Posts Tagged ‘ Kulinaria ’

Zajadac tapas w rytmie flamenco czyli Sewilla i Kadyks

Plaza España, Seville, Spain
Ciezko bylo sie rozstac ze slonecznymi wybrzezami Portugalii, jednak po przyjezdzie do Hiszpanii szybko znalazlysmy pocieszenie w bogatej andaluzyjskiej kulturze i zarazliwej energii Hiszpanow.

Dzien pierwszy w Sewilli uplynal pod znakiem zwiedzania sztandarowych zabytkow miasta – imponujacej katedry z wieza La Giralda, Alcazaru, starej fabryki tabaki, gdzie pracowala Carmen, bohaterka slynnej opery Bizeta, ktora to lamiac serce swojego kochanka Don Jose zostala przez niego zasztyletowana na smierc. Zwiedzilysmy rowniez monumentalna Plaze de España, ktora byla niegdys glownym miejscem spotkan w miescie, oraz w okolicy ktorej przez 300 lat dokonywano inkwizycji heretykow. Zmeczone spiekota w temperaturze siegajacej 40 stopni, ukojenie znalazlysmy nad brzegami Guadalquiviru, glownej rzeki przeplywajacej przez miasto.

Cathedral, Seville, Spain

Sewilla jest siedziba niezliczonej liczby kosciolow i klasztorow zaprojektowanych w roznych okresach historii oraz stylach architektonicznych. Dzielnice EL CENTRO i LA MACARENA, poza wieloma zabytkami religijnymi, ukazuja nieco inna Sewille, rozniaca sie od zatloczonych, pelnych turystow okolic katedry i Alcazaru, ktorymi bylysmy po calym dniu totalnie zmeczone. Charakterystyczne waskie, wydawaloby sie nieprzejezdne (jednak nie dla Hiszpanow!) waskie uliczki z kamienicami w cieplych barwach czerwieni, pomaranczu i zolci okazaly sie dla mnie osobiscie duzo ciekawszym sposobem poznawania miasta. Podobnie jak Chiado w Lizbonie, czy Ribeira w Porto pokazuja one codzienne zycie mieszkancow, a nie to, co sie z niego historycznie ostalo.

Patio in Seville, Spain

I tak, w La Macarena zatrzymalysmy sie by skosztowac TAPAS, z ktorych to Sewilla oraz cala Andaluzja slyna. Te lokalne specjaly to nic innego jak male porcje jedzenia serwowane w barach i restauracjach w miastach i miasteczkach w calej Hiszpanii, z tymi najbardziej znanymi w Andaluzji, w ktorej to wyksztalcila sie kultura tapeo, czyli chodzenia od baru do baru w poszukiwaniu roznych smakow tapas zajadanych przy piwie lub kieliszku wina. To taki rodzaj clubbingu jedzeniowego, gdzie odwiedza sie kilka lokalow jednego wieczora, co czesto zastepuje syta kolacje hiszpanska. W menu tapas kazdy znajdzie cos dla siebie – od pysznej hiszpanskiej szynki jamon serrano, po warzywa, jajka i owoce morza serwowane na tysiac roznych sposobow. My sprobowalysmy hamburgera z krewetkami, potrawki ze szpinaku, smazonych kalamarnic oraz krokietow z krewetkami, ktore przeplukalysmy vino tinto de verano – lokalnym specjalem zblizonym smakiem do sangrii.

Tapas in Seville, Spain

Po tak ciekawym wstepie do kultury andaluzyjskiej nie pozostalo nic innego, jak udac sie na wystep FLAMENCO w TRIANIE – dzielnicy slynacej z najlepszych wystepow tego gatunku. Flamenco jest gatunkiem muzyki powstalym w Andaluzji, ktora moze byc zarowno grana, spiewana jak i tanczona. Wywodzac sie z wielu kultur i grup etnicznych (glownie Cyganow, ale takze Arabow i Zydow) , flamenco posiada wiele odmian i wyraza rozne emocje – od glebokiego smutku poprzez buzujaca energie i radosc.

Zmeczone upalami i masami turystow w Sewilli, udalysmy sie do KADYKSU uznawanego za najstarsze miasto w Europie zalozone przez Fenicjan ok. 1100 roku p.n.e. Polozony w calosci na cyplu nad Oceanem Atlantyckim, Kadyks ma nieco chlodniejszy klimat i trzy plaze blisko centrum. Miasto slynie rowniez z wielu zabytkow architektury oraz charakterystycznej bialej mauretanskiej zabudowy, tradycyjnie z waskimi uliczkami pelnymi ludzi, ruchu i dzwieku klaksonow.

