Posts Tagged ‘ Miasta ’

Kowno – najbardziej litewskie miasto Litwy?

Kaunas, Lithuania
Po zwiedzaniu takich litewskich ikon jak Wilno, czy Mierzeja Kurońska, przyszedł czas na Kowno, dawną stolicę kraju, drugie pod względem wielkości litewskie miasto i miejsce, które geograficznie jest chyba najbardziej dostępne od strony polskiej – położone bowiem zaledwie 100km od granicy z naszym krajem i 125km od Suwałk – pierwszego większego miasta przy granicy z Litwą. Dodatkowo, dzięki najlepiej rozwijającemu się w krajach bałtyckich lotnisku, Kowno jest miastem międzynarodowym, oferując połączenia z takimi regionami Europy jak Skandynawia, Wyspy Brytyjskie, Półwysep Iberyjski, czy wyspy greckie. 

Kaunas, Lithuania

Pomimo tej bliskości, Kowno pozostawia nieodparte wrażenie, że jest miastem bardziej litewskim, niż Wilno. Fakty to tylko potwierdzają – z ponad 300 tys mieszkańców blisko 90% to Litwini – ta homogeniczność narodowościowa jest sporą niespodzianką na tle innych litewskich miast, w tym Wilna, gdzie tylko niewiele ponad połowa mieszkańców jest pochodzenia litewskiego, a pozostała część to mieszanka ludności rosyjskiej, polskiej, niemieckiej i żydowskiej. Dzięki objęciu roli stolicy kraju w latach 20. XX w. Kowno zyskało miano ważnego ośrodka administracyjnego, gospodarczego, naukowego i kulturalnego, co wciąż można bardzo wyraźnie zaobserwować, spacerując ulicami miasta.

Kaunas, Lithuania

Kaunas, Lithuania

Kaunas, Lithuania

Kowno przywitało nas deszczową pogodą, ale nawet w strugach deszczu można docenić jego urok. Stare Miasto przyciąga takimi zabytkami jak szesnastowieczny Ratusz, bogactwo kościołów i klasztorów, słynne domy kupieckie (w tym Dom Perkuna w którym obecnie mieści się Muzeum Mickiewicza), czy wzniesiony w XIV wieku zamek warowny, który miał służyć obronie przed Krzyżakami. I Krzyżacy właśnie go zniszczyli, a na jego miejscu zbudowano nową warownię, której ruiny możemy oglądać do dziś dnia. Czworoboczny zamek z charakterystycznymi czteroma basztami miał duże znaczenie historyczne dla Kowna i całej Litwy, a obecnie jest chyba jednym z bardziej rozpoznawanych zabytków miasta. Czy to dla zamku, czy dla innych zabytków miasta, bądź też wspomnianej litewskości, zdecydowanie warto odwiedzić drugie miasto Litwy, które sporo różni się od osławionego Wilna – kto wie, może na plus?
Kaunas Castle, Lithuania

Bałkański road trip zakończony!

W sumie 15 dni, 2 samochody, 8 zwariowanych osób, 6 odwiedzonych krajów (10 na trasie) – tak w skrócie można opisać dwutygodniowy wypad na Bałkany, który pozostawił mnóstwo cudownych wspomnień, 20GB zdjęć oraz kolejne marzenia, inspiracje i pomysły na dalsze podróże. 

