Posts Tagged ‘ stolica ’

Śladami Kafki – królewska Praga

Tylko o 500 km oddalona od królewskiego Krakowa. Królewska Praga. Groupon na hotel zakupiony przed rokiem, ale sama wyprawa dość spontaniczna. Środek zimy, padający śnieg z deszczem, ale nas to nie odstrasza – wręcz przeciwnie. Podobnie jak fatalny dojazd.

Bo niby znacząca europejska stolica, a z byłej stolicy Polski trudno się do niej dostać pociągiem lub autobusem. Ponieważ miało być z przygodami, postanowiłyśmy jednak podjąć wyzwanie. A że podróże koleją należą z reguły do ciekawych, postawiłyśmy na pociąg z Katowic do Pragi. Ale zabrakło miejsc. Potem miał być autobus do Cieszyna, a z Cieszyna pociąg do Pragi. Ale też nie wyszło. Koniec końców jedynym niezawodnym środkiem lokomocji tego dnia okazał się samochód, któremu przyszło zmierzyć się ze śnieżycą w Sudetach, gdy przekraczałyśmy granicę w Kudowej. Na szczęście obyło się bez łańcuchów. A zabawa przednia!

Na podróże do Pragi pociągiem bądź autobusem pewnie porywać się już nie będę, bo ten samochód okazał się całkiem fajnym pomysłem. Wciąż dziwi mnie jednak, że nikt nie pomyśli o tak oczywistym połączeniu jak Kraków-Praga. Myślę, że finansowo nie straciłby na tym – w końcu wielu krakowian podróżuje na weekend do Pragi, nie wspomnę już o obcokrajowcach, którzy robią sobie wycieczki „od stolicy do stolicy”. No nic – pomysł na biznes, gdy zobaczę już wszystkie warte odwiedzenia miejca na tym świecie 🙂


A Praga z pewnością do nich należy. Może już trochę oklepana. Może nieco zbyt turystyczna. Może zbyt mało czeska. Ale piękna, klimatyczna, urokliwa. Tak włóczyłyśmy się po niej z typowymi dla nas przerwami – to na obiad, to na kawę, to na kufel Staropramena w jednym z praskim pubów – by się ogrzać, pogadać, pomyśleć co dalej. I tak upłynęły 3 dni w boskiej Pradze – pomiędzy Starym a Nowym Miastem. Była królewska dzielnica Hradczany z zamkiem, bazyliką św. Jerzego, katedrą św. Wita oraz moją ulubioną Złotą Uliczką – siedzibą praskich złotników, gdzie później tworzył swoje dzieła Kafka. Gdybym zawitała do Pragi w liceum, „Proces” pewnie wydałby mi się znacznie mniej surrealistyczną lekturą, a Józefa K. może bym nawet polubiła…

Był i majestatyczny Most Karola, który z jednej strony łączy dwie części miasta, a z drugiej przywołuje do porządku najdłuższą rzekę Czech. Była też praska awangarda w postaci Tańczącego Domu, który ma ponoć ma symblizować tańczącą parę. Były też  rzesze turystów, mnogość języków. Praga robi się bardzo kosmopolityczna. Dobrze czy źle? Sama nie wiem. Trochę brakuje mi tej czeskości w stolicy Czech. Ale i tak chce się wracać. I na pewno wrócę. Może tym razem na rowerze?


Palermo – (nie) cała prawda o Sycylii

Ze stolicami zawsze bywa niebezpiecznie. Stawia się im wiele zarzutów – że nie reprezentatywne dla całego kraju czy regionu, że turystyczne, że drogie. Mimo wszystko do stolic ciągną ogromne rzesze turystów, bo jakże tu być w Portugalii i nie zobaczyć Lizbony czy we Francji i nie zwiedzić Paryża? Tak też myślałyśmy o Palermo – nie możemy być na Sycylii i nie zwiedzić Palermo. Ale czy aby na pewno?