Cadiz, Spain

To wlasnie ta energia rozni miasta hiszpanskie od portugalskich, pelnych zamyslonych ludzi pograzonych w zadumie. Ulice hiszpanskie, podobnie jak bary i restauracje pelne sa przekrzykujacych sie i energicznie gestykulujacych kobiet i mezczyzn, co moze byc czasem meczace ale za to napawa optymizmem i pozytywna energia.  Czasem zastanawiam sie, skad Hiszpanie jej tyle maja, tej energii, szczegolnie po intentywnym zyciu nocnym, jakie codziennie prowadza. Odpowiedzia jest chyba SIESTA, czyli kilkugodzinna drzemka w srodku dnia, dla ktorej sklepy i zaklady pracy zostaja zamkniete na ok. 4 godziny, z reguly miedzy 13:00 a 17:00. Elce, mojej towarzyszce podrozy, tak przypadl do glowy ten zwyczaj hiszpanski, ze gdy tylko zblizaja sie godziny wczesnopopoludniowe, domaga sie stanowczo minimum godzinnej siesty… Tak zrelaksowani Hiszpanie udaja sie z powrotem do pracy, by wieczorem zaczac swoj tapas clubbing. I tak tez zrobilysmy w Kadyksie i wieczorem udalysmy sie na spacer waskimi ulicami, gdzie zasiadlysmy w lokalnym barze tapas, zamawiajac tortille de camarones czyli mini omlet z ziemniakami i krewetkami, wsluchujac sie w rytmy flamenco granego przez ulicznych muzykow oraz glosne rozmowy Hiszpanow.

W Kadyksie mialysmy rowniez okazje uczestniczyc w bardziej profesjonalnym wystepie flamenco za sprawa przypadkowo poznanej Alicji – Polki, ktora od kilku lat zakochana jest w zarowno w Kadyksie jak i we flamenco i obecnie przygotowuje sie do egzaminow wstepnych do konserwatorium, by zostac profesjonalna instruktorka tego tanca. Wraz ze swoimi znajomymi zabrala nas na lokalny wystep flamenco.  Zabawa byla przednia a nam udzielil sie entuzjazm Alicji, z ktorej az bije energia, gdy mowi o ukochanym tancu rodem z Andaluzji. Ale to chyba taka cecha Kadyksu, ktory jest miastem bardzo zywym, pelnym pozytywnej energii i atmosfery radosci i zabawy. Nawet charakterystyczna arabska zabudowa i plaze Costa de La Luz nie beda mi sie tak bardzo kojarzyly z Kadyksem jak wlasnie ta niesamowita atmosfera miejsca i energia ludzi. I znowu ciezko bylo wyjezdzac z tego cypla Andaluzji, jednak czas goni i tyle jeszcze rzeczy do zobaczenia…

Flamenco in Cadiz, Spain

Coimbra – studenci, losos i fado

Coimbra University, Portugal

Zwiedzanie studenckiego miasta Coimbra zaczelysmy nietypowo, przez co zobaczylysmy inna jego strone, nieopisywana w przewodnikach.

Podazajac z ciezkimi plecakami od stacji kolejowej Coimbra B, ktora jest oddalona ok. 2 km od centrum miasta, postanowilysmy skrocic droge wchodzac spontanicznie w napotkana boczna uliczke. Droga wlokla sie niemilosiernie i juz zaczelysmy watpic, ze doprowadzi nas ona do centrum, szczegolnie ze im dalej, tym bardziej osobliwy widok ukazywal sie naszym oczom. Waska ulica, ktora podazalysmy byla bardzo zaniedbana z odrapanymi budynkami i sznurami prania suszacego sie nad naszymi glowami. Widok ten od razu przywolal na mysl Ribeire – rybacka dzielnice w Porto, a na usta az cisnelo sie stwierdzenie ‚Ribeira Coimbry’. I wtedy to oczom naszym ukazal sie widok niesamowity – okazalo sie, ze slumsy Coimbry prowadza do jednego z najciekawszych miejsc w miescie – Placu 8 Maja wraz z jego glownym zabytkiem – kosciolem Santa Cruz. Kolejny przyklad na to, jak w Portugalii codziennosc i zwyczajnosc mieszaja sie z bogata historia i tradycja. Coimbra pokazala, ze musimy przejsc przez owa codziennosc, by docenic jej historie, ktora pewnie w kazdej innej sytuacji potraktowalybysmy jako kolejny zabytek architektury.

