Posts Tagged ‘ zwiedzanie ’

Od miasta wina do portugalskiej Wenecji czyli z Porto do Aveiro

Porto Tram, Portugal

Moja przygoda z Portugalia zaczela sie w stolicy polnocy i ponoc najbardziej portugalskim miescie – Porto, ktore wydaje sie byc miejscem niezwyklym, pelnym kontrastow ale i lokalnego uroku. Drugi pod wzgledem wielkosci osrodek kraju, dosc spore miasto podzielone przez Zlota Rzeke Douro, zyjace swoim rytmem i mogace poszczycic sie niesamowitymi tradycjami i licznymi kulturalnymi perelkami – tak mozna w skrocie opisac Porto.

Chyba najciekawsza dzielnica i swego rodzaju wizytowka miasta jest polozona bezposrednio nad rzeka Douro stara dzielnica rybacka RIBEIRA. Miejsce z niepowtarzalnym klimatem i urokiem, pelne waskich uliczek, odrapanych starych kamienic, z budynkami siegajacymi nawet XV wieku oraz sznurami prania rozwieszonego na balkonach, wychudzonymi kotami wloczacymi sie leniwie po ulicach i zwawa muzyka plynaca z okolicznych domow, Ribeira z cala pewnoscia jest miejscem niezwyklym. Z jednej strony widoczne zaniedbanie i bieda mieszkancow, z drugiej strony spokoj, wyciszenie, nostalgia.

Ribeira, Porto, Portugal

Ribeira, Porto, Portugal

Ta slynna portugalska nostalgia, ktora opisuja znawcy kultury oraz kompozytorzy fado w swoich utworach faktycznie daje sie zauwazyc obserwujac mieszkancow miasta. Ostatnie dwa dni pokazaly ze Portugalczycy to ludzie niesamowicie zyczliwi, uczynni i chetni do pomocy, a jednak w ich twarzach mozna dostrzec jakis smutek, a nawet tragizm. Sposob bycia Portugalczykow wydaje sie byc zupelnie inny od glosnego, ekspresyjnego i pelnego energii hiszpanskiego zachowania – mieszkancy Portugalii sa bardziej wyciszeni, spokojni, zadumani. Istnieje nawet w jezyku portugalskim okreslenie tego stanu – SAUDADE, ktore ma wyrazac wewnetrzny bol, cierpienie i tesknote.

Porto, Portugal

Nie wiem, czy PORTO jest jednym ze sposobow radzenia sobie z tym bolesnym stanem, z pewnoscia jest jednak naslynniejszym i najbardziej tradycyjnym trunkiem w tej czesci kraju. Wytwarzane w regionie Alto Douro, wino to ma wiele rodzajow – od bardzo slodkiego z dodatkiem brandy poprzez polslodkie az do wytrwanego, podawane jest zarowno jako aperittif przed posilkiem, w jego trakcie a takze po zakonczeniu jako dodatek do deserow.

Po drugiej stronie rzeki Douro, z widokiem na Ribeire, znajduje sie dzielnica GAIA, ktora miesci niezliczone piwnice winne, w ktorych przechowywane jest porto w drewnianych beczkach i butelkach. Wiele z tych piwnich oferuje zwiedzanie polaczone z degustacja wina. Ta czesc miasta byla dla nas rowniez lekcja kulinariow kraju, gdyz to tu sprobowalysmy po raz pierwszy BACALHAU czyli suszonego dorsza oraz FRANCESINHE – lokalna potrawe skladajaca sie z tosta przelozonego miesem wolowym, szynka i serem,  polanego sosem.

Z Porto udajemy sie do AVEIRO, malego miasta oddalonego zaledwie 50 min jazdy pociagiem od ‚stolicy polnocy’, gdzie tuz po wyjsciu ze stacji kolejowej wita nas kolejny symbol kraju – AZULEJOS, czyli charakterystyczne dla Portugalii plytki ceramiczne, zdobiace domy, koscioly i mury w calym kraju. Najczesciej spotykane to niebieskie azulejos przedstawiajace powtarzajace sie motywy, jednak widzialysmy rowniez cale mozaiki opowiadajace konkretne historie. Jest to widok bardzo specyficzny – azulejos pokrywaja fasady kamienic, sciany kosciolow a takze wnetrza budynkow i sa gleboko wpisane w historie Portugalii jako element dekoracyjny oraz, z racji duzej odpornosci na czynniki atmosferyczne, element ochronny budynkow przez woda i wilgocia.

