszędzie i we wszystkich stylach – od romańskich po gotyckie, na barokowych skończywszy. Wśród ciekawszych zabytków wyróżnić można katedrę charakteryzującą się niezwykle długą historią, a co za tym idzie różnymi stylami architektonicznymi oraz Teatro Massimo – największą operę we Włoszech i jedną z największych w Europie. Poza tym miasto bogate jest w urokliwe placyki, ogrody i parki.

I tak kojarzyć mi się będzie ta pozytywna strona miasta. Niestety nie jest ona w stanie zatrzeć negatywnego wrażenia, jakie zrobiło na nas Palermo. Jako główne miasto wyspy, Palermo jest głośne i zatłoczone. Dodać do tego wymowną sycylijską naturę oraz całe zastępy emigrantów i mamy zabójczą mieszankę. Podobnie, jak w Trapani, mieszkańcy Palermo są w stanie wjechać w najwęższą uliczkę miasta, co zdecydowanie nie ułatwia zwiedzania. Wszechobecny dźwięk klaksonów miesza się z przekrzykującymi się Sycylijczykami, co tworzy taki zgiełk, że trudno usłyszeć własne myśli. Ale to chyba specyfika wielu włoskich miast i jakiś urok w tym pewnie jest. Co za to nie dodaje miastu uroku, to wszechobecne rynny śmieci. Nie wiem, dlaczego mieszkańcy Palermo nie mają w zwyczaju używać śmietników, ale zdecydowanie powinni zacząć, gdyż wtedy miałabym pewnie zgoła inne wrażenie tego miasta. Jak i zapewne wielu innych turystów, gdyż naszą opinię podzielali również inni napotkani na Sycylii zwiedzający.

Zatem po całym męczącym dniu zwiedzania sycylijskiej stolicy doszłyśmy do wniosku, że może lepiej byłoby przeznaczyć ten czas na jakieś bardziej urokliwe miejsce. Ale z drugiej strony wszystkiego trzeba spróbować, bo przecież podróże to nie tylko piękna natura i przyjazne miasta. A tu jeden ze smaczków Palermo, obrazujący jakże trafnie buntowniczą naturę Sycylijczyków – plakat zapraszający na manifestację. No i jednak warto było…

Wrocław – miasto krasnali i dobrej energii

Miałam to szczęście odwiedzić miasto krasnali już wiele razy. Po raz pierwszy i najbardziej pamiętny na początku szkoły średniej na wycieczce dla seniorów (chyba już wtedy byłam zdania, że nie ważne jak, ważne by podróżować). No i zakochałam się. Zakochałam się na zawsze i bez pamięci, i konsekwentnie od 10 lat twierdzę, że Wrocław jest najpiękniejszym miastem w Polsce. Co prawda nigdy nie miałam okazji w nim mieszkać, ale każde odwiedziny tylko utwierdzają mnie w przekonaniu, że jest to miasto magiczne.

Magiczne pod każdą postacią – byłam już we Wrocławiu i zimową i letnią porą, a ostatnio miałam okazję zobaczyć miasto jesienią. I za każdym razem uderza to coś, jakaś niezwykła atmosfera, która sprawia, że chce się wracać do Wrocławia. Wracać, by po raz kolejny podziwiać słynne atrakcje miasta, jak wszechobecne odlewy krasnali, Ogród Japoński z jego orientalną architekturą i niezwykłymi kompozycjami roślinnymi, ogród zoologiczny, który jest najstarszym i największym zoo w Polsce, wielkie XIX-wieczne malowidło upamiętniające bitwę pod Racławicami, czy zabudowaną małymi kamienicami artystyczną ulicę Jatki z charakterystycznym pomnikiem ku czci zwierząt rzeźnych.