Naszym pierwszym punktem podróży był Bled w Słowenii, skąd udaliśmy się do stolicy kraju – Lublany. Następnie rozpoczęliśmy zwiedzanie Chorwacji dniem nad Jeziorami Plitwickimi, skąd udaliśmy się nad Wybrzeże Adriatyku, kolejno odwiedzając magiczne chorwackie miasta – Zadar, Split i Dubrownik. Z tego turystycznego raju udaliśmy się do Bośni i Hercegowiny, by zobaczyć Mostar i Sarajewo – dwa skrajnie różne bałkańskie miasta. Po miejskim szale zapragnęliśmy gór, czyniąc Żabljak naszym punktem wypadowym w Góry Durmitor, a konkretnie na najwyższy szczyt Czarnogóry Bobotov Kuk. Następnie udaliśmy się nad czarnogórskie wybrzeże, zwiedzając Herceg Novi i Kotor oraz okoliczne plaże. Krótki wypad nad Jezioro Szkoderskie sprawił, że szybko zatęskniliśmy za morzem i jeszcze raz udaliśmy się w jego kierunku – w okolice miejscowości Bar. Następnym celem było Kosowo, a konkretnie miasto Peje oraz jego malownicze okolice. Mieliśmy również okazję przejechać przez Prisztinę – stolicę Kosowa w drodze do stolicy SerbiiBelgradu, który był ostatnim punktem wyprawy. Łza się w oku kręci, a chęć na odwiedzenie kolejnych bałkańskich krajów rośnie z każdym dniem. Cóż za przygoda!

Palermo – (nie) cała prawda o Sycylii

Ze stolicami zawsze bywa niebezpiecznie. Stawia się im wiele zarzutów – że nie reprezentatywne dla całego kraju czy regionu, że turystyczne, że drogie. Mimo wszystko do stolic ciągną ogromne rzesze turystów, bo jakże tu być w Portugalii i nie zobaczyć Lizbony czy we Francji i nie zwiedzić Paryża? Tak też myślałyśmy o Palermo – nie możemy być na Sycylii i nie zwiedzić Palermo. Ale czy aby na pewno?

Niestety sprawdziło się. Drogo, turystycznie, hałaśliwie i brudno. Trochę nas roczarowało to Palermo, które w przewodnikach uchodzi za kulturalne i gospodarcze centrum wyspy, którego ominąć nie sposób. My po całym dniu zwiedzania byłyśmy innego zdania.

Bo zabytków tu niby mnóstwo. Prawdziwa gratka dla miłośników kościołów – te można znaleźć po prostu wszędzie i we wszystkich stylach – od romańskich po gotyckie, na barokowych skończywszy. Wśród ciekawszych zabytków wyróżnić można katedrę charakteryzującą się niezwykle długą historią, a co za tym idzie różnymi stylami architektonicznymi oraz Teatro Massimo – największą operę we Włoszech i jedną z największych w Europie. Poza tym miasto bogate jest w urokliwe placyki, ogrody i parki.

I tak kojarzyć mi się będzie ta pozytywna strona miasta. Niestety nie jest ona w stanie zatrzeć negatywnego wrażenia, jakie zrobiło na nas Palermo. Jako główne miasto wyspy, Palermo jest głośne i zatłoczone. Dodać do tego wymowną sycylijską naturę oraz całe zastępy emigrantów i mamy zabójczą mieszankę. Podobnie, jak w Trapani, mieszkańcy Palermo są w stanie wjechać w najwęższą uliczkę miasta, co zdecydowanie nie ułatwia zwiedzania. Wszechobecny dźwięk klaksonów miesza się z przekrzykującymi się Sycylijczykami, co tworzy taki zgiełk, że trudno usłyszeć własne myśli. Ale to chyba specyfika wielu włoskich miast i jakiś urok w tym pewnie jest. Co za to nie dodaje miastu uroku, to wszechobecne rynny śmieci. Nie wiem, dlaczego mieszkańcy Palermo nie mają w zwyczaju używać śmietników, ale zdecydowanie powinni zacząć, gdyż wtedy miałabym pewnie zgoła inne wrażenie tego miasta. Jak i zapewne wielu innych turystów, gdyż naszą opinię podzielali również inni napotkani na Sycylii zwiedzający.

