Archiwum dla Styczeń 2012

Śladami Kafki – królewska Praga

Tylko o 500 km oddalona od królewskiego Krakowa. Królewska Praga. Groupon na hotel zakupiony przed rokiem, ale sama wyprawa dość spontaniczna. Środek zimy, padający śnieg z deszczem, ale nas to nie odstrasza – wręcz przeciwnie. Podobnie jak fatalny dojazd.

Bo niby znacząca europejska stolica, a z byłej stolicy Polski trudno się do niej dostać pociągiem lub autobusem. Ponieważ miało być z przygodami, postanowiłyśmy jednak podjąć wyzwanie. A że podróże koleją należą z reguły do ciekawych, postawiłyśmy na pociąg z Katowic do Pragi. Ale zabrakło miejsc. Potem miał być autobus do Cieszyna, a z Cieszyna pociąg do Pragi. Ale też nie wyszło. Koniec końców jedynym niezawodnym środkiem lokomocji tego dnia okazał się samochód, któremu przyszło zmierzyć się ze śnieżycą w Sudetach, gdy przekraczałyśmy granicę w Kudowej. Na szczęście obyło się bez łańcuchów. A zabawa przednia!

Na podróże do Pragi pociągiem bądź autobusem pewnie porywać się już nie będę, bo ten samochód okazał się całkiem fajnym pomysłem. Wciąż dziwi mnie jednak, że nikt nie pomyśli o tak oczywistym połączeniu jak Kraków-Praga. Myślę, że finansowo nie straciłby na tym – w końcu wielu krakowian podróżuje na weekend do Pragi, nie wspomnę już o obcokrajowcach, którzy robią sobie wycieczki „od stolicy do stolicy”. No nic – pomysł na biznes, gdy zobaczę już wszystkie warte odwiedzenia miejca na tym świecie 🙂


A Praga z pewnością do nich należy. Może już trochę oklepana. Może nieco zbyt turystyczna. Może zbyt mało czeska. Ale piękna, klimatyczna, urokliwa. Tak włóczyłyśmy się po niej z typowymi dla nas przerwami – to na obiad, to na kawę, to na kufel Staropramena w jednym z praskim pubów – by się ogrzać, pogadać, pomyśleć co dalej. I tak upłynęły 3 dni w boskiej Pradze – pomiędzy Starym a Nowym Miastem. Była królewska dzielnica Hradczany z zamkiem, bazyliką św. Jerzego, katedrą św. Wita oraz moją ulubioną Złotą Uliczką – siedzibą praskich złotników, gdzie później tworzył swoje dzieła Kafka. Gdybym zawitała do Pragi w liceum, „Proces” pewnie wydałby mi się znacznie mniej surrealistyczną lekturą, a Józefa K. może bym nawet polubiła…

Był i majestatyczny Most Karola, który z jednej strony łączy dwie części miasta, a z drugiej przywołuje do porządku najdłuższą rzekę Czech. Była też praska awangarda w postaci Tańczącego Domu, który ma ponoć ma symblizować tańczącą parę. Były też  rzesze turystów, mnogość języków. Praga robi się bardzo kosmopolityczna. Dobrze czy źle? Sama nie wiem. Trochę brakuje mi tej czeskości w stolicy Czech. Ale i tak chce się wracać. I na pewno wrócę. Może tym razem na rowerze?