Posts Tagged ‘ podróże ’

Algarve – bajkowe wybrzeze Europy

Po kilkunastu dniach dosc intensywnego zwiedzania miast i miasteczek portugalskich przyszedl czas na odpoczynek. I to odpoczynek nie byle jaki, bo na jednych z najpiekniejszych wybrzezy Europy, pelnych zlocistego piasku, blekitnej wody i rozmaitych formacji skalnych, z ktorych slyna plaze Algarve. Tak sie nam spodobala ta bajkowa kraina na poludniu Portugalii, ze postanowilysmy zostac tu nieco dluzej. A co tam, Sewilla moze poczekac!

Pierwszym nadbrzeznym ‚portem’ maszej wyprawy bylo FARO, ktore jakos osobiscie mnie nie zachwycilo. Miasto jak miasto, posiada nawet kilka ciekawych zabytkow i ladna mauretanska zabudowe charakteryzujaca sie niskimi bielonymi domkami z plaskimi dachami.

Faro, Portugal

Faro, Portugal

Ale ogolnie klimatem przypomina typowy nadbrzezny kurort z kosmicznymi cenami i deptakami pelnymi spragnionych slonca niemieckich i brytyjskich turystow, ktorzy nie wysilili sie za bardzo w poszukiwaniu destynacji urlopowej i zrobili sobie wakacje w Faro ze wzgledu na pobliskie lotnisko, moze nieswiadomi faktu, ze juz niecale 2 godziny jazdy pociagiem stad znajduje sie LAGOS – miasto pelne zycia, pozytywnej energii i bajecznych plaz.

Nie wiem, co mnie tak urzeklo w tym miejscu, w koncu to tez typowe miasteczko turystyczne pelne przybyszow, glownie z krajow Europy Zachodniej, jednak juz po wyjsciu z pociagu wiedzialam, ze fajnie byloby zostac dluzej w tym buzujacym, energicznym miejscu. Po znalezieniu najtanszego (10 euro!) a zarazem jednego z najlepszych hosteli w calej naszej dotychczasowej wyprawie, udalysmy sie prosto do SAGRES, niasteczka, a wlasciwie chyba wioski, ktora slynie z tego, ze jest punktem wypadowym na CABO DE VINCENTE – najbardziej na poludniowy zachod wysunietego przyladka Europy. Sagres powitalo nas piekna plaza z widokiem na klify Wincenta, ktore postanowilysmy odkryc osobiscie, wiec wyruszylysmy na podboj przyladka, ktory lezy ok. 6 km od Sagres. Na miejscu pierwsze, co rzuca sie w oczy to ogromna latarnia, ktora tworzy ciekawy widok z klifami, na ktorych zostala zbudowana. Idac w kierunku zbocza pokonujemy dywan kolorowych kwiatow, ktore pieknie komponuja sie z nieopisanym blekitem wod Oceanu Atlantyckiego.

Kolejne dwa dni poswiecamy na poznawanie plaz w okolicy Lagos, ktore sa jednymi z najpiekniejszych, jakie widzialam w zyciu. Wiecznie wzburzona woda, strome zbocza i pojedyncze formacje skalne a takze cale ich archipelagi obmywane przez wysokie fale Atlantyku tworza widok niezwykly, ktory chcialoby sie zachowac w pamieci na zawsze, by moc odtowrzyc na przyklad wtedy gdy za oknem polska jesienna plucha.

Ale Algarve to takze obok plaz doskonale jedzenie – zawsze swieze i swietnie przyrzadzone. Mimo, ze ceny sa znacznie wyzsze niz w polnocnych regionach kraju, sprawne oko turysty niskobudzetowego potrafi wypatrzec restauracje z ‚prato del dia’ skladajace sie z przystawki, pozywnej zupy, dania glownego, lampki wina i na koniec slynnej portugalskiej kawy pitej tutaj jak rytual za laczna sume 7 euro. W takiej opcji jadlysmy slynnego portugalskiego BACALHAU A BRAS czyli dorsza smazonego z cebula i ziemniakami. Najlepiej smakuje zamawiany lamanym portugalskim, ktory jest tak naprawde mieszanka hiszpanskich zwrotow wymawianych ze zwiekszona iloscia ‚sz’ i ‚ż’ oraz tu i owdzie wtracanym ‚obrigada’, czyli jednym z niewielu slow jakie znamy po portugalsku. Zal bedzie opuszczac ten kraj dorsza, kawy i fado. Uzbrojone w te niezapomniane wrazenia i jeszcze z plazami Lagos przez oczyma i szumem Oceanu w uszach jutro opuszczamy Portugalie, a lezka w oku sie kreci, bo to kraj piekny, niezwykly, zachwycajacy rozmaitoscia krajobrazow, smakow i zapachow…

Reklamy

Co warto zobaczyć w Irlandii – królewskie Kerry

Killarney National Park, Ireland

Jako że mój pobyt w Irlandii powoli dobiega końca, a trochę przez ostatnie dwa lata udało mi się tu zobaczyć, poświęcę kilka postów na opisanie najciekawszych (w moim subiektywnym odczuciu) miejsc Zielonej Wyspy. Zacznę od południowej części Irlandii, gdyż jest to jeden z najbardziej różnorodnych regionów wyspy.

