Archive for the ‘ Kultura ’ Category

Kartacze i soczewiaki, czyli mleko i miód Suwalszczyzny

Ulokowana na pograniczu kultur, języków i smaków Suwalszczyzna jest rajem dla miłośników wszystkiego, co mieszane, inne, niby znane, a nietypowe. Poza zwiedzaniem okolic Suwałk, chodzeniem po zamarzniętej Hańczy – najgłębszym jeziorze Polski, spacerami po Puszczy Augustowskiej, przejażdżką bryczką z lokalnej stadniny koni i wizytą w kresowym miasteczku Sejny, mieliśmy okazję posmakować prawdziwych atrakcji północno-wschodniej Polski, czyli lokalnych dań kuchni podlaskiej.

Nie wiem, co takiego niezwykłego jest w kuchni Suwalszczyzny, pewnie właśnie wpływy tak wielu okolicznych kultur i niesamowita atmosfera miejsca, ale dania, jakie miałam okazję próbować smakowały niesamowicie i myślę, że kilka dni pobytu więcej i jakaś konkretna dieta byłaby wskazana. Trzeba zaznaczyć, że nie jest to kuchnia dla każdego – jest dość ciężka i tłusta, ale jednocześnie pełna niezapomnianych aromatów, oryginalnych połączeń składników i smaków. Palce lizać!

Potrawy regionalne Suwalszczyzny często w całości pochodzą z Litwy lub Rosji, albo czerpią inspiracje z kuchni tych właśnie krajów. Moje serce podbiły dwa regionalne smakołyki – kartacze i soczewiaki i mimo kiepskich umiejętności kulinarnych, zamierzam je kiedyś własnoręcznie przygotować, choć smak, którym miałam okazję się delektować jest połączony z klimatem regionu i zapewne tylko tu osiągalny.

Na początek absolutny hit kulinarny – kartacze, które są sporej wielkości kulkami z ciasta ziemniaczanego wypełnionymi pysznym nadzieniem z mięsa mielonego. Jako umiarkowana zwolenniczka mięsa, mogę spokojnie okrzyknąć kartacze moją ulubioną potrawą regionu, więc to chyba najlepszy dowód, że będąc na Suwalszczyźnie, po prostu trzeba ich spróbować. Choć okazuje się to niełatwe, gdyż mimo popularności potrawy w tych rejonach, nie każda restauracja serwuje je na codzień. Trochę natrudziliśmy się, by znaleźć dobry lokal, ale wysiłek zdecydowanie się opłacił.

Soczewiaki okrzyknę z kolei najlepszym daniem regionu z serii „wegetariańskie”. To również typowa potrawa pogranicza litewsko-polskiego przypominająca bułki wysmażane lub wypiekane z nadzieniem z soczewicy, cebuli i boczku (OK, z tym wegetarianizmem trochę przesadziłam). Połączenie na pozór dziwne smakuje cudownie i jest bardzo sycące. Zdecydowanie polecam!

Mniej przypadła mi do gustu kiszka ziemniaczana, ale przypuszczam, że jest to danie, które albo się ogólnie lubi albo nie. Składa się ono z farszu ziemniaczanego opakowanego w formie kiełbasy lub kaszanki w jelito wieprzowe i jest zwykle smażona lub zapiekana. Osobiście uważam, że ciekawszą alternatywą ziemniaczaną jest babka ziemniaczana, która jest smakowitym ciastem pieczonym z ziemniaków, cebuli, kaszy, często również mięsa. Bliny to z kolei danie o korzeniach rosyjskich, które wyglądem przypomina nieco naleśniki, a podawane jest często z rybnymi dodatkami jak wędzony łosoś, czy śledzie. Wśród deserów na Suwalszczyźnie króluje sękacz – ciasto z charakterystycznymi kolcami (lub sękami, jak kto woli) oraz mrowisko – coś na kształt faworków. Poza tym, dzięki licznym jeziorom w okolicy, nie można nie wspomnieć o popularnych w tym regionie rybach, które serwowane są na różne sposoby – wędzone, zapiekane, grilowane i smakują wyśmienicie. Po tak obfitej uczcie można spróbować popularnego w regionie kwasu chlebowego, który jest narodowym napojem w Rosji i na Ukrainie.

Egipt – na co uważać?

Egipt jest jedną z najpopularniejszych destynacji urlopowych Polaków i nie bez przyczyny – gwarantowana pogoda niemal cały rok, niebiańskie plaże i stosunkowo niskie ceny. Jednak każda moneta ma dwie strony – dziś właśnie o tych mniej przyjemnych rzeczach w Egipcie, o których warto wiedzieć przed wyjazdem, by się (choćby mentalnie) przygotować.

