Archive for the ‘ Obyczaje ’ Category

Portugalia – zbiór informacji praktycznych o kraju fado

Podróżowanie po Portugalii było ciekawym przeżyciem z wielu względów – bogactwo krajobrazu i jego różnice, które można zaobserwować między północą a południem, specyficzna nostalgiczna mentalność Portugalczyków, niesamowici ludzie poznani w drodze. Kraj bardzo ciekawy, choć może nie do końca doceniany przez turystów.

KOSZTY

Z punktu widzenia backpackera, Portugalia jest jednym z najtańszych krajów Europy Zachodniej, jakie udało mi się zwiedzić. Co nie oznacza, że nie można się tu drogo i wystawnie zabawić, bo pokus w postaci na przykład świetnego jedzenia nie brakuje. Koszty podróży po Portugalii (noclegi, jedzenie, przejazdy) wynosiły ok. 25-30 euro na dzień, czyli nieco mniej, niż w Hiszpanii. Trzeba zaznaczyć, że są to ceny pobytu w kwietniu, czyli wciąż przed sezonem. Oczywiście wszystko zależy też od miejsca, bo np. Lizbona jako stolica jest sporo droższa niż Porto czy Coimbra. Ogólnie miałam wrażenie, że podróżowanie w rejonach południowych (szczególnie w Lizbonie i Algarve) jest nieco droższe niż w północnych – zapewne ze względu na turystyczny charakter południa. Koszty obniżyć można na różny sposób, na przykład robiąc zakupy w tanich supermarketach, jak choćby całkiem nieźle zaopatrzona sieć Mini Preço.

TRANSPORT

Przemieszczanie się po Portugalii transportem publicznym nie jest szczególnie kosztownym przedsięwzięciem, a sieć komunikcyjna jest dość dobrze rozwinięta. Do plusów można zaliczyć fakt, że Portugalia nie jest krajem bardzo rozległym i odległości między większymi miejscowościami są stosunkowo małe w przeciwności do Hiszpanii, Francji czy Niemiec.

W mojej podróży nieco tańsze były przejazdy w rejonach północnych, ale mogło to również wynikać z faktu, iż na południu pokonywałyśmy jednorazowo znacznie większe odległości.

Kolej portugalska jest dość sprawna i zarówno te starsze jak i nowe pociągi są czyste i zadbane. Poniżej przykładowe ceny biletów kolejowych:

  • Porto-Aveiro €2,15
  • Coimbra-Fatima €6,45
  • Tomar-Lizbona €8,30
  • Faro-Lagos €5,80

Jeśli chodzi o autobusy, to w Portugalii istnieje dwóch głównych przewoźników, którzy obsługują różne regiony: Rede Expressos (www.rede-expressos.pt) i Eva (www.eva-bus.com). Przykładowe ceny biletów:

  • Lizbona-Evora €11,80
  • Evora-Faro €15
  • Lagos-Sewilla €20

Poza tym należy wspomnieć o lokalnych autobusach, którymi w cenie ok. €3,60 możemy dostać się np. z Fatimy do Tomaru lub za ok. €6 w obie strony z Lagos do Sagres.

Jeżeli chodzi o wynajem samochodu, to lokalne firmy mają dość korzystne ceny wynajmu, trzeba tylko zwrócić uwagę, gdzie następuje odbiór i zwrot auta. My podczas wynajmu samochodu z Porto do Faro przeżyłyśmy przygodę, która skutecznie wyleczyła nas z pomysłu podróżowania tym środkiem transportu po Portugalii. Trzeba jednak przyznać, że trochę w tym naszej winy – niedopatrzenie na stronie firmy mogło nas kosztować 200 euro. Na szczęście wszystko dobrze się skończyło, a my do końca podróży całkiem sprawnie przemieszczałyśmy się transportem publicznym. Co nie znaczy jednak, że nie marzyłyśmy o samochodzie, gdy przez szyby autobusu podziwiałyśmy szybko przemykające wiosenne krajobrazy Alentejo, bez możliwości zatrzymania się i choćby zrobienia zdjęcia.