Church  of Santa Cruz, Coimbra, Portugal

A tych w Coimbrze nie brakuje. Stare miasto dzieli sie na Cidade Alta, czyli Gorne Miasto oraz Cidade Baixa – Miasto Dolne. To pierwsze historycznie zamieszkane bylo przez arystokracje, a obecnie opanowane jest przez studentow dwunastego z kolei najstarszego uniwesytetu swiata. Spacer stromymi, waskim uliczkami odkrywa kolejno rozne budynki uniwersytetu oraz mieszkania studenckie, stare kamienice i knajpki.

Coimbra, Portugal

Miasto dolne z kolei ma charakter bardziej handlowy z wieloma sklepami i restauracjami. Tu wlasnie odkrylysmy lokalna restauracje, w ktorej jadlam jednego z lepszych, jezeli nie najlepszego lososia grilowanego w swoim zyciu. Ela pokusila sie o Arroz de Marinhero, czyli ryz po marynarsku, ktory okazal sie pyszna gesta zupa ryzowa z ogromna iloscia bardziej i mniej nam znanych owocow morza.

Poza studenckim charakterem oraz smacznym lososiem, Coimbra bedzie mi sie kojarzyla z FADO, gdyz to tu po raz pierwszy sluchalysmy tej muzyki na zywo w jednym z typowych barow fado. Polecony przez wlasciciela naszego pensjonatu, Diligencia Bar, w ktorym co wieczor mozna sluchac a capella typowej muzyki portugalskiej okazal sie miejscem wyjatkowym, w ktorym to wlasciciel lokalu wraz z obsluga oraz goscmi daja co wieczor spontaniczny koncert fado. Z akompaniamentem kilku gitar w barze spiewac moze kazdy, o czym szybko przekonalysmy sie, gdy wlasciciel kolejno prosil o wystep roznych gosci – od wiekowego dziadka do mlodej, dwudziestokilkuletniej dziewczyny, a kazdy z nich wyrazal portugalska tesknote w slowach fado na swoj sposob. Istnieje kilka teorii powstania fado. Jedni mowia ze to brazylijscy i afrykanscy niewolnicy stworzyli rytmy tesknoty, inni, ze ojcami fado byli portugalscy zeglarze, ktorzy przebywajac z dala od domu, w ten sposob wyrazali tesknote za ojczyzna. Wszystkie teorie powstania fado laczy jednak jedna rzecz – smutek i bol czyli saudade widoczne na twarzach zadumanych Portugalczykow rowniez dzisiaj.

Od miasta wina do portugalskiej Wenecji czyli z Porto do Aveiro

Porto Tram, Portugal

Moja przygoda z Portugalia zaczela sie w stolicy polnocy i ponoc najbardziej portugalskim miescie – Porto, ktore wydaje sie byc miejscem niezwyklym, pelnym kontrastow ale i lokalnego uroku. Drugi pod wzgledem wielkosci osrodek kraju, dosc spore miasto podzielone przez Zlota Rzeke Douro, zyjace swoim rytmem i mogace poszczycic sie niesamowitymi tradycjami i licznymi kulturalnymi perelkami – tak mozna w skrocie opisac Porto.

Chyba najciekawsza dzielnica i swego rodzaju wizytowka miasta jest polozona bezposrednio nad rzeka Douro stara dzielnica rybacka RIBEIRA. Miejsce z niepowtarzalnym klimatem i urokiem, pelne waskich uliczek, odrapanych starych kamienic, z budynkami siegajacymi nawet XV wieku oraz sznurami prania rozwieszonego na balkonach, wychudzonymi kotami wloczacymi sie leniwie po ulicach i zwawa muzyka plynaca z okolicznych domow, Ribeira z cala pewnoscia jest miejscem niezwyklym. Z jednej strony widoczne zaniedbanie i bieda mieszkancow, z drugiej strony spokoj, wyciszenie, nostalgia.