Nachalność miejscowych

Nachalności miejscowych można doświadczyć praktycznie w każdej popularnej turystycznie miejscowości, więc teoretycznie nie powinno mnie to dziwić. Ale przyznam, że sposób podejścia lokalnych do turystów w Egipcie, ich próby wyłudzenia pieniędzy pod każdym możliwym pretekstem mogą mocno uprzykrzyć pobyt.

W Egipcie jest rzeczą normalną, że obsługa hotelowa oczekuje słonego napiwku za każdą najmniejszą usługę czy informację, a w miejscach turystycznych i skupiskach zabytków tylko czają się lokalni „specjaliści”, którzy za symboliczną kwotę wskażą rzeczy godne uwagi czy zrobią nam  zdjęcie naszym aparatem. I nie byłoby w tym nic dziwnego, bo to specyfika miejsc turystycznych, szczególnie w biedniejszych krajach, ale w Egipcie można się poczuć wręcz osaczonym przez natrętów, a wszelkie oznaki asertywności wydają się bezskuteczne.

Wywóz rafy koralowej

Jedna z najciekawszych atrakcji Egiptu, która przyciąga tysiące amatorów podwodnych przygód może tych samych wpakować do więzienia, jeśli nie przestrzegają oni lokalnych przepisów. W Egipcie panuje bowiem zakaz wywożenia muszli i innych cudów rafy koralowej, a próba przemytu cennych pamiątek może zakończyć się zatrzymaniem i zapłatą kary w wysokości kilku tysięcy dolarów.

Lokalna waluta

Lokalną walutą w Egipcie jest funt egipski, akceptowane są również dolary amerykańskie i euro, trzeba jednak pamiętać, że lokalni lubią stosować dość umowny przelicznik tych walut, więc lepiej przed wyjazdem zakupić nieco funtów egipskich. Funt egipski dzieli się na 100 piastrów, które mogą również występować w postaci banknotów. Stąd należy zwracać uwagę, co jest nam wydawane, by się nie okazało, że resztą jaką otrzymaliśmy z 200 funtów egipskich (blisko 100zł) jest 50 piastrów (0,25zł) zamiast 50 funtów (25zł)!

Zemsta Faraona

Najczęstsza choroba europejskich turystów w Egipcie objawia się nudnościami, bólem brzucha i biegunką, a spowodowana jest zmianą flory bakteryjnej. Sposobów zapobiegania jest wiele, przede wszystkim niejedzenie surowych owoców i warzyw (z założenia były myte pod bieżącą wodą), niepicie nieprzegotowanej wody i napojów z lodem. Do tego dochodzi profilaktyka ulubiona przez polskich turystów, jak wypicie kieliszka wódki po posiłku, której jednak nikt dotychczas nie zdołał udowodnić zbawiennych efektów. Prawda jest taka, że można bardzo uważać, a dolegliwości i tak się pojawią, gdyż podczas pobytu, nie jesteśmy w stanie kontrolować jakości wszystkiego, co spożywamy. Wtedy należy niezwłocznie zakupić w aptece któryś z lokalnych specyfików (np. Antinal), który faktycznie działa (wypróbowane osobiście :)). Polskie leki typu Smecta czy Stoperan okazują się bezskuteczne na egipskie dolegliwości.

Śmieci

Wyjazd poza obiekt hotelowy może okazać się nie lada szokiem, gdyż w niektórych rejonach góry śmieci mogą dosłownie przesłonić nam widok. Niestety w Egipcie ochrona środowiska jest wciąż obco brzmiącą frazą, co objawia się w postaci śmieci leżących dosłownie wszędzie – w miastach, na pustyni, przy drodze. Często skutkuje to również niemiłym zapachem, dlatego jeśli jesteśmy szczególnie wrażliwi na tego typu uniedogodnienia, lepiej pozostać w hotelu, gdzie obsługa dba o czystość obiektu i pobliskich plaż.

Krótkie dni

Co mnie w Egipcie bardzo zaskoczyło, to bardzo krótkie dni w okresie jesienno-zimowym, niemal porównywalne z polskimi o tej porze roku. Podczas gdy listopadowego dnia o godz. 16:00 jeszcze się opalamy na plaży, godzinę później jest już prawie ciemno. OK, można było się domyślić – w końcu Egipt jest bardziej wysunięty na południe, ale jakoś o tym nie myślałam przed wyjazdem, i jakie było moje zdziwienie, gdy po przylocie w godzinach późno popołudniowych zamiast mocno jarzącego słońca, zobaczyłam mały punkt skrywające się za horyzont…

Portugalia – zbiór informacji praktycznych o kraju fado

Podróżowanie po Portugalii było ciekawym przeżyciem z wielu względów – bogactwo krajobrazu i jego różnice, które można zaobserwować między północą a południem, specyficzna nostalgiczna mentalność Portugalczyków, niesamowici ludzie poznani w drodze. Kraj bardzo ciekawy, choć może nie do końca doceniany przez turystów.