Aveiro, Portugal

Aveiro slynie ze sztuki nowoczesnej, ktora mozna podziwiac nie tylko na budynkach – nam rzucily sie w oczy sporej wielkosci statuetki posrodku jednego z placow miasta przedstawiajace twarze ludzkie.

Aveiro, Portugal

Ale Aveiro to rowniez stare miasto pelne zabytkowych budynkow polozonych bezposrednio nad kanalem Piramides przeplywajacym przez miasto. To jemu zawdziecza Aveiro miano ‚portugalskiej Wenecji’ – lodki czekajace na turystow przy brzegu z ciekawymi starymi budowlami w tle moga dawac namiastke wloskiego miasta na wodzie.

Aveiro, Portugal

‚Operacja Iberia’ czyli z plecakiem przez Portugalię i Hiszpanię

Więc oto nieubłaganie zbliża się czas długo planowanej i osnutej marzeniami podróży z plecakiem po Portugalii i Hiszpanii. Powoli mija czas przygotowań – bukowania biletów, gromadzenia sprzętu backpackerskiego, zakupu ubezpieczenia i innych niezbędnych rzeczy, które mają się zmieścić w 55-litrowym plecaku…

Jutro rano wylatuję do PORTO na północy Portugalii, skąd będę posuwać się w dół przez LIZBONĘ aż do FARO na południu kraju. W kolejnym etapie podróży z Faro udam się do SEWILLI, która będzie pierwszym etapem andaluzyjskiej przygody i będę podróżować w kierunku GRANADY. Po Andaluzjii przyjdzie czas na MADRYT, skąd przez WALENCJĘ udam się do BARCELONY – ostatniego punktu wyprawy. Plan jest jedynie poglądowy i pewnie jeszcze nie raz ulegnie modyfikacji. No ale przecież o to chodzi – by poznać nie tylko utarty szlak przewodników, ale również pozornie nieistotne miejsca, z ich lokalnym urokiem i kulturą.

Zapraszam do śledzenia relacji z wprawy na blogu oraz oglądania najciekwaszych zdjęć w albumie.

Dublin – miasto Joyce’a, Becketta i… Guinnessa

Dublin jest jednym z tych miast, których nie można ‘przedawkować’ i do których zawsze chętnie się wraca. Może to artystyczna dusza, z której słynie stolica Irlandii – w  końcu tu urodzili się jedni z najbardziej znanych pisarzy literatury anglojęzycznej – Oscar Wilde, James Joyce, Samuel Beckett. A może specyficzny klimat – jako miejsce bardzo energiczne i buzujące, ale jednocześnie tradycyjne, Dublin ma mnóstwo atrakcji dla wymagającego turysty – od parków, kościołów i zamków po tradycyjne puby, bary i festiwale.

Wiele z nich można znaleźć w ścisłym centrum miasta, co znacznie ułatwia zwiedzanie. Jeżeli jednak chcemy wypuścić się poza centrum, Dublin, w odróżnieniu od innych irlandzkich miast, posiada świetną sieć transportu publicznego – od autobusów, poprzez Luas – nowoczesny dubliński tramwaj – aż po DART, czyli podmiejską linię kolejową, która łączy miasto z okolicznymi miejscowościami.

Z dublińskich ciekawostek – główna rzeka Dublina, Liffey, dzieli miasto na część północną i południową, co odzwierciedlają kody miasta. Część północna, która uchodzi generalnie za bardziej przemysłową i historycznie zamieszkałą przez klasę robotniczą posiada numery nieparzyste w kodzie, podczas gdy bardziej zamożna część południowa przyjęła za kody liczby parzyste. I tak na przykład domy w słynnej dzielnicy D4 (Dublin Four) mogą być nawet do kilku razy droższe od domów w dzielnicach północnych D9 czy D11.