Zatem po całym męczącym dniu zwiedzania sycylijskiej stolicy doszłyśmy do wniosku, że może lepiej byłoby przeznaczyć ten czas na jakieś bardziej urokliwe miejsce. Ale z drugiej strony wszystkiego trzeba spróbować, bo przecież podróże to nie tylko piękna natura i przyjazne miasta. A tu jeden ze smaczków Palermo, obrazujący jakże trafnie buntowniczą naturę Sycylijczyków – plakat zapraszający na manifestację. No i jednak warto było…

Wrocław – miasto krasnali i dobrej energii

Miałam to szczęście odwiedzić miasto krasnali już wiele razy. Po raz pierwszy i najbardziej pamiętny na początku szkoły średniej na wycieczce dla seniorów (chyba już wtedy byłam zdania, że nie ważne jak, ważne by podróżować). No i zakochałam się. Zakochałam się na zawsze i bez pamięci, i konsekwentnie od 10 lat twierdzę, że Wrocław jest najpiękniejszym miastem w Polsce. Co prawda nigdy nie miałam okazji w nim mieszkać, ale każde odwiedziny tylko utwierdzają mnie w przekonaniu, że jest to miasto magiczne.

Magiczne pod każdą postacią – byłam już we Wrocławiu i zimową i letnią porą, a ostatnio miałam okazję zobaczyć miasto jesienią. I za każdym razem uderza to coś, jakaś niezwykła atmosfera, która sprawia, że chce się wracać do Wrocławia. Wracać, by po raz kolejny podziwiać słynne atrakcje miasta, jak wszechobecne odlewy krasnali, Ogród Japoński z jego orientalną architekturą i niezwykłymi kompozycjami roślinnymi, ogród zoologiczny, który jest najstarszym i największym zoo w Polsce, wielkie XIX-wieczne malowidło upamiętniające bitwę pod Racławicami, czy zabudowaną małymi kamienicami artystyczną ulicę Jatki z charakterystycznym pomnikiem ku czci zwierząt rzeźnych.

No i miejsca, które obowiązkowo odwiedzam będąc we Wrocławiu (i nie będę tu oryginalna) jak wrocławski Rynek czy Ostrów Tumski. Rynek, bo zawsze się tu coś dzieje, nie można się nudzić z racji licznych imprez kulturalnych, wystaw i pokazów artystycznych i dość mocno odczuwalnej międzynarodowej atmosfery, a z drugiej strony dzięki silnie odciśniętej historii choćby w postaci Ratusza czy kamienic z różnych epok. Poza tym mnogość kawiarni, pubów i restauracji gwarantuje dobrą zabawę w młodym towarzystwie. Mówię w młodym, gdyż mnie osobiście Wrocław zawsze będzie kojarzył się z jakąś młodością i świeżością, którą nie może poszczycić się wiele miast Polski. Może to dynamizm związany z silnym rozwojem gospodarczym miasta, może po prostu ludzie ze świeżymi poglądami – coś w tym mieście daje niesamowitą energię i chęć do życia.

Z kolei drugie moje ulubione miejsce Wrocławia – Otrów Tumski – pozostaje ulubionym z dokładnie przeciwnych względów. Odwiedzając tę nawodną osadę czuje się jakiś błogi spokój, może dzięki koncentracji zabytków religijnych, które są pozostałością po czasach, gdy miejsce to było siedzibą biskupią, może dzięki kojącej obecności Odry, która przecina teren Ostrowa Tumskiego. Dodatkowo nocna panorama oświetlonego Ostrowa ukazuje zupełnie inny, niezwykły obraz tego miejsca.

Na koniec, nie mogłabym nie wspomnieć o ulubionej dzielnicy Wrocławia – Krzykach, które z dala od centrum miasta zachwycają ogromem zieleni i starymi eleganckimi domami. Wydaje się, że obraz ten nie ulegnie zmianie, nawet gdy na terenie Krzyków powstanie 220-metrowy Sky Tower, gdyż Krzyki to, jak reszta Wrocławia, po prostu jakaś niesamowita atmosfera, której nie sposób opowiedzieć, trzeba ją po prostu doświadczyć.