KOSZTY

Z punktu widzenia backpackera, Portugalia jest jednym z najtańszych krajów Europy Zachodniej, jakie udało mi się zwiedzić. Co nie oznacza, że nie można się tu drogo i wystawnie zabawić, bo pokus w postaci na przykład świetnego jedzenia nie brakuje. Koszty podróży po Portugalii (noclegi, jedzenie, przejazdy) wynosiły ok. 25-30 euro na dzień, czyli nieco mniej, niż w Hiszpanii. Trzeba zaznaczyć, że są to ceny pobytu w kwietniu, czyli wciąż przed sezonem. Oczywiście wszystko zależy też od miejsca, bo np. Lizbona jako stolica jest sporo droższa niż Porto czy Coimbra. Ogólnie miałam wrażenie, że podróżowanie w rejonach południowych (szczególnie w Lizbonie i Algarve) jest nieco droższe niż w północnych – zapewne ze względu na turystyczny charakter południa. Koszty obniżyć można na różny sposób, na przykład robiąc zakupy w tanich supermarketach, jak choćby całkiem nieźle zaopatrzona sieć Mini Preço.

TRANSPORT

Przemieszczanie się po Portugalii transportem publicznym nie jest szczególnie kosztownym przedsięwzięciem, a sieć komunikcyjna jest dość dobrze rozwinięta. Do plusów można zaliczyć fakt, że Portugalia nie jest krajem bardzo rozległym i odległości między większymi miejscowościami są stosunkowo małe w przeciwności do Hiszpanii, Francji czy Niemiec.

W mojej podróży nieco tańsze były przejazdy w rejonach północnych, ale mogło to również wynikać z faktu, iż na południu pokonywałyśmy jednorazowo znacznie większe odległości.

Kolej portugalska jest dość sprawna i zarówno te starsze jak i nowe pociągi są czyste i zadbane. Poniżej przykładowe ceny biletów kolejowych:

  • Porto-Aveiro €2,15
  • Coimbra-Fatima €6,45
  • Tomar-Lizbona €8,30
  • Faro-Lagos €5,80

Jeśli chodzi o autobusy, to w Portugalii istnieje dwóch głównych przewoźników, którzy obsługują różne regiony: Rede Expressos (www.rede-expressos.pt) i Eva (www.eva-bus.com). Przykładowe ceny biletów:

  • Lizbona-Evora €11,80
  • Evora-Faro €15
  • Lagos-Sewilla €20

Poza tym należy wspomnieć o lokalnych autobusach, którymi w cenie ok. €3,60 możemy dostać się np. z Fatimy do Tomaru lub za ok. €6 w obie strony z Lagos do Sagres.

Jeżeli chodzi o wynajem samochodu, to lokalne firmy mają dość korzystne ceny wynajmu, trzeba tylko zwrócić uwagę, gdzie następuje odbiór i zwrot auta. My podczas wynajmu samochodu z Porto do Faro przeżyłyśmy przygodę, która skutecznie wyleczyła nas z pomysłu podróżowania tym środkiem transportu po Portugalii. Trzeba jednak przyznać, że trochę w tym naszej winy – niedopatrzenie na stronie firmy mogło nas kosztować 200 euro. Na szczęście wszystko dobrze się skończyło, a my do końca podróży całkiem sprawnie przemieszczałyśmy się transportem publicznym. Co nie znaczy jednak, że nie marzyłyśmy o samochodzie, gdy przez szyby autobusu podziwiałyśmy szybko przemykające wiosenne krajobrazy Alentejo, bez możliwości zatrzymania się i choćby zrobienia zdjęcia.

NOCLEGI

Podobnie jak w Hiszpanii, fakt, iż podróżowałyśmy we dwójkę pozwolił nam na zmniejszenie kosztów zakwaterowania nie raz i o połowę. A to za sprawą tanich pensjonatów, których wynajem może być świetną alternatywą dla zatłoczonych hosteli, których ceny wahają się od €15 do €30 za osobę, podczas gdy dwuosobowy pokój w pensjonacie można dostać już od €25-30. W cenie prywatność i spokój. Jeżeli jednak interesuje nas nawiązanie znajomości, zdecydowanie polecam hostele młodzieżowe. Noclegi warto rezerwować kilka dni wcześniej przez internet, gdyż w bardziej turystycznych miejscach jak np. Lizbona znalezienie miejsca w weekend może okazać się nie lada wyzwaniem. Ja po Portugalii podróżowałam w kwietniu czyli tuż przed sezonem, więc z miejscami noclegowymi nie było większego problemu.