Ribeira, Porto, Portugal

Ribeira, Porto, Portugal

Ta slynna portugalska nostalgia, ktora opisuja znawcy kultury oraz kompozytorzy fado w swoich utworach faktycznie daje sie zauwazyc obserwujac mieszkancow miasta. Ostatnie dwa dni pokazaly ze Portugalczycy to ludzie niesamowicie zyczliwi, uczynni i chetni do pomocy, a jednak w ich twarzach mozna dostrzec jakis smutek, a nawet tragizm. Sposob bycia Portugalczykow wydaje sie byc zupelnie inny od glosnego, ekspresyjnego i pelnego energii hiszpanskiego zachowania – mieszkancy Portugalii sa bardziej wyciszeni, spokojni, zadumani. Istnieje nawet w jezyku portugalskim okreslenie tego stanu – SAUDADE, ktore ma wyrazac wewnetrzny bol, cierpienie i tesknote.

Porto, Portugal

Nie wiem, czy PORTO jest jednym ze sposobow radzenia sobie z tym bolesnym stanem, z pewnoscia jest jednak naslynniejszym i najbardziej tradycyjnym trunkiem w tej czesci kraju. Wytwarzane w regionie Alto Douro, wino to ma wiele rodzajow – od bardzo slodkiego z dodatkiem brandy poprzez polslodkie az do wytrwanego, podawane jest zarowno jako aperittif przed posilkiem, w jego trakcie a takze po zakonczeniu jako dodatek do deserow.

Po drugiej stronie rzeki Douro, z widokiem na Ribeire, znajduje sie dzielnica GAIA, ktora miesci niezliczone piwnice winne, w ktorych przechowywane jest porto w drewnianych beczkach i butelkach. Wiele z tych piwnich oferuje zwiedzanie polaczone z degustacja wina. Ta czesc miasta byla dla nas rowniez lekcja kulinariow kraju, gdyz to tu sprobowalysmy po raz pierwszy BACALHAU czyli suszonego dorsza oraz FRANCESINHE – lokalna potrawe skladajaca sie z tosta przelozonego miesem wolowym, szynka i serem,  polanego sosem.

Z Porto udajemy sie do AVEIRO, malego miasta oddalonego zaledwie 50 min jazdy pociagiem od ‚stolicy polnocy’, gdzie tuz po wyjsciu ze stacji kolejowej wita nas kolejny symbol kraju – AZULEJOS, czyli charakterystyczne dla Portugalii plytki ceramiczne, zdobiace domy, koscioly i mury w calym kraju. Najczesciej spotykane to niebieskie azulejos przedstawiajace powtarzajace sie motywy, jednak widzialysmy rowniez cale mozaiki opowiadajace konkretne historie. Jest to widok bardzo specyficzny – azulejos pokrywaja fasady kamienic, sciany kosciolow a takze wnetrza budynkow i sa gleboko wpisane w historie Portugalii jako element dekoracyjny oraz, z racji duzej odpornosci na czynniki atmosferyczne, element ochronny budynkow przez woda i wilgocia.

Aveiro, Portugal

Aveiro slynie ze sztuki nowoczesnej, ktora mozna podziwiac nie tylko na budynkach – nam rzucily sie w oczy sporej wielkosci statuetki posrodku jednego z placow miasta przedstawiajace twarze ludzkie.

Aveiro, Portugal

Ale Aveiro to rowniez stare miasto pelne zabytkowych budynkow polozonych bezposrednio nad kanalem Piramides przeplywajacym przez miasto. To jemu zawdziecza Aveiro miano ‚portugalskiej Wenecji’ – lodki czekajace na turystow przy brzegu z ciekawymi starymi budowlami w tle moga dawac namiastke wloskiego miasta na wodzie.

Aveiro, Portugal

Scones – mój smak Irlandii

Wyjeżdżając z Irlandii z pewnością nie będę tęsknić za deszczem, wilgocią i autobusami irlandzkimi, które nigdy nie przyjedżają na czas. Jest za to jedna rzecz, za którą na pewno będę tęsknić i to bardzo – irlandzki smakołyk zwany SCONES.

Scone to coś w rodzaju półsłodkiej bułki, często z różnymi dodatkami jak rodzynki i suszone owoce (FRUIT SCONE). Moją ulubioną odmianą jest PLAIN SCONE, czyli bułka bez dodatków. Ciasto przygotowuje się z mąki, masła, jajek, mleka, cukru i proszku do pieczenia. Te tradycyjne pieczone są z białej mąki ale jest też wiele odmian w wersji zdrowszej – na przykład pieczone z mąki razowej, które są również mniej słodkie. Najlepiej smakują podawane z masłem oraz dżemem do herbaty z mlekiem. Scones popularne w Irlandii mają okrągły kształt i są posypane cukrem pudrem ale zależnie od kraju mogą przybierać różne postaci. Mówię ‘zależnie od kraju’, gdyż przysmak ten jest popularny również w innych regionach świata, szczególnie anglojęzycznych, jak Wielka Brytania, Stany, Australia.