Barcelona: Gaudi i obco brzmiący język

Barcelona, Spain

I oto kończy się – moja przygoda z Hiszpanią. Nie sposób uniknąć żalu wyjeżdżając z tego kraju pełnego smaków, zapachów i tradycji. Na pocieszenie na koniec zostawiłam sobie coś wyjątkowego – Barcelonę, która zgodnie z oczekiwaniami nie zawiodła.

Widoki po drodze z Walencji były niezapomniane. I ta różnorodność mikroklimatów. Na całej trasie było kilka odcinków ze skrajnie różną pogodą – od silnie zacinającego deszczu i pokrytego chmurami brunatnoniebieskiego nieba po mocne, wręcz rażące słońce. Znalezienie wcześniej zarezerwowanego hostelu skutecznie utrudniały obco brzmiące nazwy ulic, z którymi spotkałam się już w Walencji, ale nie na taką skalę. Bo Barcelona jest dwujęzyczna. Obok kastylijskiego, powszechnie nazywanego hiszpańskim używa się jeszcze KATALOŃSKIEGO– lokalnego języka czterech regionów: Katalonii, Walencji, Andory i Balearów. Kataloński brzmi nieco podobnie do hiszpańskiego, jednak jest to oddzielny język, a nie dialekt, więc jest dla obcokrajowców, a nawet Hiszpanów z innych regionów trudny do zrozumienia. Mimo wszystko jest to fajny element kultury, nawet jeśli nie rozumiem co kucharz dziś serwuje w menu del dia…

To apropos języka. W dziedzinie osobistości, Barcelona kojarzyć mi się będzie z jej najsłynniejszym synem – ANTONIO GAUDIM. Gaudi był katalońskim architektem, który zaczął projektować w stylu gotyckim, by później wyrobić swój własny, trudny do zakwalifikowania styl charakteryzujący się bogactwem formy oraz nieregularnymi, organicznymi kształtami podpatrzonymi w przyrodzie. Najsłynniejsze domy w tym stylu to CASA MILA i CASA BATLLO prezentujące typową dla Gaudiego płynność kształtów i śmiesznie pokrzywione fasady i dachy.

Gaudi, Barcelona, Spain

Poza tym nie sposób pominąć chyba najsłynniejszą budowlę Barcelony – SAGRADĘ FAMILIĘ, czyli kościół pozostający w ciągłej budowie od 1882 roku. Ukończenie budowy planowane jest na rok 2026! Gaudi poświęcił temu projektowi ostatnie 15 lat swojego życia, pełniąc czynną rolę w budowie.

Sagrada Familia, Barcelona, Spain

Innym wielkim dziełem Gaudiego jest PARK GÜELL, czyli ogromny zespół ogrodowy z elementami architektonicznymi zbudowany na początku XX wieku na życzenie lokalnego przedsiębiorcy Eusebi Güell’a. Później park został wykupion przez władze miasta i przekształcony w park miejski, którym to pozostał po dzień dzisiejszy. Nie bez powodu obiekt został wpisany na listę światowego dziedzictwa UNESCO – typowe dla Gaudiego organiczne kształty ozdabiają każdą budowlę na terenie ogromnych połaci zieleni a spacer w wyższe partie ogrodów oferuje niesamowity widok na Barcelonę.

Park Güell, Barcelona, Spain

Z parków wartych polecenia, tym razem już nie projektu Gaudiego jest PARC DE LA CIUTADELLA, czyli zespół zieleni w stylu modernistycznym utworzony na terenie dawnej twierdzy, z łukiem triumfalnym (ARC DEL TRIONF) stanowiącym wejście. Park stanowi przyjemną ostoję dla turysty po ciężkim dniu zwiedzania lub pracy – dla mieszkańców Barcelony.

Jednym z ciekawszych miejsc w mieście jest BARRI GOTIC, czyli średniowieczna dzielnica gotycka stanowiąca jednocześnie centrum starego miasta, usytuowana pomiędzy wybrzeżem a LA RAMBLĄ – głównym bulwarem miasta z mnóstwem sklepów, straganów i  innych atrakcji zapewnianych m. in. przez ulicznych artystów.