JEDZENIE

Ach to jedzenie portugalskie – marzenie! Aż ślinka cieknie, gdy przypominają się portugalskie potrawy, szczególnie te rybne jak bacalhau a bras, czyli dorsz smażony z cebulą i ziemniakami lub inne smakołyki przyrządzane z susznego i solonego dorsza, który jest symbolem kulinarnym Portugalii. Oprócz tego obowiązkowo należy spróbować owoców morza wszelkiej maści – w tej kategorii szczególnie polecam kałamarnice i ośmiornice. Jedzenie warto zamawiać w opcji prato del dia, czyli danie dnia, które pozwoli nam oszczędzić od kilku do kilkunastu euro. Takie prato w porze obiadowej kosztuje od €6 do €10 i z regułu składa się z przystawki, dania głównego, napoju zimnego i na koniec słynnej portugalskiej kawy (cafezito) pitej tutaj trochę jak rytuał. Warto też spróbowac wybornych win z „winnych” regionów jak np. Porto.

JĘZYK

Język portugalski zbliżony jest do hiszpańskiego i w Portugalii z powodzeniem można porozumieć się używając języka sąsiadów, co znacznie ułatwiło nam podróżowanie. Portugalczycy rozumieją hiszpański bez większego problemu, co ponoć nie działa w drugą stronę. Jednak jeżeli nie znamy ani portugalskiego ani hiszpańskiego, nie jesteśmy na straconej pozycji, gdyż Portugalczycy, szczególnie młodzi, świetnie władają językiem angielskim w odróżnieniu od swoich hiszpańskich sąsiadów. Powodem jest zapewne fakt, iż portugalska telewizja nadaje filmy w oryginalnej wersji językowej z napisami, co z pewnością ułatwia przyswajanie języka.

Poza tym przed podróżą warto pomyśleć o nauce wybranych zwrotów w języku portugalskim, który jako język pełen dobrze nam znanych dźwięków jak „sz” i „ż” przynajmniej w sferze wymowy nie powinien sprawiać problemów.

WARTO ZOBACZYĆ…

  • występ fado w jednych z lokalnych pubów
  • słynny żółty tramwaj lizboński
  • bajkowe plaże Algarve
  • azulejos, czyli charakterystyczne dla Portugalii płytki ceramiczne zdobiące mury i zabudowania

UWAGA NA…

  • stację kolejową Fatima, która w przeciwieństwie do tego, co sugeruje nazwa, nie znajduje się blisko słynnego miejsca kultu, a jest od niego oddalona o ok. 25km.

Barcelona: Gaudi i obco brzmiący język

Barcelona, Spain

I oto kończy się – moja przygoda z Hiszpanią. Nie sposób uniknąć żalu wyjeżdżając z tego kraju pełnego smaków, zapachów i tradycji. Na pocieszenie na koniec zostawiłam sobie coś wyjątkowego – Barcelonę, która zgodnie z oczekiwaniami nie zawiodła.

Widoki po drodze z Walencji były niezapomniane. I ta różnorodność mikroklimatów. Na całej trasie było kilka odcinków ze skrajnie różną pogodą – od silnie zacinającego deszczu i pokrytego chmurami brunatnoniebieskiego nieba po mocne, wręcz rażące słońce. Znalezienie wcześniej zarezerwowanego hostelu skutecznie utrudniały obco brzmiące nazwy ulic, z którymi spotkałam się już w Walencji, ale nie na taką skalę. Bo Barcelona jest dwujęzyczna. Obok kastylijskiego, powszechnie nazywanego hiszpańskim używa się jeszcze KATALOŃSKIEGO– lokalnego języka czterech regionów: Katalonii, Walencji, Andory i Balearów. Kataloński brzmi nieco podobnie do hiszpańskiego, jednak jest to oddzielny język, a nie dialekt, więc jest dla obcokrajowców, a nawet Hiszpanów z innych regionów trudny do zrozumienia. Mimo wszystko jest to fajny element kultury, nawet jeśli nie rozumiem co kucharz dziś serwuje w menu del dia…

To apropos języka. W dziedzinie osobistości, Barcelona kojarzyć mi się będzie z jej najsłynniejszym synem – ANTONIO GAUDIM. Gaudi był katalońskim architektem, który zaczął projektować w stylu gotyckim, by później wyrobić swój własny, trudny do zakwalifikowania styl charakteryzujący się bogactwem formy oraz nieregularnymi, organicznymi kształtami podpatrzonymi w przyrodzie. Najsłynniejsze domy w tym stylu to CASA MILA i CASA BATLLO prezentujące typową dla Gaudiego płynność kształtów i śmiesznie pokrzywione fasady i dachy.

Gaudi, Barcelona, Spain

Poza tym nie sposób pominąć chyba najsłynniejszą budowlę Barcelony – SAGRADĘ FAMILIĘ, czyli kościół pozostający w ciągłej budowie od 1882 roku. Ukończenie budowy planowane jest na rok 2026! Gaudi poświęcił temu projektowi ostatnie 15 lat swojego życia, pełniąc czynną rolę w budowie.