Niestety sprawdziło się. Drogo, turystycznie, hałaśliwie i brudno. Trochę nas roczarowało to Palermo, które w przewodnikach uchodzi za kulturalne i gospodarcze centrum wyspy, którego ominąć nie sposób. My po całym dniu zwiedzania byłyśmy innego zdania.

Bo zabytków tu niby mnóstwo. Prawdziwa gratka dla miłośników kościołów – te można znaleźć po prostu wszędzie i we wszystkich stylach – od romańskich po gotyckie, na barokowych skończywszy. Wśród ciekawszych zabytków wyróżnić można katedrę charakteryzującą się niezwykle długą historią, a co za tym idzie różnymi stylami architektonicznymi oraz Teatro Massimo – największą operę we Włoszech i jedną z największych w Europie. Poza tym miasto bogate jest w urokliwe placyki, ogrody i parki.

I tak kojarzyć mi się będzie ta pozytywna strona miasta. Niestety nie jest ona w stanie zatrzeć negatywnego wrażenia, jakie zrobiło na nas Palermo. Jako główne miasto wyspy, Palermo jest głośne i zatłoczone. Dodać do tego wymowną sycylijską naturę oraz całe zastępy emigrantów i mamy zabójczą mieszankę. Podobnie, jak w Trapani, mieszkańcy Palermo są w stanie wjechać w najwęższą uliczkę miasta, co zdecydowanie nie ułatwia zwiedzania. Wszechobecny dźwięk klaksonów miesza się z przekrzykującymi się Sycylijczykami, co tworzy taki zgiełk, że trudno usłyszeć własne myśli. Ale to chyba specyfika wielu włoskich miast i jakiś urok w tym pewnie jest. Co za to nie dodaje miastu uroku, to wszechobecne rynny śmieci. Nie wiem, dlaczego mieszkańcy Palermo nie mają w zwyczaju używać śmietników, ale zdecydowanie powinni zacząć, gdyż wtedy miałabym pewnie zgoła inne wrażenie tego miasta. Jak i zapewne wielu innych turystów, gdyż naszą opinię podzielali również inni napotkani na Sycylii zwiedzający.

Zatem po całym męczącym dniu zwiedzania sycylijskiej stolicy doszłyśmy do wniosku, że może lepiej byłoby przeznaczyć ten czas na jakieś bardziej urokliwe miejsce. Ale z drugiej strony wszystkiego trzeba spróbować, bo przecież podróże to nie tylko piękna natura i przyjazne miasta. A tu jeden ze smaczków Palermo, obrazujący jakże trafnie buntowniczą naturę Sycylijczyków – plakat zapraszający na manifestację. No i jednak warto było…

W pogoni za zoltym tramwajem – Lizbona

Po wielu mniejszych i wiekszych miasteczkach i miescinach trafilysmy w koncu do stolicy Portugalii, by nacieszyc sie zoltymi tramwajami, zobaczyc slynne windy Lizbony i te waskie zabytkowe ulice o ktorych rozpisuja sie przewodniki.

Polozony pomiedzy historycznymi dzielnicami CHIADO i BAIRRO ALTO hostel, w ktorym zatrzymalysmy sie przez trzy dni pobytu w Lizbonie okazal sie idealnym punktem wypadowym do zwiedzanie miasta. I to chyba wlasnie te dzielnice ujely mnie najbardziej – labirynty waskich uliczek ze stromymi podejsciami, kamienice wylozone slynnymi portugalskimi AZULEJOS i babcie wygladajace z nudow przez okna – tak zapamietam stara czesc Lizbony. No i oczywiscie ten slynny zolty tramwaj numer 28, przejazdzka ktorym wpisze sie na stale w moj obraz Lizbony. Tak sobie pomyslalam, ze w wiekszosci innych miast taki zrujnowany srodek komunikacji nie mialby prawa bytu – bo maly, bo stary, bo niestabilny i niebezpieczny. Ale w Lizbonie tym tramwajem jezdza codziennie setki ludzi do pracy, do szkoly, na zakupy. Zolty tramwaj jest symbolem miasta i doskonale sie wpisuje w jego krajobraz, szczegolnie starych zabytkowych dzielnic.