No i miejsca, które obowiązkowo odwiedzam będąc we Wrocławiu (i nie będę tu oryginalna) jak wrocławski Rynek czy Ostrów Tumski. Rynek, bo zawsze się tu coś dzieje, nie można się nudzić z racji licznych imprez kulturalnych, wystaw i pokazów artystycznych i dość mocno odczuwalnej międzynarodowej atmosfery, a z drugiej strony dzięki silnie odciśniętej historii choćby w postaci Ratusza czy kamienic z różnych epok. Poza tym mnogość kawiarni, pubów i restauracji gwarantuje dobrą zabawę w młodym towarzystwie. Mówię w młodym, gdyż mnie osobiście Wrocław zawsze będzie kojarzył się z jakąś młodością i świeżością, którą nie może poszczycić się wiele miast Polski. Może to dynamizm związany z silnym rozwojem gospodarczym miasta, może po prostu ludzie ze świeżymi poglądami – coś w tym mieście daje niesamowitą energię i chęć do życia.

Z kolei drugie moje ulubione miejsce Wrocławia – Otrów Tumski – pozostaje ulubionym z dokładnie przeciwnych względów. Odwiedzając tę nawodną osadę czuje się jakiś błogi spokój, może dzięki koncentracji zabytków religijnych, które są pozostałością po czasach, gdy miejsce to było siedzibą biskupią, może dzięki kojącej obecności Odry, która przecina teren Ostrowa Tumskiego. Dodatkowo nocna panorama oświetlonego Ostrowa ukazuje zupełnie inny, niezwykły obraz tego miejsca.

Na koniec, nie mogłabym nie wspomnieć o ulubionej dzielnicy Wrocławia – Krzykach, które z dala od centrum miasta zachwycają ogromem zieleni i starymi eleganckimi domami. Wydaje się, że obraz ten nie ulegnie zmianie, nawet gdy na terenie Krzyków powstanie 220-metrowy Sky Tower, gdyż Krzyki to, jak reszta Wrocławia, po prostu jakaś niesamowita atmosfera, której nie sposób opowiedzieć, trzeba ją po prostu doświadczyć.

Barcelona: Gaudi i obco brzmiący język

Barcelona, Spain

I oto kończy się – moja przygoda z Hiszpanią. Nie sposób uniknąć żalu wyjeżdżając z tego kraju pełnego smaków, zapachów i tradycji. Na pocieszenie na koniec zostawiłam sobie coś wyjątkowego – Barcelonę, która zgodnie z oczekiwaniami nie zawiodła.

Widoki po drodze z Walencji były niezapomniane. I ta różnorodność mikroklimatów. Na całej trasie było kilka odcinków ze skrajnie różną pogodą – od silnie zacinającego deszczu i pokrytego chmurami brunatnoniebieskiego nieba po mocne, wręcz rażące słońce. Znalezienie wcześniej zarezerwowanego hostelu skutecznie utrudniały obco brzmiące nazwy ulic, z którymi spotkałam się już w Walencji, ale nie na taką skalę. Bo Barcelona jest dwujęzyczna. Obok kastylijskiego, powszechnie nazywanego hiszpańskim używa się jeszcze KATALOŃSKIEGO– lokalnego języka czterech regionów: Katalonii, Walencji, Andory i Balearów. Kataloński brzmi nieco podobnie do hiszpańskiego, jednak jest to oddzielny język, a nie dialekt, więc jest dla obcokrajowców, a nawet Hiszpanów z innych regionów trudny do zrozumienia. Mimo wszystko jest to fajny element kultury, nawet jeśli nie rozumiem co kucharz dziś serwuje w menu del dia…

To apropos języka. W dziedzinie osobistości, Barcelona kojarzyć mi się będzie z jej najsłynniejszym synem – ANTONIO GAUDIM. Gaudi był katalońskim architektem, który zaczął projektować w stylu gotyckim, by później wyrobić swój własny, trudny do zakwalifikowania styl charakteryzujący się bogactwem formy oraz nieregularnymi, organicznymi kształtami podpatrzonymi w przyrodzie. Najsłynniejsze domy w tym stylu to CASA MILA i CASA BATLLO prezentujące typową dla Gaudiego płynność kształtów i śmiesznie pokrzywione fasady i dachy.