Sagrada Familia, Barcelona, Spain

Innym wielkim dziełem Gaudiego jest PARK GÜELL, czyli ogromny zespół ogrodowy z elementami architektonicznymi zbudowany na początku XX wieku na życzenie lokalnego przedsiębiorcy Eusebi Güell’a. Później park został wykupion przez władze miasta i przekształcony w park miejski, którym to pozostał po dzień dzisiejszy. Nie bez powodu obiekt został wpisany na listę światowego dziedzictwa UNESCO – typowe dla Gaudiego organiczne kształty ozdabiają każdą budowlę na terenie ogromnych połaci zieleni a spacer w wyższe partie ogrodów oferuje niesamowity widok na Barcelonę.

Park Güell, Barcelona, Spain

Z parków wartych polecenia, tym razem już nie projektu Gaudiego jest PARC DE LA CIUTADELLA, czyli zespół zieleni w stylu modernistycznym utworzony na terenie dawnej twierdzy, z łukiem triumfalnym (ARC DEL TRIONF) stanowiącym wejście. Park stanowi przyjemną ostoję dla turysty po ciężkim dniu zwiedzania lub pracy – dla mieszkańców Barcelony.

Jednym z ciekawszych miejsc w mieście jest BARRI GOTIC, czyli średniowieczna dzielnica gotycka stanowiąca jednocześnie centrum starego miasta, usytuowana pomiędzy wybrzeżem a LA RAMBLĄ – głównym bulwarem miasta z mnóstwem sklepów, straganów i  innych atrakcji zapewnianych m. in. przez ulicznych artystów.

La Rambla, Barcelona

Stąd można się udać w kierunku imponującego PORTU oraz plaży w dzielnicy LA BARCELONETA, która niegdyś była dzielnicą rybacką.

Barceloneta, Barcelona, Spain

Poza tymi sztandarowymi zabytkami, które trzeba zobaczyć, Barcelona posiada wiele innych atrakcji. Warto choćby przejść się ulicami EIXAMPLE, dzielnicy klasy średniej z dużymi budynkami i szerokimi ulicami pełnym modernistycznej architektury, czy odwiedzić LA BOQUERIĘ, największą w Barcelonie halę targową z artykułam spożywczymi. Jeśli czas pozwoli, można również wybrać się do POBLE ESPANYOL – wioski hiszpańskiej będącej muzem architektonicznym na wolnym powietrzu. Miejsce to nazywane jest miniaturą Hiszpanii, gdyż przedstawiaja różne style architektoniczne naśladujące różne części Hiszpanii.

To tylko kilka z ciekawych miejsc w Barcelonie, których miasto ma bez liku, a kilkudniowy wypad pozwala zwiedzić tylko ich namiastkę. Niestety mój czas się kończy, czas wracać, ale napewno kiedyś tu wrócę, by zobaczyć to, czego nie udało mi się zobaczyć przez ostatnie trzy dni, a także przez ostatni miesiąc zwiedzając Półwysep Iberyjski.

W Walencji, krainie paelli

Plaza de Ayuntamiento, Valencia, Spain

Z centralnej Hiszpanii udałam się znowu na wybrzeże. Tym razem nie atlantyckie, a Morza Śródziemnego. Dobrze znowu odetchnąć morskim powietrzem i posłuchać szumu fal. Dobrze też uciec od tłumów turystów, których pełno w Madrycie. Tak trafiłam do Walencji, trzeciego pod względem wielkości miasta Hiszpanii, w którym powstała jedna z najsłynniejszych hiszpańskich potraw – paella.

Paella to nic innego, jak ryż z rozmaitymi dodatkami. Ta tradycyjna, walencjańska, zawiera owoce morza, mięso kurczaka i królika oraz warzywa, ale odmian jest tyle, co gustów i każdy znajdzie coś dla siebie. Opcja wegeteriańska to PAELLA DE VERDURAS, dla miłośników owoców morza powstała PAELLA MARINERA, istnieje również PAELLA MIXTA, która zawiera po trochę wszystkiego. Tradycyjnie paella podawana jest w płytkim naczyniu z uchwytami przypominającym patelnię, w którym to jest przygotowywana. Potrawa pochodzi z Walencji i tu ponoć smakuje najlepiej, ale serwowana jest z powodzeniem w całej Hiszpanii.

Paella valenciana

Poza specjałami kulinarnymi Walencja oferuje również wiele innych atrakcji – jest to miasto pełne zabytków z różnych okresów, muzeów i innych ważnych miejsc dla kultury regionu.

Ja zwiedzanie zaczęłam od koryta rzeki TURIA, której to nadano nowy bieg po tym, jak w 1957 roku zalała miasto po raz kolejny, przynosząc mnóstwo ludzkich i materialnych strat. Stare koryto przekształcono w 11-kilometrowy park miejski okalający centrum, gdzie można udać się na długi spacer, uprawiać jogging czy jazdę na rowerze.  Koryto Turii pełne jest ludzi od wczesnego ranka do poźnego wieczora. Do starego miasta można wejść przez monumentalną bramę TORRES DE SERRANOS, która jest jednym z dwóch słynnych wejść zbudowanych w średniowieczu.