Jednym z miejsc, przez ktore przejezdza zolty tramwaj jest ALFAMA, stara dzielnica rybacka pelna historii i zabytkowej architektury, ponoc dusza Lizbony. Spacer waskimi brukowanymi ulicami doprowadza nas do Castelo Sao Jorge, ktory oprocz ciekawej lekcji historii oferuje doskonala panorame widokowa miasta. Spogladamy na Lizbone z gory, by podziwiac lizbonska rzeke Tag, Praca de Comercio, ktorym wczesniej przechodzilysmy oraz tysiace blisko osadzonych kamienic z ciemnoczerwonymi dachami. Widok jest niezapomniany i pokazuje troche barwniejszy obraz miasta, wychodzacy poza stare dzielnice CHIADO, BAIRRO ALTO i ALFAMA.

Stad takze podziwiamy BAIXE – inna zabytkowa dzielnice miasta charakteryzujaca sie specyficznym prostokatnym ukladem ulic oraz slynnym Lukiem Triumfalnym pelniacym role bramy dzielnicy. Pelno tu zabytkowych budowli, sklepikow, kafejek i restauracji. Taka tam centralna dzielnica miasta. I oczywiscie jak wszystko w Lizbonie zabytkowa.

Nowoczesniejsze widoki oferuje spacer AVENIDA DE LIBERDADE – szeroka ulica pelna drzew i ogrodkow kwiatowych prowadzaca prosto do majestycznego pomnika Pombala –  jednego z najslynniejszych portugalskich mezow stanu. Avenida ukazuje troche inne miasto – buzujace, nowoczesne, ale nie jestem pewna czy jest to obraz Lizbony jaki chce zapamietac. Mysle, ze te stare zabytkowe dzielnice miasta, nawet z ich brudem i zaniedbaniem sa ciekawszym elementem miasta. Miasta ktore wydaje mi sie troche leniwe, troche jakby zatrzymalo sie kilkaset lat temu i wszystkimi mozliwymi sposobami bronilo sie przez postepem i nowoczesnoscia.

Dzielnica, ktora troche obala mit leniwego miasta jest BELEM, polozone na zachodnim krancu Lizbony. Jest to miejsce niezwykle wazne z punktu widzenia historii Portugalii – to stad Vasco da Gama wyplynal na podboj Indii. Belem jest zatem miejscem naznaczonym odkryciami geograficznymi – od Klaszoru Hieronimitow z Muzeum Zeglugi i planetarium do promenady nad rzeka Tag pelnej symboli odkryc geograficznych z posadzka szczegolowo przedstawiajaca mapy podbojow.

Ostatni dzien w Lizbonie postanawiamy spedzic inaczej. Miala byc Sintra z jej historycznymi budowlami ale dochodzimy do wniosku, ze czas zboczyc z wytyczonego szlaku przewodnikow i zabytkow. Bierzemy pociag do pobliskiego CASCAIS – spokojnego miasteczka przypominajacego troche pelen turystow kurort nadmorski. W poblizu Citadeli (za darmo!) wypozyczamy rowery i udajemy sie osmiokilometrowa promenada wzdluz wybrzeza na slynna plaze surferow PRAIA DO GUINCHO. I rzeczywiscie fale sa imponujace, z czego korzystaja lokalni surferzy i przybysze. Stad spogladamy na oddalony o kolejne 10 km dumny i majestaryczny CABO DE ROCA – najbardziej wysuniety na zachod przyladek Europy. Piekna sloneczna pogoda i otaczajace krajobrazy sprawiaja, ze ciezko rozstac sie z tym miejscem. Jednak czas wracac do zatloczonej Lizbony, by wziac pociag  na poludnie Portugalii.