NOCLEGI

Podobnie jak w Hiszpanii, fakt, iż podróżowałyśmy we dwójkę pozwolił nam na zmniejszenie kosztów zakwaterowania nie raz i o połowę. A to za sprawą tanich pensjonatów, których wynajem może być świetną alternatywą dla zatłoczonych hosteli, których ceny wahają się od €15 do €30 za osobę, podczas gdy dwuosobowy pokój w pensjonacie można dostać już od €25-30. W cenie prywatność i spokój. Jeżeli jednak interesuje nas nawiązanie znajomości, zdecydowanie polecam hostele młodzieżowe. Noclegi warto rezerwować kilka dni wcześniej przez internet, gdyż w bardziej turystycznych miejscach jak np. Lizbona znalezienie miejsca w weekend może okazać się nie lada wyzwaniem. Ja po Portugalii podróżowałam w kwietniu czyli tuż przed sezonem, więc z miejscami noclegowymi nie było większego problemu.

JEDZENIE

Ach to jedzenie portugalskie – marzenie! Aż ślinka cieknie, gdy przypominają się portugalskie potrawy, szczególnie te rybne jak bacalhau a bras, czyli dorsz smażony z cebulą i ziemniakami lub inne smakołyki przyrządzane z susznego i solonego dorsza, który jest symbolem kulinarnym Portugalii. Oprócz tego obowiązkowo należy spróbować owoców morza wszelkiej maści – w tej kategorii szczególnie polecam kałamarnice i ośmiornice. Jedzenie warto zamawiać w opcji prato del dia, czyli danie dnia, które pozwoli nam oszczędzić od kilku do kilkunastu euro. Takie prato w porze obiadowej kosztuje od €6 do €10 i z regułu składa się z przystawki, dania głównego, napoju zimnego i na koniec słynnej portugalskiej kawy (cafezito) pitej tutaj trochę jak rytuał. Warto też spróbowac wybornych win z „winnych” regionów jak np. Porto.

JĘZYK

Język portugalski zbliżony jest do hiszpańskiego i w Portugalii z powodzeniem można porozumieć się używając języka sąsiadów, co znacznie ułatwiło nam podróżowanie. Portugalczycy rozumieją hiszpański bez większego problemu, co ponoć nie działa w drugą stronę. Jednak jeżeli nie znamy ani portugalskiego ani hiszpańskiego, nie jesteśmy na straconej pozycji, gdyż Portugalczycy, szczególnie młodzi, świetnie władają językiem angielskim w odróżnieniu od swoich hiszpańskich sąsiadów. Powodem jest zapewne fakt, iż portugalska telewizja nadaje filmy w oryginalnej wersji językowej z napisami, co z pewnością ułatwia przyswajanie języka.

Poza tym przed podróżą warto pomyśleć o nauce wybranych zwrotów w języku portugalskim, który jako język pełen dobrze nam znanych dźwięków jak „sz” i „ż” przynajmniej w sferze wymowy nie powinien sprawiać problemów.

WARTO ZOBACZYĆ…

  • występ fado w jednych z lokalnych pubów
  • słynny żółty tramwaj lizboński
  • bajkowe plaże Algarve
  • azulejos, czyli charakterystyczne dla Portugalii płytki ceramiczne zdobiące mury i zabudowania

UWAGA NA…

  • stację kolejową Fatima, która w przeciwieństwie do tego, co sugeruje nazwa, nie znajduje się blisko słynnego miejsca kultu, a jest od niego oddalona o ok. 25km.
Reklamy

W Walencji, krainie paelli

Plaza de Ayuntamiento, Valencia, Spain

Z centralnej Hiszpanii udałam się znowu na wybrzeże. Tym razem nie atlantyckie, a Morza Śródziemnego. Dobrze znowu odetchnąć morskim powietrzem i posłuchać szumu fal. Dobrze też uciec od tłumów turystów, których pełno w Madrycie. Tak trafiłam do Walencji, trzeciego pod względem wielkości miasta Hiszpanii, w którym powstała jedna z najsłynniejszych hiszpańskich potraw – paella.

Paella to nic innego, jak ryż z rozmaitymi dodatkami. Ta tradycyjna, walencjańska, zawiera owoce morza, mięso kurczaka i królika oraz warzywa, ale odmian jest tyle, co gustów i każdy znajdzie coś dla siebie. Opcja wegeteriańska to PAELLA DE VERDURAS, dla miłośników owoców morza powstała PAELLA MARINERA, istnieje również PAELLA MIXTA, która zawiera po trochę wszystkiego. Tradycyjnie paella podawana jest w płytkim naczyniu z uchwytami przypominającym patelnię, w którym to jest przygotowywana. Potrawa pochodzi z Walencji i tu ponoć smakuje najlepiej, ale serwowana jest z powodzeniem w całej Hiszpanii.