Torres de Serranos, Valencia, Spain

Za centralny punkt miasta uważana jest PLAZA DE AYUNTAMIENTO, czyli olbrzymi plac pełen XIX i XX-wiecznej architektury z modernistycznym budynkiem ratusza na czele. Poza tym koniecznie trzeba zobaczyć XIII-wieczną katedrę reprezentującą różne style od Gotyku do Baroku założoną na terenie byłego meczetu z charakterystyczną ośmiokątną wieżą uwidacznianą na wielu pocztówkach.

Cathedral, Valencia, Spain

Jedną z ciekawszych atrakcji, która jest częścią lokalnej kultury jest MERCADO CENTRAL, czyli jedna z najstarszych i wciąż czynnych hal targowych w Europie, zbudowana na początku XX wieku w typowym walencjańskim stylu z mnóstwem kolorowych mozaik. Ale co tam mozaiki – te świeże owoce (sadów i morza), warzywa i szynki mogą przyprawić o zawrót głowy!

Mercado Central, Valencia, Spain
Mercado Central, Valencia, Spain

Walencja przypadła mi do gustu również dzięki temu, że ma dostęp do morza i usytuaowanych zaledwie o kilka kilometrów od centrum szerokich, piaszczystych plaż. Główna plaża miejska, Malvarrosa jest zawsze pełna lokalnych, turystów i plażowych sprzedawców, oferujących wszystko od zimnych napojów, lodów i słodyczy poprzez okulary słoneczne, zmywalne tatuaże, na zabiegach masażu skończywszy.

Valencia, Spain

Chociaż nie tak popularna turystycznie jak Madryt czy Sewilla, Walencja okazała się być jednym z ciekawszych miejsc na mojej trasie, chyba dlatego, że ma po trochę wszystkiego i jest strzałem w dziesiątkę dla tych, którzy szukają różnych doznań na wakacjach – od bogatej kultury, świetnego jedzenia, po niesamowite zabytki i piękne plaże…

Zajadac tapas w rytmie flamenco czyli Sewilla i Kadyks

Plaza España, Seville, Spain
Ciezko bylo sie rozstac ze slonecznymi wybrzezami Portugalii, jednak po przyjezdzie do Hiszpanii szybko znalazlysmy pocieszenie w bogatej andaluzyjskiej kulturze i zarazliwej energii Hiszpanow.

Dzien pierwszy w Sewilli uplynal pod znakiem zwiedzania sztandarowych zabytkow miasta – imponujacej katedry z wieza La Giralda, Alcazaru, starej fabryki tabaki, gdzie pracowala Carmen, bohaterka slynnej opery Bizeta, ktora to lamiac serce swojego kochanka Don Jose zostala przez niego zasztyletowana na smierc. Zwiedzilysmy rowniez monumentalna Plaze de España, ktora byla niegdys glownym miejscem spotkan w miescie, oraz w okolicy ktorej przez 300 lat dokonywano inkwizycji heretykow. Zmeczone spiekota w temperaturze siegajacej 40 stopni, ukojenie znalazlysmy nad brzegami Guadalquiviru, glownej rzeki przeplywajacej przez miasto.

Cathedral, Seville, Spain

Sewilla jest siedziba niezliczonej liczby kosciolow i klasztorow zaprojektowanych w roznych okresach historii oraz stylach architektonicznych. Dzielnice EL CENTRO i LA MACARENA, poza wieloma zabytkami religijnymi, ukazuja nieco inna Sewille, rozniaca sie od zatloczonych, pelnych turystow okolic katedry i Alcazaru, ktorymi bylysmy po calym dniu totalnie zmeczone. Charakterystyczne waskie, wydawaloby sie nieprzejezdne (jednak nie dla Hiszpanow!) waskie uliczki z kamienicami w cieplych barwach czerwieni, pomaranczu i zolci okazaly sie dla mnie osobiscie duzo ciekawszym sposobem poznawania miasta. Podobnie jak Chiado w Lizbonie, czy Ribeira w Porto pokazuja one codzienne zycie mieszkancow, a nie to, co sie z niego historycznie ostalo.

Patio in Seville, Spain

I tak, w La Macarena zatrzymalysmy sie by skosztowac TAPAS, z ktorych to Sewilla oraz cala Andaluzja slyna. Te lokalne specjaly to nic innego jak male porcje jedzenia serwowane w barach i restauracjach w miastach i miasteczkach w calej Hiszpanii, z tymi najbardziej znanymi w Andaluzji, w ktorej to wyksztalcila sie kultura tapeo, czyli chodzenia od baru do baru w poszukiwaniu roznych smakow tapas zajadanych przy piwie lub kieliszku wina. To taki rodzaj clubbingu jedzeniowego, gdzie odwiedza sie kilka lokalow jednego wieczora, co czesto zastepuje syta kolacje hiszpanska. W menu tapas kazdy znajdzie cos dla siebie – od pysznej hiszpanskiej szynki jamon serrano, po warzywa, jajka i owoce morza serwowane na tysiac roznych sposobow. My sprobowalysmy hamburgera z krewetkami, potrawki ze szpinaku, smazonych kalamarnic oraz krokietow z krewetkami, ktore przeplukalysmy vino tinto de verano – lokalnym specjalem zblizonym smakiem do sangrii.