Dublin – miasto Joyce’a, Becketta i… Guinnessa

Dublin jest jednym z tych miast, których nie można ‘przedawkować’ i do których zawsze chętnie się wraca. Może to artystyczna dusza, z której słynie stolica Irlandii – w  końcu tu urodzili się jedni z najbardziej znanych pisarzy literatury anglojęzycznej – Oscar Wilde, James Joyce, Samuel Beckett. A może specyficzny klimat – jako miejsce bardzo energiczne i buzujące, ale jednocześnie tradycyjne, Dublin ma mnóstwo atrakcji dla wymagającego turysty – od parków, kościołów i zamków po tradycyjne puby, bary i festiwale.

Wiele z nich można znaleźć w ścisłym centrum miasta, co znacznie ułatwia zwiedzanie. Jeżeli jednak chcemy wypuścić się poza centrum, Dublin, w odróżnieniu od innych irlandzkich miast, posiada świetną sieć transportu publicznego – od autobusów, poprzez Luas – nowoczesny dubliński tramwaj – aż po DART, czyli podmiejską linię kolejową, która łączy miasto z okolicznymi miejscowościami.

Z dublińskich ciekawostek – główna rzeka Dublina, Liffey, dzieli miasto na część północną i południową, co odzwierciedlają kody miasta. Część północna, która uchodzi generalnie za bardziej przemysłową i historycznie zamieszkałą przez klasę robotniczą posiada numery nieparzyste w kodzie, podczas gdy bardziej zamożna część południowa przyjęła za kody liczby parzyste. I tak na przykład domy w słynnej dzielnicy D4 (Dublin Four) mogą być nawet do kilku razy droższe od domów w dzielnicach północnych D9 czy D11.

Dublin posiada mnóstwo historycznych atrakcji, ale moim numerem jeden w tej kategorii jest TRINITY COLLEGE. Założone w XVI wieku Trinity jest nie tylko najstarszym uniwersytetem Irlandii, ale również najbardziej prestiżową uczelnią kraju. Przez wieki uniwersytet był centrum protentantyzmu i katolicy nie mogli tam studiować. Zakaz ten został całkowicie zniesiony dopiero w latach siedemdziesiątych XX wieku. Trinity posiada również najstarszą bibliotekę kraju, która obejmuje 9 budynków na terenie uniwersytetu i poza nim. Najsłynniejszą księgą TRINITY LIBRARY jest Book of Kells, rękopis ewangelii Nowego Testamentu stworzony przez celtyckich zakonników ok. 800 roku. Wycieczka po Bibliotece jest ciekawą lekcją historii i skutecznie przenosi nas w odległe czasy początków słowa pisanego.

Z innych atrakcji historycznych miasta warto zobaczyć DUBLIN CASTLE, MALAHIDE CASTLE, NATIONAL MUSEUM and NATIONAL GALLERY.

Z Trinity można się udać GRAFTON STREET (najsłynniejszą zakupową ulicą Dublina) do pełnego drzew, sadzawek i pomników parku STEPHEN’S GREEN. W parku można spotkać wielu studentów, artystów ulicznych oraz pracowników okolicznych firm spędzający w nim swoją przerwę obiadową. Gdy pogoda dopisuje, panuje tu bardzo przyjemna, ożywiona atmosfera.

W swojej wycieczce po Dublinie zdecydowanie nie można pominąć dublińskiego symbolu nocnej rozrywki – TEMPLE BAR. Jest to klimatyczne skupisko tradycyjnych i bardziej nowoczesnych barów, pubów i restauracji. Dzielnicę powinni odwiedzić również ci, których nie interesuje nocne życie miasta – Temple Bar zachowało średniowieczny układ ulic i mieści wiele instytucji kulturalnych miasta.