La Rambla, Barcelona

Stąd można się udać w kierunku imponującego PORTU oraz plaży w dzielnicy LA BARCELONETA, która niegdyś była dzielnicą rybacką.

Barceloneta, Barcelona, Spain

Poza tymi sztandarowymi zabytkami, które trzeba zobaczyć, Barcelona posiada wiele innych atrakcji. Warto choćby przejść się ulicami EIXAMPLE, dzielnicy klasy średniej z dużymi budynkami i szerokimi ulicami pełnym modernistycznej architektury, czy odwiedzić LA BOQUERIĘ, największą w Barcelonie halę targową z artykułam spożywczymi. Jeśli czas pozwoli, można również wybrać się do POBLE ESPANYOL – wioski hiszpańskiej będącej muzem architektonicznym na wolnym powietrzu. Miejsce to nazywane jest miniaturą Hiszpanii, gdyż przedstawiaja różne style architektoniczne naśladujące różne części Hiszpanii.

To tylko kilka z ciekawych miejsc w Barcelonie, których miasto ma bez liku, a kilkudniowy wypad pozwala zwiedzić tylko ich namiastkę. Niestety mój czas się kończy, czas wracać, ale napewno kiedyś tu wrócę, by zobaczyć to, czego nie udało mi się zobaczyć przez ostatnie trzy dni, a także przez ostatni miesiąc zwiedzając Półwysep Iberyjski.

Zajadac tapas w rytmie flamenco czyli Sewilla i Kadyks

Plaza España, Seville, Spain
Ciezko bylo sie rozstac ze slonecznymi wybrzezami Portugalii, jednak po przyjezdzie do Hiszpanii szybko znalazlysmy pocieszenie w bogatej andaluzyjskiej kulturze i zarazliwej energii Hiszpanow.

Dzien pierwszy w Sewilli uplynal pod znakiem zwiedzania sztandarowych zabytkow miasta – imponujacej katedry z wieza La Giralda, Alcazaru, starej fabryki tabaki, gdzie pracowala Carmen, bohaterka slynnej opery Bizeta, ktora to lamiac serce swojego kochanka Don Jose zostala przez niego zasztyletowana na smierc. Zwiedzilysmy rowniez monumentalna Plaze de España, ktora byla niegdys glownym miejscem spotkan w miescie, oraz w okolicy ktorej przez 300 lat dokonywano inkwizycji heretykow. Zmeczone spiekota w temperaturze siegajacej 40 stopni, ukojenie znalazlysmy nad brzegami Guadalquiviru, glownej rzeki przeplywajacej przez miasto.

Cathedral, Seville, Spain

Sewilla jest siedziba niezliczonej liczby kosciolow i klasztorow zaprojektowanych w roznych okresach historii oraz stylach architektonicznych. Dzielnice EL CENTRO i LA MACARENA, poza wieloma zabytkami religijnymi, ukazuja nieco inna Sewille, rozniaca sie od zatloczonych, pelnych turystow okolic katedry i Alcazaru, ktorymi bylysmy po calym dniu totalnie zmeczone. Charakterystyczne waskie, wydawaloby sie nieprzejezdne (jednak nie dla Hiszpanow!) waskie uliczki z kamienicami w cieplych barwach czerwieni, pomaranczu i zolci okazaly sie dla mnie osobiscie duzo ciekawszym sposobem poznawania miasta. Podobnie jak Chiado w Lizbonie, czy Ribeira w Porto pokazuja one codzienne zycie mieszkancow, a nie to, co sie z niego historycznie ostalo.