KERRY jest hrabstwem na południowym zachodzie i niewątpliwą perełką Irlandii, a dowodów na to jest wiele – jest to nie tylko miejsce ulubione przez turystów, ale również jedna z najpopularniejszych destynacji wakacyjnych Irlandczyków. Wielu z nich ma tu domy letniskowe i spędza urlop oraz weekendy z dala od zgiełku miasta. Kerry jest nazywane przez Irlandczyków ‘the kingdom’, czyli królestwo – kolejny dowód na to, że jest to miejsce niezwykłe…

Kerry jest dość sporym hrabstwem pod względem wielkości i zdecydowanie wartym zobaczenia w całości, jednak kilka miejc obowiązkowo powinno się znaleźć na liście głodnego wrażeń turysty:

KILLARNEY – jedno z najbardziej ‘turystycznych’ miast Irlandii znane z licznych sklepów, pubów i restauracji, a przede wszystkim ze słynnego Parku Narodowego. Utworzony w 1932 roku, Killarney National Park był pierwszym parkiem narodowym powstałym w Irlandii. Na jego terenie znajduje się mnóstwo ścieżek spacerowych, tras trekkingowych i rowerowych, czyli wszystko co związane z aktywnym wypoczynkiem. Dla mniej aktywnych, Killarney oferuje inny środek transportu – powozy konne, które są w prawdzie miłym widokiem, tego samego nie można jednak powiedzieć o ich pozostałościach na drogach, w które nie trudno wdepnąć. Mimo to park jest idealnym miejscem na całodniowy wypad z plecakiem, gdzie każdy znajdzie coś dla siebie – od lasów i zielonych łąk poprzez ciekawe zabytki architektoniczne (Ross Castle, Muckross House), na jeziorach skończywszy. Co do tych ostatnich – Lakes of Killarney, czyli trzy zbiorniki wodne na terenie parku są jedną z najpopularniejszych atrakcji regionu. Można je podziwiać w pełnej krasie podczas pieszej wycieczki. Ciekawą trasą całodniową, która oferuje wszystkie wyżej wspomniane atrakcje jest Killarney-Torc Waterfall (wodospad położony pośrodku lasu u podnóży góry Torc).

Torc Waterfall, Killarney, Ireland

Killarney National Park, Ireland

Killarney jest również punktem wypadowym do RING OF KERRY. Jest to prawdopodobnie najpopularniejszy samochodowy szlak turystyczny w Irlandii, obejmujący ok 180 km. Najlepiej przemierzyć go samochodem, co daje najwięcej możliwości i swobody. Wiele agencji oferuje jednak całodniowe wycieczki autobusowe z postojami w miejscach wartych zobaczenia. A tych na trasie jest wiele – góry, plaże, równiny, klify, rzeki – wszystko niesamowicie malownicze.

Ostatnim miejscem na mojej liście atrakcji Kerry jest DINGLE – port rybacki i najbardziej na zachód wysunięte miasto Irlandii. Od nazwy miasta pochodzi nazwa półwyspu DINGLE PENINSULA, który jest gratką dla osób zainteresowanych historią i zabytkami – Dingle jest skupiskiem imponujących ruin, pochodzących z epoki bronzu jak również nieco młodszych – średniowiecznych.

Palce lizać czyli specjały kuchni kanaryjskiej

Kuchnia lokalna często uczy więcej o kulturze regionu niż niejedno muzeum czy zabytek. Gdziekolwiek jestem, staram się więc próbować lokalnych specjałów, co często jest nie lada wyzwaniem, gdyż to, co dla tubylców jest bezkonkurencyjnym przysmakiem, niekoniecznie przemawia do odwiedzających.

Jednak w przypadku kuchni kanaryjskiej problemem było dla mnie raczej powstrzymanie się od jedzenia, gdyż jedzenie jest tam po prostu wyśmienite! Z drugiej strony, osoby które nie gustują w rybach i owocach morza, mogą nie podzielać mojej opinii, gdyż bazą kuchni kanaryjskiej są skorupiaki i mięczaki. Z racji licznych emigracji, wiele potraw popularnych na Teneryfie wywodzi się z Ameryki Południowej i Środkowej, stąd podróż na Teneryfę można potraktować jako podwójne przeżycie kulturalne.

Potraw jest całe mnóstwo, jest w czym wybierać. Poniżej wybrane pozycje godne polecenia:

MOJO jest jednym z najbardziej popularnych elementów kuchni kanaryjskiej, gdyż może być używany jako dodatek praktycznie do wszystkiego – mięsa, ryb, ziemniaków, itd. Jest to sos przyrządzony z oliwy, octu, czosnku, soli oraz różnych przypraw a także, zależnie od rodzaju – kolendry w przypadku mojo zielonego oraz papryki w przypadku mojo czerwonego.