Oprócz tego, nie można wyjechać z Dublina bez zobaczenia jego symboli, czyli O’CONNELL’S STREET – głównej ulicy Dublina oraz znajdującego się na niej SPIRE OF DUBLIN, czyli ogromego, 120-metrowy pomnika, wzniesionego jako symbol odrodzenia tej części miasta.

Wiedzę o kulturze Irlandii mogą uzupełnić dwie atrakcje Dublina: JAMESON’S DESTILLERY oraz GUINNESS STOREHOUSE. Wycieczka po imponującym browarze Guinnessa jest lekcją historii najpopularniejszego alkoholu irlandzkiego, którą najlepiej zakończyć wizytą w Gravity Bar – najwyższym barze Dublina, skąd, przy kuflu ciemnego piwa, można podziwiać panoramę miasta. Fanom mocniejszych trunków polecam zwiedzanie Jameson’s Destillery, połączone z lekcją historii whiskey, sposobie jej produkcji oraz obowiązkową degustacją.

Po zwiedzaniu Dublina, jeżeli czas pozwoli, polecam wybrać się do WICKLOW – hrabstwa oddalonego jedynie godzinę jazdy od Dublina, którego krajobrazy są świetną równoważnią dla zatłoczonego miasta. Obok pięknego wybrzeża oraz sennych wiosek, Wicklow posiada pełen lasów, łąk, jezior i gór Park Narodowy. Idealnym miejscem do odkrywania bogactwa hrabstwa Wicklow jest GLENDALOUGH – polodowcowa dolina słynąca ze średniowiecznych ruin klasztoru, który został zbudowany w VI wieku i zniszczony przez wojska angielskie osiem wieków później. Ruiny składają się z katedry, 30-metrowej wieży oraz kilku oddzielnych kościołów. Są otoczone lasem dębowym, który jest doskonałym miejscem na piesze wycieczki. Granitowe klify w Glendalough są również popularnym celem wspinaczkowym Dublińczyków.

Stolica i uczta kanaryjska

Dzisiaj jest turystycznie i rodzinnie. Ranek upływa pod znakiem zwiedzania SANTA CRUZ, które jest stolicą Teneryfy. Miasto jest przyjemne, ale nie posiada wielu zabytków. Jest za to siedzibą kanaryjskiego parlamentu, części organizacji rządowych Wysp Kanarysjkich (reszta znajduje się na Gran Canarii) oraz wielu firm usługowych – takie centrum gospodarcze i polityczne Teneryfy.

Z bardziej znanych atrakcji Santa Cruz można wymienić Auditorio de Tenerife – salę koncertową przypominająca wyglądem słynną Operę w Sydnej, Plaza de España oraz świetnie utrzymany park miejski, pełen różnych odmian kwiatów, palm i bambusów. Z ciekawostek – park ten jest 100% eco-friendly – sprzątanie odbywa się metodami w pełni naturalnymi – liśćmi palmowymi i siłą ludzkich rąk. Interesujący widok!

Druga część dnia jest rodzinna i biesiadna. Poznaję wójków i ciotki, kuzynki i narzeczonych kuzynek a także znajomych rodziny. Jest głośno i wesoło. Mnóstwo historii, piosenek i… jedzenia. Uczta iście królewska, o czym nikt mnie nie informuje na początku obiadu. W wyniku tego, zajadam się smakołykami, które są serwowane jeden po drugim – sałatki, kałamarnice, pieczywo. Trwa to jakąś godzinę i jest uwieńczone obfitym daniem głównym, na które już nie mam miejsca. Walczę ze sobą by nie urazić gospodarzy, jednak szybko się poddaję – nie dam rady zjeść więcej. Wywołuje to śmiech zebranych gości, którzy nie omieszkują skomentować mojej nieznajomości obyczajów oraz gościnności kanaryjskiej. Teraz w pełni rozumiem znaczenie piątego przykazania głównego. Łakomstwo nie popłaca. Szczególnie na Teneryfie!