Tapas in Seville, Spain

Po tak ciekawym wstepie do kultury andaluzyjskiej nie pozostalo nic innego, jak udac sie na wystep FLAMENCO w TRIANIE – dzielnicy slynacej z najlepszych wystepow tego gatunku. Flamenco jest gatunkiem muzyki powstalym w Andaluzji, ktora moze byc zarowno grana, spiewana jak i tanczona. Wywodzac sie z wielu kultur i grup etnicznych (glownie Cyganow, ale takze Arabow i Zydow) , flamenco posiada wiele odmian i wyraza rozne emocje – od glebokiego smutku poprzez buzujaca energie i radosc.

Zmeczone upalami i masami turystow w Sewilli, udalysmy sie do KADYKSU uznawanego za najstarsze miasto w Europie zalozone przez Fenicjan ok. 1100 roku p.n.e. Polozony w calosci na cyplu nad Oceanem Atlantyckim, Kadyks ma nieco chlodniejszy klimat i trzy plaze blisko centrum. Miasto slynie rowniez z wielu zabytkow architektury oraz charakterystycznej bialej mauretanskiej zabudowy, tradycyjnie z waskimi uliczkami pelnymi ludzi, ruchu i dzwieku klaksonow.

Cadiz, Spain

To wlasnie ta energia rozni miasta hiszpanskie od portugalskich, pelnych zamyslonych ludzi pograzonych w zadumie. Ulice hiszpanskie, podobnie jak bary i restauracje pelne sa przekrzykujacych sie i energicznie gestykulujacych kobiet i mezczyzn, co moze byc czasem meczace ale za to napawa optymizmem i pozytywna energia.  Czasem zastanawiam sie, skad Hiszpanie jej tyle maja, tej energii, szczegolnie po intentywnym zyciu nocnym, jakie codziennie prowadza. Odpowiedzia jest chyba SIESTA, czyli kilkugodzinna drzemka w srodku dnia, dla ktorej sklepy i zaklady pracy zostaja zamkniete na ok. 4 godziny, z reguly miedzy 13:00 a 17:00. Elce, mojej towarzyszce podrozy, tak przypadl do glowy ten zwyczaj hiszpanski, ze gdy tylko zblizaja sie godziny wczesnopopoludniowe, domaga sie stanowczo minimum godzinnej siesty… Tak zrelaksowani Hiszpanie udaja sie z powrotem do pracy, by wieczorem zaczac swoj tapas clubbing. I tak tez zrobilysmy w Kadyksie i wieczorem udalysmy sie na spacer waskimi ulicami, gdzie zasiadlysmy w lokalnym barze tapas, zamawiajac tortille de camarones czyli mini omlet z ziemniakami i krewetkami, wsluchujac sie w rytmy flamenco granego przez ulicznych muzykow oraz glosne rozmowy Hiszpanow.

W Kadyksie mialysmy rowniez okazje uczestniczyc w bardziej profesjonalnym wystepie flamenco za sprawa przypadkowo poznanej Alicji – Polki, ktora od kilku lat zakochana jest w zarowno w Kadyksie jak i we flamenco i obecnie przygotowuje sie do egzaminow wstepnych do konserwatorium, by zostac profesjonalna instruktorka tego tanca. Wraz ze swoimi znajomymi zabrala nas na lokalny wystep flamenco.  Zabawa byla przednia a nam udzielil sie entuzjazm Alicji, z ktorej az bije energia, gdy mowi o ukochanym tancu rodem z Andaluzji. Ale to chyba taka cecha Kadyksu, ktory jest miastem bardzo zywym, pelnym pozytywnej energii i atmosfery radosci i zabawy. Nawet charakterystyczna arabska zabudowa i plaze Costa de La Luz nie beda mi sie tak bardzo kojarzyly z Kadyksem jak wlasnie ta niesamowita atmosfera miejsca i energia ludzi. I znowu ciezko bylo wyjezdzac z tego cypla Andaluzji, jednak czas goni i tyle jeszcze rzeczy do zobaczenia…

Flamenco in Cadiz, Spain

W pogoni za zoltym tramwajem – Lizbona

Po wielu mniejszych i wiekszych miasteczkach i miescinach trafilysmy w koncu do stolicy Portugalii, by nacieszyc sie zoltymi tramwajami, zobaczyc slynne windy Lizbony i te waskie zabytkowe ulice o ktorych rozpisuja sie przewodniki.