Gaudi, Barcelona, Spain

Poza tym nie sposób pominąć chyba najsłynniejszą budowlę Barcelony – SAGRADĘ FAMILIĘ, czyli kościół pozostający w ciągłej budowie od 1882 roku. Ukończenie budowy planowane jest na rok 2026! Gaudi poświęcił temu projektowi ostatnie 15 lat swojego życia, pełniąc czynną rolę w budowie.

Sagrada Familia, Barcelona, Spain

Innym wielkim dziełem Gaudiego jest PARK GÜELL, czyli ogromny zespół ogrodowy z elementami architektonicznymi zbudowany na początku XX wieku na życzenie lokalnego przedsiębiorcy Eusebi Güell’a. Później park został wykupion przez władze miasta i przekształcony w park miejski, którym to pozostał po dzień dzisiejszy. Nie bez powodu obiekt został wpisany na listę światowego dziedzictwa UNESCO – typowe dla Gaudiego organiczne kształty ozdabiają każdą budowlę na terenie ogromnych połaci zieleni a spacer w wyższe partie ogrodów oferuje niesamowity widok na Barcelonę.

Park Güell, Barcelona, Spain

Z parków wartych polecenia, tym razem już nie projektu Gaudiego jest PARC DE LA CIUTADELLA, czyli zespół zieleni w stylu modernistycznym utworzony na terenie dawnej twierdzy, z łukiem triumfalnym (ARC DEL TRIONF) stanowiącym wejście. Park stanowi przyjemną ostoję dla turysty po ciężkim dniu zwiedzania lub pracy – dla mieszkańców Barcelony.

Jednym z ciekawszych miejsc w mieście jest BARRI GOTIC, czyli średniowieczna dzielnica gotycka stanowiąca jednocześnie centrum starego miasta, usytuowana pomiędzy wybrzeżem a LA RAMBLĄ – głównym bulwarem miasta z mnóstwem sklepów, straganów i  innych atrakcji zapewnianych m. in. przez ulicznych artystów.

La Rambla, Barcelona

Stąd można się udać w kierunku imponującego PORTU oraz plaży w dzielnicy LA BARCELONETA, która niegdyś była dzielnicą rybacką.

Barceloneta, Barcelona, Spain

Poza tymi sztandarowymi zabytkami, które trzeba zobaczyć, Barcelona posiada wiele innych atrakcji. Warto choćby przejść się ulicami EIXAMPLE, dzielnicy klasy średniej z dużymi budynkami i szerokimi ulicami pełnym modernistycznej architektury, czy odwiedzić LA BOQUERIĘ, największą w Barcelonie halę targową z artykułam spożywczymi. Jeśli czas pozwoli, można również wybrać się do POBLE ESPANYOL – wioski hiszpańskiej będącej muzem architektonicznym na wolnym powietrzu. Miejsce to nazywane jest miniaturą Hiszpanii, gdyż przedstawiaja różne style architektoniczne naśladujące różne części Hiszpanii.

To tylko kilka z ciekawych miejsc w Barcelonie, których miasto ma bez liku, a kilkudniowy wypad pozwala zwiedzić tylko ich namiastkę. Niestety mój czas się kończy, czas wracać, ale napewno kiedyś tu wrócę, by zobaczyć to, czego nie udało mi się zobaczyć przez ostatnie trzy dni, a także przez ostatni miesiąc zwiedzając Półwysep Iberyjski.

Bialo-zolta Evora

Templano Romano, Evora, Portugal

Dlugo zastanawialysmy sie, gdzie udac sie dalej. Z jednej strony po calej serii mniejszych i wiekszych miast portugalskich zwiedzonych przez ostatnie 10 dni kusily nas plaze poludnia, z drugiej strony strony ciagnelo nas w glab ladu, by chociaz ‚musnac’ odmiennego od reszty kraju krajobrazu poludnia. I tak wyladowalysmy w EVORZE, zabytkowym miescie wpisanym na liste UNESCO i historycznej stolicy regionu ALENTEJO, ktory zajmuje az 1/3 powierzchni Portugalii.