Paella valenciana

Poza specjałami kulinarnymi Walencja oferuje również wiele innych atrakcji – jest to miasto pełne zabytków z różnych okresów, muzeów i innych ważnych miejsc dla kultury regionu.

Ja zwiedzanie zaczęłam od koryta rzeki TURIA, której to nadano nowy bieg po tym, jak w 1957 roku zalała miasto po raz kolejny, przynosząc mnóstwo ludzkich i materialnych strat. Stare koryto przekształcono w 11-kilometrowy park miejski okalający centrum, gdzie można udać się na długi spacer, uprawiać jogging czy jazdę na rowerze.  Koryto Turii pełne jest ludzi od wczesnego ranka do poźnego wieczora. Do starego miasta można wejść przez monumentalną bramę TORRES DE SERRANOS, która jest jednym z dwóch słynnych wejść zbudowanych w średniowieczu.

Torres de Serranos, Valencia, Spain

Za centralny punkt miasta uważana jest PLAZA DE AYUNTAMIENTO, czyli olbrzymi plac pełen XIX i XX-wiecznej architektury z modernistycznym budynkiem ratusza na czele. Poza tym koniecznie trzeba zobaczyć XIII-wieczną katedrę reprezentującą różne style od Gotyku do Baroku założoną na terenie byłego meczetu z charakterystyczną ośmiokątną wieżą uwidacznianą na wielu pocztówkach.

Cathedral, Valencia, Spain

Jedną z ciekawszych atrakcji, która jest częścią lokalnej kultury jest MERCADO CENTRAL, czyli jedna z najstarszych i wciąż czynnych hal targowych w Europie, zbudowana na początku XX wieku w typowym walencjańskim stylu z mnóstwem kolorowych mozaik. Ale co tam mozaiki – te świeże owoce (sadów i morza), warzywa i szynki mogą przyprawić o zawrót głowy!

Mercado Central, Valencia, Spain
Mercado Central, Valencia, Spain

Walencja przypadła mi do gustu również dzięki temu, że ma dostęp do morza i usytuaowanych zaledwie o kilka kilometrów od centrum szerokich, piaszczystych plaż. Główna plaża miejska, Malvarrosa jest zawsze pełna lokalnych, turystów i plażowych sprzedawców, oferujących wszystko od zimnych napojów, lodów i słodyczy poprzez okulary słoneczne, zmywalne tatuaże, na zabiegach masażu skończywszy.

Valencia, Spain

Chociaż nie tak popularna turystycznie jak Madryt czy Sewilla, Walencja okazała się być jednym z ciekawszych miejsc na mojej trasie, chyba dlatego, że ma po trochę wszystkiego i jest strzałem w dziesiątkę dla tych, którzy szukają różnych doznań na wakacjach – od bogatej kultury, świetnego jedzenia, po niesamowite zabytki i piękne plaże…

Goszczac u sultana – Grenada

The Alhambra, Granada, Spain
Ostatnim miejscem, jakie odwiedzilysmy w wyprawie po Andaluzji byla Grenada. I chyba fajnie sie stalo, bo okazala sie ona troche taka esencja regionu. Bylo flamenco, bo przypadkiem trafilysmy na Fieste de las Cruces czyli Swieto Krzyzy, z okazji ktorego to ludzie stroja swoje ogrodki i patio umiejscawiajac krzyz w centralnym miejscu oraz mnostwo kolorowych ozdob dookola. Zrobilysmy rundke po miescie, by zobaczyc jak wygladaja rozne patio, przy okazji podziwiajac sukienki flamenco, ktorych ulice Grenady tego dnia byly pelne. Niezaleznie od wieku, kobiety od malych dziewczynek po starsze panie odziane byly w falbianiaste kolorowe stroje, ktorych dopelnieniem byly czesto kwiaty wpiete we wlosy. Fajny byl to widok, taki lokalny z duzym ladunkiem tradycji, ktora wydawaloby sie na co dzien jest ledwo zauwazalna w duzych miastach Andaluzji.