Patio in Seville, Spain

I tak, w La Macarena zatrzymalysmy sie by skosztowac TAPAS, z ktorych to Sewilla oraz cala Andaluzja slyna. Te lokalne specjaly to nic innego jak male porcje jedzenia serwowane w barach i restauracjach w miastach i miasteczkach w calej Hiszpanii, z tymi najbardziej znanymi w Andaluzji, w ktorej to wyksztalcila sie kultura tapeo, czyli chodzenia od baru do baru w poszukiwaniu roznych smakow tapas zajadanych przy piwie lub kieliszku wina. To taki rodzaj clubbingu jedzeniowego, gdzie odwiedza sie kilka lokalow jednego wieczora, co czesto zastepuje syta kolacje hiszpanska. W menu tapas kazdy znajdzie cos dla siebie – od pysznej hiszpanskiej szynki jamon serrano, po warzywa, jajka i owoce morza serwowane na tysiac roznych sposobow. My sprobowalysmy hamburgera z krewetkami, potrawki ze szpinaku, smazonych kalamarnic oraz krokietow z krewetkami, ktore przeplukalysmy vino tinto de verano – lokalnym specjalem zblizonym smakiem do sangrii.

Tapas in Seville, Spain

Po tak ciekawym wstepie do kultury andaluzyjskiej nie pozostalo nic innego, jak udac sie na wystep FLAMENCO w TRIANIE – dzielnicy slynacej z najlepszych wystepow tego gatunku. Flamenco jest gatunkiem muzyki powstalym w Andaluzji, ktora moze byc zarowno grana, spiewana jak i tanczona. Wywodzac sie z wielu kultur i grup etnicznych (glownie Cyganow, ale takze Arabow i Zydow) , flamenco posiada wiele odmian i wyraza rozne emocje – od glebokiego smutku poprzez buzujaca energie i radosc.

Zmeczone upalami i masami turystow w Sewilli, udalysmy sie do KADYKSU uznawanego za najstarsze miasto w Europie zalozone przez Fenicjan ok. 1100 roku p.n.e. Polozony w calosci na cyplu nad Oceanem Atlantyckim, Kadyks ma nieco chlodniejszy klimat i trzy plaze blisko centrum. Miasto slynie rowniez z wielu zabytkow architektury oraz charakterystycznej bialej mauretanskiej zabudowy, tradycyjnie z waskimi uliczkami pelnymi ludzi, ruchu i dzwieku klaksonow.

Cadiz, Spain

To wlasnie ta energia rozni miasta hiszpanskie od portugalskich, pelnych zamyslonych ludzi pograzonych w zadumie. Ulice hiszpanskie, podobnie jak bary i restauracje pelne sa przekrzykujacych sie i energicznie gestykulujacych kobiet i mezczyzn, co moze byc czasem meczace ale za to napawa optymizmem i pozytywna energia.  Czasem zastanawiam sie, skad Hiszpanie jej tyle maja, tej energii, szczegolnie po intentywnym zyciu nocnym, jakie codziennie prowadza. Odpowiedzia jest chyba SIESTA, czyli kilkugodzinna drzemka w srodku dnia, dla ktorej sklepy i zaklady pracy zostaja zamkniete na ok. 4 godziny, z reguly miedzy 13:00 a 17:00. Elce, mojej towarzyszce podrozy, tak przypadl do glowy ten zwyczaj hiszpanski, ze gdy tylko zblizaja sie godziny wczesnopopoludniowe, domaga sie stanowczo minimum godzinnej siesty… Tak zrelaksowani Hiszpanie udaja sie z powrotem do pracy, by wieczorem zaczac swoj tapas clubbing. I tak tez zrobilysmy w Kadyksie i wieczorem udalysmy sie na spacer waskimi ulicami, gdzie zasiadlysmy w lokalnym barze tapas, zamawiajac tortille de camarones czyli mini omlet z ziemniakami i krewetkami, wsluchujac sie w rytmy flamenco granego przez ulicznych muzykow oraz glosne rozmowy Hiszpanow.