Juz jazda autobusem przez zupelnie rozniacy sie od reszty Portugalii region Alentejo sprawila, ze ani przez chwile nie zalowalysmy wyboru kolejnej destynacji. Krajobrazy tu sa niesamowite – pelne pomaranczy i gajow oliwnych sady, ukwiecone na zolto i fioletowo laki, rozlegle pola i mnostwo przestrzeni, ktorej czesto brak w ciasno zabudowanych regionach polnocnych.

Evora jest miastem stosunkowo malym, a wszystkie warte zobaczenia zabytki skoncentrowane sa w scislym centrum. Jednym z najbardziej kojarzonych z Evora zabytkow jest TEMPLANO ROMANO, czyli liczace prawie 2 tysiace lat ruiny swiatyni rzymskiej, przypominajace miniature atenskiego Akropolu.

Templano Romano, Evora, Portugal

Innym ciekawym akcentem jest zabytkowy AKWEDUKT, ktory w czasach rzymskich doprowadzal wode do miasta. Obecnie jest interesujacym elementem krajobrazu miasta – stoi sobie, taki wysoki i majestatyczny spogladajac z gory na Evore i jej mieszkancow.

Evora, Portugal

Poza tym w miescie mozna podziwiac kilka ciekawych kosciolow (jeden z nich miesci na swoim terenie Kaplice Czaszek, ktora jest jedna z kilku ossariow na swiecie), budynek Uniwersytetu, czy Casa Pintada – domniemany dom Vasco da Gamy.

Evora, Portugal

Ale tak naprawde to nie zabytki ale cieply i przyjazny klimat miasta przemawia do nas najbardziej. W drodze od dworca w kierunku centrum witaja nas monumentalne mury miasta, po przekroczeniu ktorych naszym oczom ukazuja sie waskie uliczki, pelne bialych domow malowanych wapnem z charakterystycznymi zoltymi obramowaniami wokol drzwi i okien. Krajobraz troche jednostajny ale mimo to niezwykly. Szczegolnie po odrapanych lizbonskich kamienicach Chiado czy Alfamy pelnych kolorowych azulejos i sznurow suszacego sie prania, czy pstrokatej dzielnicy Ribeira w Porto, czyste i zadbane domki w tej samej gamie kolorystycznej sa mila odmiana. Szybko stwierdzamy, ze chcialybysmy zobaczyc wiecej tego ciekawego regionu Portugalii. Niestety czas goni nieublaganie…

Evora, Portugal

W pogoni za zoltym tramwajem – Lizbona

Po wielu mniejszych i wiekszych miasteczkach i miescinach trafilysmy w koncu do stolicy Portugalii, by nacieszyc sie zoltymi tramwajami, zobaczyc slynne windy Lizbony i te waskie zabytkowe ulice o ktorych rozpisuja sie przewodniki.

Polozony pomiedzy historycznymi dzielnicami CHIADO i BAIRRO ALTO hostel, w ktorym zatrzymalysmy sie przez trzy dni pobytu w Lizbonie okazal sie idealnym punktem wypadowym do zwiedzanie miasta. I to chyba wlasnie te dzielnice ujely mnie najbardziej – labirynty waskich uliczek ze stromymi podejsciami, kamienice wylozone slynnymi portugalskimi AZULEJOS i babcie wygladajace z nudow przez okna – tak zapamietam stara czesc Lizbony. No i oczywiscie ten slynny zolty tramwaj numer 28, przejazdzka ktorym wpisze sie na stale w moj obraz Lizbony. Tak sobie pomyslalam, ze w wiekszosci innych miast taki zrujnowany srodek komunikacji nie mialby prawa bytu – bo maly, bo stary, bo niestabilny i niebezpieczny. Ale w Lizbonie tym tramwajem jezdza codziennie setki ludzi do pracy, do szkoly, na zakupy. Zolty tramwaj jest symbolem miasta i doskonale sie wpisuje w jego krajobraz, szczegolnie starych zabytkowych dzielnic.