Flamenco in Granada, Spain

Flamenco in Granada, Spain

I tak spacerowalysmy, by poznac klimat tego romantycznego miasta, w ktorym kazdy zakatek pelen jest historii regionu. Waskimi ulicami przeszlysmy do Plaza Nueva, skad weszlysmy we wpisana na liste UNESCO arabska dzielnice ALBAICIN. Miejsce bardzo ciekawe, sprawiajace wrazenie troche zapuszczonego, jednak z jakims nieopisanym czarem. Moze to piekne gorskie polozenie, a moze brukowane ulice sredniowieczne – cos sprawia, ze chce sie isc do przodu, mimo stromych podejsc. Bo Grenada lezy u stop gor Sierra Nevada przez co ma bardzo gorzysty teren i mimo, ze nie jest ogromna metropolia, zwiedzanie jej moze byc meczace, choc rekompensata przychodzi szybko. W koncu wdrapalysmy sie na punkt widokowy SAN NICOLAS, skad z rzeszami innych turystow, podziwialysmy otoczona lasami ALHAMBRE, najwiekszy symbol islamskiej Europy, z osniezonymi szczytami gor w tle.

DSC02982

Granada, Spain

Widok z zewnatrz jest rzeczywiscie imponujacy, wzbudzajac ciekawosc i chec obejrzenia wnetrz tego arabskiego cudu, co tez postanowilysmy nastepnego dnia uczynic. A zachodu bylo z tym co nie miara, gdyz na miejscu okazalo sie, ze wejsciowki bukuje sie z wyprzedzeniem (czesto nawet kilku tygodni lub miesiecy!), gdyz liczba miejsc kazdego dnia jest ograniczona. Jako ze rezerwacji nie mialysmy (a co, mialo byc spontanicznie!), a chcialysmy koniecznie zobaczyc ten najslynniejszy zabytek arabski w Hiszpanii, udalysmy sie z samego rana by ustawic sie w kolejce do zakupu biletu przy okienku, gdyz kazdego dnia jest szansa wejscia poza wczesniejsza rezerwacja, jezeli sie przybedzie odpowiednio wczesnie. Mimo ze nie wstawalysmy o swicie, jak nam radzono, wszystko poszlo gladko i po okolo pol godziny weszlysmy na teren obiektu. Alhambra to ogromny kompleks skladajacy sie z trzech glownych atrakcji: palacios Nazaries, Alcazaby i ogrodow Generalife oraz kilku mniejszych obiektow. To pierwsze to nic innego jak palac sultana, w ktorym znajdowalo sie wszystko co arabski wladca potrzebowal do szczescia  – wystawne mieszkanie, komnaty w ktorych odbywal spotkania z ministrami i wlasny harem, ktory oferowal wynagrodzenie za trudy dnia codziennego. Wnetrza palacu sa naprawde imponujace, szczegolnie z jego misternymi zdobieniami w drewnie i kamieniu na wzor koronki, poteznymi sufitami zbudowanymi z tysiecy malych kawaleczkow drewna, sklepieniami i okiennicami o ciekawych ksztaltach.

The Alhambra, Granada, Spain

The Alhambra, Granada, Spain

Alcazaba to z kolei mauretanska forteca z ktorej roztacza sie piekny widok na Grenade. Jej czescia jest m.in. wieza z dzwonem, ktory w przeszlosci wybijal godziny nawadniania upraw – jeden z licznych wynalazkow Arabow i dowodow na to, jak mocno odcisneli sie oni w zyciu codziennym i kulturze Hiszpanii. To Maurzy rozwineli wprowadzony wczesniej przez Rzymian system irygacyjny, zaczeli uprawiac migdaly, ryz, pomarancze i cytryny na zyznych ziemiach Andaluzji, to oni w koncu mieli ogromny wplyw na architekture w Hiszpanii, co nie tylko daje sie zauwazyc w najbardziej mauretanskiej budowli kraju – Alhambrze, ale rowniez w licznych kosciolach, meczetach i palacach a takze w architekturze domowej – patio, ogrodkach oraz tarasach. Trzecim elementem Alhambry sa ogrody Generalife pelne placykow, korytarzy, fontann, kwiatow i przeroznych gatunkow drzew – od jasminow po cyprysy. Jest to idealne miejsce na odpoczynek po intensywnym zwiedzaniu palacu i fortecy, jest jednak rowniez atrakcja sama w sobie, ktora napewno docenia milosnicy zieleni.