AREPA jest jednym z moich ulubionych specjałów kanaryjskich. Wywodzi się z Wenezueli, z którą to Teneryfa jest mocno związana kulturowo. Arepa to latynoski odpowiednik hamburgera – bułka na ciepło z wypełnieniem. Tyle że bułka kukurydziana a nie pszenna, a wypełnieniem może być dosłownie wszystko – od sera, warzyw, grzybów, owoców morza po mięso. Dwie arepas jakie miałam okazję spróbować na Teneryfie w specjalnym barze serwującym jedynie te specjały zawierały kałamarnice oraz tortille z grzybami. Palce lizać!

Polecam również CROQUETAS, które w niczym nie przypominają polskich krokietów, ale są równie smaczne. Ile kucharzy tyle odmian, ale te które ja miałam okazję próbować były mieszanką szpinaku, marchewki, mleka i przypraw, smażoną w bułce tartej. Można również dostać croquetas z tuńczykiem, grzybami, szynką, mięsem czyli dla każdego coś dobrego.

Generalnie kuchnia kanaryjska jest bogata w owoce morza, których różnorodność może przyprawić o zawrót głowy. Wypróbowane przeze mnie i godne polecenia są m.in.:

CHIPIRONES, CHOPITOS i CALAMARES czyli różne odmiany kałamarnic. Należą do owoców morza o dość delikatnym smaku i z reguły są miękkie.

LANGOSTINOS są często serwowane jako przystawka. Jest to coś pomiędzy dużą krewetką a homarem. Najlepiej smakują z sosem mojo.

CHOCO to po polsku sepia lub mątwa. W przeszłości używano je do produkcji atramentu, który służył jako farba koloru sepia – stąd znana nazwa. Na Teneryfie popularnym sposobem przyrządzania mątwy jest grilowanie lub pieczenie, podawana z mojo oraz ziemniakami.

Skoro mowa o ziemniakach to miałam okazję spróbować dwóch rodzajów. Pierwsze to BATATAS (kolejny wpływ południowo-amerykański) – sporej wielkości ziemniaki koloru pomarańczowego, o dość intensywnym słodkim smaku. Jeżeli ktoś nie wyobraża sobie słodkich ziemniaków do obiadu, alternatywą są PAPAS – małe ziemniaki o dość neutralnym smaku, które gotowane w mundurkach są świetnym dodatkiem do mięsa lub ryb.

BACALAO ENCEBOLLADO czyli dorsz w cebuli jest dobrą alternatywą dla tych, którzy chcieliby spróbować coś tradycyjnego z Wysp Kanaryjskich, jednak nie do końca są przekonani do kałamarnic, langust i homarów. Jest to ryba zapiekana z cebulą i zależnie od inwencji kucharza, również innymi warzywami.

GOFIO jest chyba jedynym specjałem kanaryjskim, który nie do końca przypadł mi do gustu. Dziwnie smakuje i ciężko go nawet opisać. Przypomina ciemne wodniste pieczywo. W swoich świetlanych czasach, gofio był jednym z głównych składników kanaryjskiej kuchni i zastępował chleb.

ESCALDÓN jest potrawą na bazie gofio i wyglądem przypomina ciemną owsiankę. Jest to mieszanka gofio oraz bulionu, czasem również kawałków mięsa i warzyw. Często serwowany jako przystawka.

CHURROS nie wywodzą się co prawda z Wysp Kanaryjskich – jest to wynalazek Hiszpanii kontynentalnej, są jednak bardzo popularne na Teneryfie. Są to kawałki ciasta smażone na głębokim oleju, coś pomiędzy naszymi pączkami a faworkami. Podaje się je z reguły na śniadanie wraz z gęstą gorącą czekoladą.

Idealnym deserem po uczcie kanaryjskiej jest bardzo popularny na Teneryfie FLAN karmelowy, który przyrządza się z mleka skondendowanego, jajek i wanilii, piecze w piekarniku i podaje na zimno.

Na koniec polecam spróbowanie innych specjałów, może już niepochodzących z Teneryfy ale za to bardzo tam popularnych, jak JAMÓN SERRANO czyli surowej szynki wędzonej, pysznych serów – zarówno żółtych (QUESO), które zwykle sprzedawane są w kawałku, często z posypką z papryki oraz białych (QUESO BLANCO), które smakują zupełnie inaczej niż te polskie – brakuje im charakterystycznego dla serów polskich kwaśnego posmaku.

Jako dodatek do powyższych koniecznie należy spróbować trunków kanaryjskich jak lokalne piwo DORADA czy wina, które z reguły są słodkie i dość ciężkie.

GRANIZADO DE LIMÓN jest idealnym napojem na gorące dni, których na Teneryfie nie brakuje. Jest to mieszanka wody z naturalnym sokiem z cytryny i cukru, która po zamrożeniu zostaje zmiksowana do konsystencji gęstego shake’a.