Jako marna kucharka, mogę jedynie polecić przepis z internetu, gdyby ktoś miał ochotę spróbować.

Palce lizać czyli specjały kuchni kanaryjskiej

Kuchnia lokalna często uczy więcej o kulturze regionu niż niejedno muzeum czy zabytek. Gdziekolwiek jestem, staram się więc próbować lokalnych specjałów, co często jest nie lada wyzwaniem, gdyż to, co dla tubylców jest bezkonkurencyjnym przysmakiem, niekoniecznie przemawia do odwiedzających.

Jednak w przypadku kuchni kanaryjskiej problemem było dla mnie raczej powstrzymanie się od jedzenia, gdyż jedzenie jest tam po prostu wyśmienite! Z drugiej strony, osoby które nie gustują w rybach i owocach morza, mogą nie podzielać mojej opinii, gdyż bazą kuchni kanaryjskiej są skorupiaki i mięczaki. Z racji licznych emigracji, wiele potraw popularnych na Teneryfie wywodzi się z Ameryki Południowej i Środkowej, stąd podróż na Teneryfę można potraktować jako podwójne przeżycie kulturalne.

Potraw jest całe mnóstwo, jest w czym wybierać. Poniżej wybrane pozycje godne polecenia:

MOJO jest jednym z najbardziej popularnych elementów kuchni kanaryjskiej, gdyż może być używany jako dodatek praktycznie do wszystkiego – mięsa, ryb, ziemniaków, itd. Jest to sos przyrządzony z oliwy, octu, czosnku, soli oraz różnych przypraw a także, zależnie od rodzaju – kolendry w przypadku mojo zielonego oraz papryki w przypadku mojo czerwonego.

AREPA jest jednym z moich ulubionych specjałów kanaryjskich. Wywodzi się z Wenezueli, z którą to Teneryfa jest mocno związana kulturowo. Arepa to latynoski odpowiednik hamburgera – bułka na ciepło z wypełnieniem. Tyle że bułka kukurydziana a nie pszenna, a wypełnieniem może być dosłownie wszystko – od sera, warzyw, grzybów, owoców morza po mięso. Dwie arepas jakie miałam okazję spróbować na Teneryfie w specjalnym barze serwującym jedynie te specjały zawierały kałamarnice oraz tortille z grzybami. Palce lizać!

Polecam również CROQUETAS, które w niczym nie przypominają polskich krokietów, ale są równie smaczne. Ile kucharzy tyle odmian, ale te które ja miałam okazję próbować były mieszanką szpinaku, marchewki, mleka i przypraw, smażoną w bułce tartej. Można również dostać croquetas z tuńczykiem, grzybami, szynką, mięsem czyli dla każdego coś dobrego.

Generalnie kuchnia kanaryjska jest bogata w owoce morza, których różnorodność może przyprawić o zawrót głowy. Wypróbowane przeze mnie i godne polecenia są m.in.:

CHIPIRONES, CHOPITOS i CALAMARES czyli różne odmiany kałamarnic. Należą do owoców morza o dość delikatnym smaku i z reguły są miękkie.

LANGOSTINOS są często serwowane jako przystawka. Jest to coś pomiędzy dużą krewetką a homarem. Najlepiej smakują z sosem mojo.

CHOCO to po polsku sepia lub mątwa. W przeszłości używano je do produkcji atramentu, który służył jako farba koloru sepia – stąd znana nazwa. Na Teneryfie popularnym sposobem przyrządzania mątwy jest grilowanie lub pieczenie, podawana z mojo oraz ziemniakami.

Skoro mowa o ziemniakach to miałam okazję spróbować dwóch rodzajów. Pierwsze to BATATAS (kolejny wpływ południowo-amerykański) – sporej wielkości ziemniaki koloru pomarańczowego, o dość intensywnym słodkim smaku. Jeżeli ktoś nie wyobraża sobie słodkich ziemniaków do obiadu, alternatywą są PAPAS – małe ziemniaki o dość neutralnym smaku, które gotowane w mundurkach są świetnym dodatkiem do mięsa lub ryb.