I tak zakonczylysmy wizyte w Alhambrze, tym najwiekszym cudzie arabskim Europy, o ktorym troche ciezko pisac z racji jego wielkosci i znaczenia na arenie dziedzictwa architektury i kultury swiatowej. Mysle, ze Alhambre po prostu trzeba zobaczyc samemu, by wyrobic sobie wlasne zdanie na temat tego, co kiedys bylo domem sultana, a dzis kroluje w swiatowych rankingach zabytkow. Podobnie z Grenada, ktorej zwiedzania nie mozna pominac, gdyz daje ona kontekst dla slynnej arabskiej budowli, bedac waznym elementem historii Andaluzji.

Zajadac tapas w rytmie flamenco czyli Sewilla i Kadyks

Plaza España, Seville, Spain
Ciezko bylo sie rozstac ze slonecznymi wybrzezami Portugalii, jednak po przyjezdzie do Hiszpanii szybko znalazlysmy pocieszenie w bogatej andaluzyjskiej kulturze i zarazliwej energii Hiszpanow.

Dzien pierwszy w Sewilli uplynal pod znakiem zwiedzania sztandarowych zabytkow miasta – imponujacej katedry z wieza La Giralda, Alcazaru, starej fabryki tabaki, gdzie pracowala Carmen, bohaterka slynnej opery Bizeta, ktora to lamiac serce swojego kochanka Don Jose zostala przez niego zasztyletowana na smierc. Zwiedzilysmy rowniez monumentalna Plaze de España, ktora byla niegdys glownym miejscem spotkan w miescie, oraz w okolicy ktorej przez 300 lat dokonywano inkwizycji heretykow. Zmeczone spiekota w temperaturze siegajacej 40 stopni, ukojenie znalazlysmy nad brzegami Guadalquiviru, glownej rzeki przeplywajacej przez miasto.

Cathedral, Seville, Spain

Sewilla jest siedziba niezliczonej liczby kosciolow i klasztorow zaprojektowanych w roznych okresach historii oraz stylach architektonicznych. Dzielnice EL CENTRO i LA MACARENA, poza wieloma zabytkami religijnymi, ukazuja nieco inna Sewille, rozniaca sie od zatloczonych, pelnych turystow okolic katedry i Alcazaru, ktorymi bylysmy po calym dniu totalnie zmeczone. Charakterystyczne waskie, wydawaloby sie nieprzejezdne (jednak nie dla Hiszpanow!) waskie uliczki z kamienicami w cieplych barwach czerwieni, pomaranczu i zolci okazaly sie dla mnie osobiscie duzo ciekawszym sposobem poznawania miasta. Podobnie jak Chiado w Lizbonie, czy Ribeira w Porto pokazuja one codzienne zycie mieszkancow, a nie to, co sie z niego historycznie ostalo.

Patio in Seville, Spain

I tak, w La Macarena zatrzymalysmy sie by skosztowac TAPAS, z ktorych to Sewilla oraz cala Andaluzja slyna. Te lokalne specjaly to nic innego jak male porcje jedzenia serwowane w barach i restauracjach w miastach i miasteczkach w calej Hiszpanii, z tymi najbardziej znanymi w Andaluzji, w ktorej to wyksztalcila sie kultura tapeo, czyli chodzenia od baru do baru w poszukiwaniu roznych smakow tapas zajadanych przy piwie lub kieliszku wina. To taki rodzaj clubbingu jedzeniowego, gdzie odwiedza sie kilka lokalow jednego wieczora, co czesto zastepuje syta kolacje hiszpanska. W menu tapas kazdy znajdzie cos dla siebie – od pysznej hiszpanskiej szynki jamon serrano, po warzywa, jajka i owoce morza serwowane na tysiac roznych sposobow. My sprobowalysmy hamburgera z krewetkami, potrawki ze szpinaku, smazonych kalamarnic oraz krokietow z krewetkami, ktore przeplukalysmy vino tinto de verano – lokalnym specjalem zblizonym smakiem do sangrii.

Tapas in Seville, Spain

Po tak ciekawym wstepie do kultury andaluzyjskiej nie pozostalo nic innego, jak udac sie na wystep FLAMENCO w TRIANIE – dzielnicy slynacej z najlepszych wystepow tego gatunku. Flamenco jest gatunkiem muzyki powstalym w Andaluzji, ktora moze byc zarowno grana, spiewana jak i tanczona. Wywodzac sie z wielu kultur i grup etnicznych (glownie Cyganow, ale takze Arabow i Zydow) , flamenco posiada wiele odmian i wyraza rozne emocje – od glebokiego smutku poprzez buzujaca energie i radosc.