Jednym z miejsc, przez ktore przejezdza zolty tramwaj jest ALFAMA, stara dzielnica rybacka pelna historii i zabytkowej architektury, ponoc dusza Lizbony. Spacer waskimi brukowanymi ulicami doprowadza nas do Castelo Sao Jorge, ktory oprocz ciekawej lekcji historii oferuje doskonala panorame widokowa miasta. Spogladamy na Lizbone z gory, by podziwiac lizbonska rzeke Tag, Praca de Comercio, ktorym wczesniej przechodzilysmy oraz tysiace blisko osadzonych kamienic z ciemnoczerwonymi dachami. Widok jest niezapomniany i pokazuje troche barwniejszy obraz miasta, wychodzacy poza stare dzielnice CHIADO, BAIRRO ALTO i ALFAMA.

Stad takze podziwiamy BAIXE – inna zabytkowa dzielnice miasta charakteryzujaca sie specyficznym prostokatnym ukladem ulic oraz slynnym Lukiem Triumfalnym pelniacym role bramy dzielnicy. Pelno tu zabytkowych budowli, sklepikow, kafejek i restauracji. Taka tam centralna dzielnica miasta. I oczywiscie jak wszystko w Lizbonie zabytkowa.

Nowoczesniejsze widoki oferuje spacer AVENIDA DE LIBERDADE – szeroka ulica pelna drzew i ogrodkow kwiatowych prowadzaca prosto do majestycznego pomnika Pombala –  jednego z najslynniejszych portugalskich mezow stanu. Avenida ukazuje troche inne miasto – buzujace, nowoczesne, ale nie jestem pewna czy jest to obraz Lizbony jaki chce zapamietac. Mysle, ze te stare zabytkowe dzielnice miasta, nawet z ich brudem i zaniedbaniem sa ciekawszym elementem miasta. Miasta ktore wydaje mi sie troche leniwe, troche jakby zatrzymalo sie kilkaset lat temu i wszystkimi mozliwymi sposobami bronilo sie przez postepem i nowoczesnoscia.

Dzielnica, ktora troche obala mit leniwego miasta jest BELEM, polozone na zachodnim krancu Lizbony. Jest to miejsce niezwykle wazne z punktu widzenia historii Portugalii – to stad Vasco da Gama wyplynal na podboj Indii. Belem jest zatem miejscem naznaczonym odkryciami geograficznymi – od Klaszoru Hieronimitow z Muzeum Zeglugi i planetarium do promenady nad rzeka Tag pelnej symboli odkryc geograficznych z posadzka szczegolowo przedstawiajaca mapy podbojow.

Ostatni dzien w Lizbonie postanawiamy spedzic inaczej. Miala byc Sintra z jej historycznymi budowlami ale dochodzimy do wniosku, ze czas zboczyc z wytyczonego szlaku przewodnikow i zabytkow. Bierzemy pociag do pobliskiego CASCAIS – spokojnego miasteczka przypominajacego troche pelen turystow kurort nadmorski. W poblizu Citadeli (za darmo!) wypozyczamy rowery i udajemy sie osmiokilometrowa promenada wzdluz wybrzeza na slynna plaze surferow PRAIA DO GUINCHO. I rzeczywiscie fale sa imponujace, z czego korzystaja lokalni surferzy i przybysze. Stad spogladamy na oddalony o kolejne 10 km dumny i majestaryczny CABO DE ROCA – najbardziej wysuniety na zachod przyladek Europy. Piekna sloneczna pogoda i otaczajace krajobrazy sprawiaja, ze ciezko rozstac sie z tym miejscem. Jednak czas wracac do zatloczonej Lizbony, by wziac pociag  na poludnie Portugalii.


Coimbra – studenci, losos i fado

Coimbra University, Portugal

Zwiedzanie studenckiego miasta Coimbra zaczelysmy nietypowo, przez co zobaczylysmy inna jego strone, nieopisywana w przewodnikach.