W Kadyksie mialysmy rowniez okazje uczestniczyc w bardziej profesjonalnym wystepie flamenco za sprawa przypadkowo poznanej Alicji – Polki, ktora od kilku lat zakochana jest w zarowno w Kadyksie jak i we flamenco i obecnie przygotowuje sie do egzaminow wstepnych do konserwatorium, by zostac profesjonalna instruktorka tego tanca. Wraz ze swoimi znajomymi zabrala nas na lokalny wystep flamenco.  Zabawa byla przednia a nam udzielil sie entuzjazm Alicji, z ktorej az bije energia, gdy mowi o ukochanym tancu rodem z Andaluzji. Ale to chyba taka cecha Kadyksu, ktory jest miastem bardzo zywym, pelnym pozytywnej energii i atmosfery radosci i zabawy. Nawet charakterystyczna arabska zabudowa i plaze Costa de La Luz nie beda mi sie tak bardzo kojarzyly z Kadyksem jak wlasnie ta niesamowita atmosfera miejsca i energia ludzi. I znowu ciezko bylo wyjezdzac z tego cypla Andaluzji, jednak czas goni i tyle jeszcze rzeczy do zobaczenia…

Flamenco in Cadiz, Spain

Bialo-zolta Evora

Templano Romano, Evora, Portugal

Dlugo zastanawialysmy sie, gdzie udac sie dalej. Z jednej strony po calej serii mniejszych i wiekszych miast portugalskich zwiedzonych przez ostatnie 10 dni kusily nas plaze poludnia, z drugiej strony strony ciagnelo nas w glab ladu, by chociaz ‚musnac’ odmiennego od reszty kraju krajobrazu poludnia. I tak wyladowalysmy w EVORZE, zabytkowym miescie wpisanym na liste UNESCO i historycznej stolicy regionu ALENTEJO, ktory zajmuje az 1/3 powierzchni Portugalii.

Juz jazda autobusem przez zupelnie rozniacy sie od reszty Portugalii region Alentejo sprawila, ze ani przez chwile nie zalowalysmy wyboru kolejnej destynacji. Krajobrazy tu sa niesamowite – pelne pomaranczy i gajow oliwnych sady, ukwiecone na zolto i fioletowo laki, rozlegle pola i mnostwo przestrzeni, ktorej czesto brak w ciasno zabudowanych regionach polnocnych.

Evora jest miastem stosunkowo malym, a wszystkie warte zobaczenia zabytki skoncentrowane sa w scislym centrum. Jednym z najbardziej kojarzonych z Evora zabytkow jest TEMPLANO ROMANO, czyli liczace prawie 2 tysiace lat ruiny swiatyni rzymskiej, przypominajace miniature atenskiego Akropolu.

Templano Romano, Evora, Portugal

Innym ciekawym akcentem jest zabytkowy AKWEDUKT, ktory w czasach rzymskich doprowadzal wode do miasta. Obecnie jest interesujacym elementem krajobrazu miasta – stoi sobie, taki wysoki i majestatyczny spogladajac z gory na Evore i jej mieszkancow.

Evora, Portugal

Poza tym w miescie mozna podziwiac kilka ciekawych kosciolow (jeden z nich miesci na swoim terenie Kaplice Czaszek, ktora jest jedna z kilku ossariow na swiecie), budynek Uniwersytetu, czy Casa Pintada – domniemany dom Vasco da Gamy.

Evora, Portugal

Ale tak naprawde to nie zabytki ale cieply i przyjazny klimat miasta przemawia do nas najbardziej. W drodze od dworca w kierunku centrum witaja nas monumentalne mury miasta, po przekroczeniu ktorych naszym oczom ukazuja sie waskie uliczki, pelne bialych domow malowanych wapnem z charakterystycznymi zoltymi obramowaniami wokol drzwi i okien. Krajobraz troche jednostajny ale mimo to niezwykly. Szczegolnie po odrapanych lizbonskich kamienicach Chiado czy Alfamy pelnych kolorowych azulejos i sznurow suszacego sie prania, czy pstrokatej dzielnicy Ribeira w Porto, czyste i zadbane domki w tej samej gamie kolorystycznej sa mila odmiana. Szybko stwierdzamy, ze chcialybysmy zobaczyc wiecej tego ciekawego regionu Portugalii. Niestety czas goni nieublaganie…

Evora, Portugal