Zmeczone upalami i masami turystow w Sewilli, udalysmy sie do KADYKSU uznawanego za najstarsze miasto w Europie zalozone przez Fenicjan ok. 1100 roku p.n.e. Polozony w calosci na cyplu nad Oceanem Atlantyckim, Kadyks ma nieco chlodniejszy klimat i trzy plaze blisko centrum. Miasto slynie rowniez z wielu zabytkow architektury oraz charakterystycznej bialej mauretanskiej zabudowy, tradycyjnie z waskimi uliczkami pelnymi ludzi, ruchu i dzwieku klaksonow.

Cadiz, Spain

To wlasnie ta energia rozni miasta hiszpanskie od portugalskich, pelnych zamyslonych ludzi pograzonych w zadumie. Ulice hiszpanskie, podobnie jak bary i restauracje pelne sa przekrzykujacych sie i energicznie gestykulujacych kobiet i mezczyzn, co moze byc czasem meczace ale za to napawa optymizmem i pozytywna energia.  Czasem zastanawiam sie, skad Hiszpanie jej tyle maja, tej energii, szczegolnie po intentywnym zyciu nocnym, jakie codziennie prowadza. Odpowiedzia jest chyba SIESTA, czyli kilkugodzinna drzemka w srodku dnia, dla ktorej sklepy i zaklady pracy zostaja zamkniete na ok. 4 godziny, z reguly miedzy 13:00 a 17:00. Elce, mojej towarzyszce podrozy, tak przypadl do glowy ten zwyczaj hiszpanski, ze gdy tylko zblizaja sie godziny wczesnopopoludniowe, domaga sie stanowczo minimum godzinnej siesty… Tak zrelaksowani Hiszpanie udaja sie z powrotem do pracy, by wieczorem zaczac swoj tapas clubbing. I tak tez zrobilysmy w Kadyksie i wieczorem udalysmy sie na spacer waskimi ulicami, gdzie zasiadlysmy w lokalnym barze tapas, zamawiajac tortille de camarones czyli mini omlet z ziemniakami i krewetkami, wsluchujac sie w rytmy flamenco granego przez ulicznych muzykow oraz glosne rozmowy Hiszpanow.

W Kadyksie mialysmy rowniez okazje uczestniczyc w bardziej profesjonalnym wystepie flamenco za sprawa przypadkowo poznanej Alicji – Polki, ktora od kilku lat zakochana jest w zarowno w Kadyksie jak i we flamenco i obecnie przygotowuje sie do egzaminow wstepnych do konserwatorium, by zostac profesjonalna instruktorka tego tanca. Wraz ze swoimi znajomymi zabrala nas na lokalny wystep flamenco.  Zabawa byla przednia a nam udzielil sie entuzjazm Alicji, z ktorej az bije energia, gdy mowi o ukochanym tancu rodem z Andaluzji. Ale to chyba taka cecha Kadyksu, ktory jest miastem bardzo zywym, pelnym pozytywnej energii i atmosfery radosci i zabawy. Nawet charakterystyczna arabska zabudowa i plaze Costa de La Luz nie beda mi sie tak bardzo kojarzyly z Kadyksem jak wlasnie ta niesamowita atmosfera miejsca i energia ludzi. I znowu ciezko bylo wyjezdzac z tego cypla Andaluzji, jednak czas goni i tyle jeszcze rzeczy do zobaczenia…

Flamenco in Cadiz, Spain

Dzień Św. Patryka

Dziś wielki dzień w Irlandii. Dla niektórych wielki, bo wolny. Dla innych wielki, bo tradycyjny – Dzień Św. Patryka, patrona Irlandii, który przypada co roku 17 marca. Z tej okazji w różnych miastach kraju odbywają się mniejsze i większe festiwale, których uwieńczeniem jest kolorowa, głośna i huczna parada. Wszyscy wylegają na ulice by wziąć udział w paradzie lub ją po prostu podziwiać.