Podazajac z ciezkimi plecakami od stacji kolejowej Coimbra B, ktora jest oddalona ok. 2 km od centrum miasta, postanowilysmy skrocic droge wchodzac spontanicznie w napotkana boczna uliczke. Droga wlokla sie niemilosiernie i juz zaczelysmy watpic, ze doprowadzi nas ona do centrum, szczegolnie ze im dalej, tym bardziej osobliwy widok ukazywal sie naszym oczom. Waska ulica, ktora podazalysmy byla bardzo zaniedbana z odrapanymi budynkami i sznurami prania suszacego sie nad naszymi glowami. Widok ten od razu przywolal na mysl Ribeire – rybacka dzielnice w Porto, a na usta az cisnelo sie stwierdzenie ‚Ribeira Coimbry’. I wtedy to oczom naszym ukazal sie widok niesamowity – okazalo sie, ze slumsy Coimbry prowadza do jednego z najciekawszych miejsc w miescie – Placu 8 Maja wraz z jego glownym zabytkiem – kosciolem Santa Cruz. Kolejny przyklad na to, jak w Portugalii codziennosc i zwyczajnosc mieszaja sie z bogata historia i tradycja. Coimbra pokazala, ze musimy przejsc przez owa codziennosc, by docenic jej historie, ktora pewnie w kazdej innej sytuacji potraktowalybysmy jako kolejny zabytek architektury.

Church  of Santa Cruz, Coimbra, Portugal

A tych w Coimbrze nie brakuje. Stare miasto dzieli sie na Cidade Alta, czyli Gorne Miasto oraz Cidade Baixa – Miasto Dolne. To pierwsze historycznie zamieszkane bylo przez arystokracje, a obecnie opanowane jest przez studentow dwunastego z kolei najstarszego uniwesytetu swiata. Spacer stromymi, waskim uliczkami odkrywa kolejno rozne budynki uniwersytetu oraz mieszkania studenckie, stare kamienice i knajpki.

Coimbra, Portugal

Miasto dolne z kolei ma charakter bardziej handlowy z wieloma sklepami i restauracjami. Tu wlasnie odkrylysmy lokalna restauracje, w ktorej jadlam jednego z lepszych, jezeli nie najlepszego lososia grilowanego w swoim zyciu. Ela pokusila sie o Arroz de Marinhero, czyli ryz po marynarsku, ktory okazal sie pyszna gesta zupa ryzowa z ogromna iloscia bardziej i mniej nam znanych owocow morza.

Poza studenckim charakterem oraz smacznym lososiem, Coimbra bedzie mi sie kojarzyla z FADO, gdyz to tu po raz pierwszy sluchalysmy tej muzyki na zywo w jednym z typowych barow fado. Polecony przez wlasciciela naszego pensjonatu, Diligencia Bar, w ktorym co wieczor mozna sluchac a capella typowej muzyki portugalskiej okazal sie miejscem wyjatkowym, w ktorym to wlasciciel lokalu wraz z obsluga oraz goscmi daja co wieczor spontaniczny koncert fado. Z akompaniamentem kilku gitar w barze spiewac moze kazdy, o czym szybko przekonalysmy sie, gdy wlasciciel kolejno prosil o wystep roznych gosci – od wiekowego dziadka do mlodej, dwudziestokilkuletniej dziewczyny, a kazdy z nich wyrazal portugalska tesknote w slowach fado na swoj sposob. Istnieje kilka teorii powstania fado. Jedni mowia ze to brazylijscy i afrykanscy niewolnicy stworzyli rytmy tesknoty, inni, ze ojcami fado byli portugalscy zeglarze, ktorzy przebywajac z dala od domu, w ten sposob wyrazali tesknote za ojczyzna. Wszystkie teorie powstania fado laczy jednak jedna rzecz – smutek i bol czyli saudade widoczne na twarzach zadumanych Portugalczykow rowniez dzisiaj.