Polozony pomiedzy historycznymi dzielnicami CHIADO i BAIRRO ALTO hostel, w ktorym zatrzymalysmy sie przez trzy dni pobytu w Lizbonie okazal sie idealnym punktem wypadowym do zwiedzanie miasta. I to chyba wlasnie te dzielnice ujely mnie najbardziej – labirynty waskich uliczek ze stromymi podejsciami, kamienice wylozone slynnymi portugalskimi AZULEJOS i babcie wygladajace z nudow przez okna – tak zapamietam stara czesc Lizbony. No i oczywiscie ten slynny zolty tramwaj numer 28, przejazdzka ktorym wpisze sie na stale w moj obraz Lizbony. Tak sobie pomyslalam, ze w wiekszosci innych miast taki zrujnowany srodek komunikacji nie mialby prawa bytu – bo maly, bo stary, bo niestabilny i niebezpieczny. Ale w Lizbonie tym tramwajem jezdza codziennie setki ludzi do pracy, do szkoly, na zakupy. Zolty tramwaj jest symbolem miasta i doskonale sie wpisuje w jego krajobraz, szczegolnie starych zabytkowych dzielnic.

Jednym z miejsc, przez ktore przejezdza zolty tramwaj jest ALFAMA, stara dzielnica rybacka pelna historii i zabytkowej architektury, ponoc dusza Lizbony. Spacer waskimi brukowanymi ulicami doprowadza nas do Castelo Sao Jorge, ktory oprocz ciekawej lekcji historii oferuje doskonala panorame widokowa miasta. Spogladamy na Lizbone z gory, by podziwiac lizbonska rzeke Tag, Praca de Comercio, ktorym wczesniej przechodzilysmy oraz tysiace blisko osadzonych kamienic z ciemnoczerwonymi dachami. Widok jest niezapomniany i pokazuje troche barwniejszy obraz miasta, wychodzacy poza stare dzielnice CHIADO, BAIRRO ALTO i ALFAMA.

Stad takze podziwiamy BAIXE – inna zabytkowa dzielnice miasta charakteryzujaca sie specyficznym prostokatnym ukladem ulic oraz slynnym Lukiem Triumfalnym pelniacym role bramy dzielnicy. Pelno tu zabytkowych budowli, sklepikow, kafejek i restauracji. Taka tam centralna dzielnica miasta. I oczywiscie jak wszystko w Lizbonie zabytkowa.

Nowoczesniejsze widoki oferuje spacer AVENIDA DE LIBERDADE – szeroka ulica pelna drzew i ogrodkow kwiatowych prowadzaca prosto do majestycznego pomnika Pombala –  jednego z najslynniejszych portugalskich mezow stanu. Avenida ukazuje troche inne miasto – buzujace, nowoczesne, ale nie jestem pewna czy jest to obraz Lizbony jaki chce zapamietac. Mysle, ze te stare zabytkowe dzielnice miasta, nawet z ich brudem i zaniedbaniem sa ciekawszym elementem miasta. Miasta ktore wydaje mi sie troche leniwe, troche jakby zatrzymalo sie kilkaset lat temu i wszystkimi mozliwymi sposobami bronilo sie przez postepem i nowoczesnoscia.

Dzielnica, ktora troche obala mit leniwego miasta jest BELEM, polozone na zachodnim krancu Lizbony. Jest to miejsce niezwykle wazne z punktu widzenia historii Portugalii – to stad Vasco da Gama wyplynal na podboj Indii. Belem jest zatem miejscem naznaczonym odkryciami geograficznymi – od Klaszoru Hieronimitow z Muzeum Zeglugi i planetarium do promenady nad rzeka Tag pelnej symboli odkryc geograficznych z posadzka szczegolowo przedstawiajaca mapy podbojow.

Ostatni dzien w Lizbonie postanawiamy spedzic inaczej. Miala byc Sintra z jej historycznymi budowlami ale dochodzimy do wniosku, ze czas zboczyc z wytyczonego szlaku przewodnikow i zabytkow. Bierzemy pociag do pobliskiego CASCAIS – spokojnego miasteczka przypominajacego troche pelen turystow kurort nadmorski. W poblizu Citadeli (za darmo!) wypozyczamy rowery i udajemy sie osmiokilometrowa promenada wzdluz wybrzeza na slynna plaze surferow PRAIA DO GUINCHO. I rzeczywiscie fale sa imponujace, z czego korzystaja lokalni surferzy i przybysze. Stad spogladamy na oddalony o kolejne 10 km dumny i majestaryczny CABO DE ROCA – najbardziej wysuniety na zachod przyladek Europy. Piekna sloneczna pogoda i otaczajace krajobrazy sprawiaja, ze ciezko rozstac sie z tym miejscem. Jednak czas wracac do zatloczonej Lizbony, by wziac pociag  na poludnie Portugalii.