A jest co – niesamowite kostiumy i przebrania, różnej maści stwory paradujące po ulicach, gama kolorów z dominującą zielenią, koniczyna wymalowana na twarzach, irlandzkie flagi powiewające w powietrzu, bębny i głośna muzyka. Jednak nie tylko w irlandzkich miastach obchodzi się Św. Patryka z taką pompą. Święto jest popularne w innych częściach globu – na ulicach Monachium odbyła się w tym roku aż pięciogodzinna parada, w Sydney zadano sobie trud by podświetlić w kolorze zielonym słynny budynek Opery, a w Chicago rok rocznie barwi się rzekę na zielono. Poniżej kilka zdjęć z dzisiejszej Parady w Cork:

Palce lizać czyli specjały kuchni kanaryjskiej

Kuchnia lokalna często uczy więcej o kulturze regionu niż niejedno muzeum czy zabytek. Gdziekolwiek jestem, staram się więc próbować lokalnych specjałów, co często jest nie lada wyzwaniem, gdyż to, co dla tubylców jest bezkonkurencyjnym przysmakiem, niekoniecznie przemawia do odwiedzających.

Jednak w przypadku kuchni kanaryjskiej problemem było dla mnie raczej powstrzymanie się od jedzenia, gdyż jedzenie jest tam po prostu wyśmienite! Z drugiej strony, osoby które nie gustują w rybach i owocach morza, mogą nie podzielać mojej opinii, gdyż bazą kuchni kanaryjskiej są skorupiaki i mięczaki. Z racji licznych emigracji, wiele potraw popularnych na Teneryfie wywodzi się z Ameryki Południowej i Środkowej, stąd podróż na Teneryfę można potraktować jako podwójne przeżycie kulturalne.

Potraw jest całe mnóstwo, jest w czym wybierać. Poniżej wybrane pozycje godne polecenia:

MOJO jest jednym z najbardziej popularnych elementów kuchni kanaryjskiej, gdyż może być używany jako dodatek praktycznie do wszystkiego – mięsa, ryb, ziemniaków, itd. Jest to sos przyrządzony z oliwy, octu, czosnku, soli oraz różnych przypraw a także, zależnie od rodzaju – kolendry w przypadku mojo zielonego oraz papryki w przypadku mojo czerwonego.

AREPA jest jednym z moich ulubionych specjałów kanaryjskich. Wywodzi się z Wenezueli, z którą to Teneryfa jest mocno związana kulturowo. Arepa to latynoski odpowiednik hamburgera – bułka na ciepło z wypełnieniem. Tyle że bułka kukurydziana a nie pszenna, a wypełnieniem może być dosłownie wszystko – od sera, warzyw, grzybów, owoców morza po mięso. Dwie arepas jakie miałam okazję spróbować na Teneryfie w specjalnym barze serwującym jedynie te specjały zawierały kałamarnice oraz tortille z grzybami. Palce lizać!

Polecam również CROQUETAS, które w niczym nie przypominają polskich krokietów, ale są równie smaczne. Ile kucharzy tyle odmian, ale te które ja miałam okazję próbować były mieszanką szpinaku, marchewki, mleka i przypraw, smażoną w bułce tartej. Można również dostać croquetas z tuńczykiem, grzybami, szynką, mięsem czyli dla każdego coś dobrego.

Generalnie kuchnia kanaryjska jest bogata w owoce morza, których różnorodność może przyprawić o zawrót głowy. Wypróbowane przeze mnie i godne polecenia są m.in.:

CHIPIRONES, CHOPITOS i CALAMARES czyli różne odmiany kałamarnic. Należą do owoców morza o dość delikatnym smaku i z reguły są miękkie.

LANGOSTINOS są często serwowane jako przystawka. Jest to coś pomiędzy dużą krewetką a homarem. Najlepiej smakują z sosem mojo.

CHOCO to po polsku sepia lub mątwa. W przeszłości używano je do produkcji atramentu, który służył jako farba koloru sepia – stąd znana nazwa. Na Teneryfie popularnym sposobem przyrządzania mątwy jest grilowanie lub pieczenie, podawana z mojo oraz ziemniakami.

Skoro mowa o ziemniakach to miałam okazję spróbować dwóch rodzajów. Pierwsze to BATATAS (kolejny wpływ południowo-amerykański) – sporej wielkości ziemniaki koloru pomarańczowego, o dość intensywnym słodkim smaku. Jeżeli ktoś nie wyobraża sobie słodkich ziemniaków do obiadu, alternatywą są PAPAS – małe ziemniaki o dość neutralnym smaku, które gotowane w mundurkach są świetnym dodatkiem do mięsa lub ryb.