BACALAO ENCEBOLLADO czyli dorsz w cebuli jest dobrą alternatywą dla tych, którzy chcieliby spróbować coś tradycyjnego z Wysp Kanaryjskich, jednak nie do końca są przekonani do kałamarnic, langust i homarów. Jest to ryba zapiekana z cebulą i zależnie od inwencji kucharza, również innymi warzywami.

GOFIO jest chyba jedynym specjałem kanaryjskim, który nie do końca przypadł mi do gustu. Dziwnie smakuje i ciężko go nawet opisać. Przypomina ciemne wodniste pieczywo. W swoich świetlanych czasach, gofio był jednym z głównych składników kanaryjskiej kuchni i zastępował chleb.

ESCALDÓN jest potrawą na bazie gofio i wyglądem przypomina ciemną owsiankę. Jest to mieszanka gofio oraz bulionu, czasem również kawałków mięsa i warzyw. Często serwowany jako przystawka.

CHURROS nie wywodzą się co prawda z Wysp Kanaryjskich – jest to wynalazek Hiszpanii kontynentalnej, są jednak bardzo popularne na Teneryfie. Są to kawałki ciasta smażone na głębokim oleju, coś pomiędzy naszymi pączkami a faworkami. Podaje się je z reguły na śniadanie wraz z gęstą gorącą czekoladą.

Idealnym deserem po uczcie kanaryjskiej jest bardzo popularny na Teneryfie FLAN karmelowy, który przyrządza się z mleka skondendowanego, jajek i wanilii, piecze w piekarniku i podaje na zimno.

Na koniec polecam spróbowanie innych specjałów, może już niepochodzących z Teneryfy ale za to bardzo tam popularnych, jak JAMÓN SERRANO czyli surowej szynki wędzonej, pysznych serów – zarówno żółtych (QUESO), które zwykle sprzedawane są w kawałku, często z posypką z papryki oraz białych (QUESO BLANCO), które smakują zupełnie inaczej niż te polskie – brakuje im charakterystycznego dla serów polskich kwaśnego posmaku.

Jako dodatek do powyższych koniecznie należy spróbować trunków kanaryjskich jak lokalne piwo DORADA czy wina, które z reguły są słodkie i dość ciężkie.

GRANIZADO DE LIMÓN jest idealnym napojem na gorące dni, których na Teneryfie nie brakuje. Jest to mieszanka wody z naturalnym sokiem z cytryny i cukru, która po zamrożeniu zostaje zmiksowana do konsystencji gęstego shake’a.

Stolica i uczta kanaryjska

Dzisiaj jest turystycznie i rodzinnie. Ranek upływa pod znakiem zwiedzania SANTA CRUZ, które jest stolicą Teneryfy. Miasto jest przyjemne, ale nie posiada wielu zabytków. Jest za to siedzibą kanaryjskiego parlamentu, części organizacji rządowych Wysp Kanarysjkich (reszta znajduje się na Gran Canarii) oraz wielu firm usługowych – takie centrum gospodarcze i polityczne Teneryfy.

Z bardziej znanych atrakcji Santa Cruz można wymienić Auditorio de Tenerife – salę koncertową przypominająca wyglądem słynną Operę w Sydnej, Plaza de España oraz świetnie utrzymany park miejski, pełen różnych odmian kwiatów, palm i bambusów. Z ciekawostek – park ten jest 100% eco-friendly – sprzątanie odbywa się metodami w pełni naturalnymi – liśćmi palmowymi i siłą ludzkich rąk. Interesujący widok!

Druga część dnia jest rodzinna i biesiadna. Poznaję wójków i ciotki, kuzynki i narzeczonych kuzynek a także znajomych rodziny. Jest głośno i wesoło. Mnóstwo historii, piosenek i… jedzenia. Uczta iście królewska, o czym nikt mnie nie informuje na początku obiadu. W wyniku tego, zajadam się smakołykami, które są serwowane jeden po drugim – sałatki, kałamarnice, pieczywo. Trwa to jakąś godzinę i jest uwieńczone obfitym daniem głównym, na które już nie mam miejsca. Walczę ze sobą by nie urazić gospodarzy, jednak szybko się poddaję – nie dam rady zjeść więcej. Wywołuje to śmiech zebranych gości, którzy nie omieszkują skomentować mojej nieznajomości obyczajów oraz gościnności kanaryjskiej. Teraz w pełni rozumiem znaczenie piątego przykazania głównego. Łakomstwo nie popłaca. Szczególnie na Teneryfie!