BACALAO ENCEBOLLADO czyli dorsz w cebuli jest dobrą alternatywą dla tych, którzy chcieliby spróbować coś tradycyjnego z Wysp Kanaryjskich, jednak nie do końca są przekonani do kałamarnic, langust i homarów. Jest to ryba zapiekana z cebulą i zależnie od inwencji kucharza, również innymi warzywami.

GOFIO jest chyba jedynym specjałem kanaryjskim, który nie do końca przypadł mi do gustu. Dziwnie smakuje i ciężko go nawet opisać. Przypomina ciemne wodniste pieczywo. W swoich świetlanych czasach, gofio był jednym z głównych składników kanaryjskiej kuchni i zastępował chleb.

ESCALDÓN jest potrawą na bazie gofio i wyglądem przypomina ciemną owsiankę. Jest to mieszanka gofio oraz bulionu, czasem również kawałków mięsa i warzyw. Często serwowany jako przystawka.

CHURROS nie wywodzą się co prawda z Wysp Kanaryjskich – jest to wynalazek Hiszpanii kontynentalnej, są jednak bardzo popularne na Teneryfie. Są to kawałki ciasta smażone na głębokim oleju, coś pomiędzy naszymi pączkami a faworkami. Podaje się je z reguły na śniadanie wraz z gęstą gorącą czekoladą.

Idealnym deserem po uczcie kanaryjskiej jest bardzo popularny na Teneryfie FLAN karmelowy, który przyrządza się z mleka skondendowanego, jajek i wanilii, piecze w piekarniku i podaje na zimno.

Na koniec polecam spróbowanie innych specjałów, może już niepochodzących z Teneryfy ale za to bardzo tam popularnych, jak JAMÓN SERRANO czyli surowej szynki wędzonej, pysznych serów – zarówno żółtych (QUESO), które zwykle sprzedawane są w kawałku, często z posypką z papryki oraz białych (QUESO BLANCO), które smakują zupełnie inaczej niż te polskie – brakuje im charakterystycznego dla serów polskich kwaśnego posmaku.

Jako dodatek do powyższych koniecznie należy spróbować trunków kanaryjskich jak lokalne piwo DORADA czy wina, które z reguły są słodkie i dość ciężkie.

GRANIZADO DE LIMÓN jest idealnym napojem na gorące dni, których na Teneryfie nie brakuje. Jest to mieszanka wody z naturalnym sokiem z cytryny i cukru, która po zamrożeniu zostaje zmiksowana do konsystencji gęstego shake’a.

Stolica i uczta kanaryjska

Dzisiaj jest turystycznie i rodzinnie. Ranek upływa pod znakiem zwiedzania SANTA CRUZ, które jest stolicą Teneryfy. Miasto jest przyjemne, ale nie posiada wielu zabytków. Jest za to siedzibą kanaryjskiego parlamentu, części organizacji rządowych Wysp Kanarysjkich (reszta znajduje się na Gran Canarii) oraz wielu firm usługowych – takie centrum gospodarcze i polityczne Teneryfy.

Z bardziej znanych atrakcji Santa Cruz można wymienić Auditorio de Tenerife – salę koncertową przypominająca wyglądem słynną Operę w Sydnej, Plaza de España oraz świetnie utrzymany park miejski, pełen różnych odmian kwiatów, palm i bambusów. Z ciekawostek – park ten jest 100% eco-friendly – sprzątanie odbywa się metodami w pełni naturalnymi – liśćmi palmowymi i siłą ludzkich rąk. Interesujący widok!

Druga część dnia jest rodzinna i biesiadna. Poznaję wójków i ciotki, kuzynki i narzeczonych kuzynek a także znajomych rodziny. Jest głośno i wesoło. Mnóstwo historii, piosenek i… jedzenia. Uczta iście królewska, o czym nikt mnie nie informuje na początku obiadu. W wyniku tego, zajadam się smakołykami, które są serwowane jeden po drugim – sałatki, kałamarnice, pieczywo. Trwa to jakąś godzinę i jest uwieńczone obfitym daniem głównym, na które już nie mam miejsca. Walczę ze sobą by nie urazić gospodarzy, jednak szybko się poddaję – nie dam rady zjeść więcej. Wywołuje to śmiech zebranych gości, którzy nie omieszkują skomentować mojej nieznajomości obyczajów oraz gościnności kanaryjskiej. Teraz w pełni rozumiem znaczenie piątego przykazania głównego. Łakomstwo nie popłaca. Szczególnie na Teneryfie!