Dublin posiada mnóstwo historycznych atrakcji, ale moim numerem jeden w tej kategorii jest TRINITY COLLEGE. Założone w XVI wieku Trinity jest nie tylko najstarszym uniwersytetem Irlandii, ale również najbardziej prestiżową uczelnią kraju. Przez wieki uniwersytet był centrum protentantyzmu i katolicy nie mogli tam studiować. Zakaz ten został całkowicie zniesiony dopiero w latach siedemdziesiątych XX wieku. Trinity posiada również najstarszą bibliotekę kraju, która obejmuje 9 budynków na terenie uniwersytetu i poza nim. Najsłynniejszą księgą TRINITY LIBRARY jest Book of Kells, rękopis ewangelii Nowego Testamentu stworzony przez celtyckich zakonników ok. 800 roku. Wycieczka po Bibliotece jest ciekawą lekcją historii i skutecznie przenosi nas w odległe czasy początków słowa pisanego.

Z innych atrakcji historycznych miasta warto zobaczyć DUBLIN CASTLE, MALAHIDE CASTLE, NATIONAL MUSEUM and NATIONAL GALLERY.

Z Trinity można się udać GRAFTON STREET (najsłynniejszą zakupową ulicą Dublina) do pełnego drzew, sadzawek i pomników parku STEPHEN’S GREEN. W parku można spotkać wielu studentów, artystów ulicznych oraz pracowników okolicznych firm spędzający w nim swoją przerwę obiadową. Gdy pogoda dopisuje, panuje tu bardzo przyjemna, ożywiona atmosfera.

W swojej wycieczce po Dublinie zdecydowanie nie można pominąć dublińskiego symbolu nocnej rozrywki – TEMPLE BAR. Jest to klimatyczne skupisko tradycyjnych i bardziej nowoczesnych barów, pubów i restauracji. Dzielnicę powinni odwiedzić również ci, których nie interesuje nocne życie miasta – Temple Bar zachowało średniowieczny układ ulic i mieści wiele instytucji kulturalnych miasta.

Oprócz tego, nie można wyjechać z Dublina bez zobaczenia jego symboli, czyli O’CONNELL’S STREET – głównej ulicy Dublina oraz znajdującego się na niej SPIRE OF DUBLIN, czyli ogromego, 120-metrowy pomnika, wzniesionego jako symbol odrodzenia tej części miasta.

Wiedzę o kulturze Irlandii mogą uzupełnić dwie atrakcje Dublina: JAMESON’S DESTILLERY oraz GUINNESS STOREHOUSE. Wycieczka po imponującym browarze Guinnessa jest lekcją historii najpopularniejszego alkoholu irlandzkiego, którą najlepiej zakończyć wizytą w Gravity Bar – najwyższym barze Dublina, skąd, przy kuflu ciemnego piwa, można podziwiać panoramę miasta. Fanom mocniejszych trunków polecam zwiedzanie Jameson’s Destillery, połączone z lekcją historii whiskey, sposobie jej produkcji oraz obowiązkową degustacją.

Po zwiedzaniu Dublina, jeżeli czas pozwoli, polecam wybrać się do WICKLOW – hrabstwa oddalonego jedynie godzinę jazdy od Dublina, którego krajobrazy są świetną równoważnią dla zatłoczonego miasta. Obok pięknego wybrzeża oraz sennych wiosek, Wicklow posiada pełen lasów, łąk, jezior i gór Park Narodowy. Idealnym miejscem do odkrywania bogactwa hrabstwa Wicklow jest GLENDALOUGH – polodowcowa dolina słynąca ze średniowiecznych ruin klasztoru, który został zbudowany w VI wieku i zniszczony przez wojska angielskie osiem wieków później. Ruiny składają się z katedry, 30-metrowej wieży oraz kilku oddzielnych kościołów. Są otoczone lasem dębowym, który jest doskonałym miejscem na piesze wycieczki. Granitowe klify w Glendalough są również popularnym celem wspinaczkowym Dublińczyków.

Cork – buntownicze hrabstwo na południu Irlandii

Pope's Quay, River Lee, Cork

Drugim regionem południa (niemniej jednak ważnym) jest hrabstwo Cork. Powodów tego jest wiele. Przez lokalnych nazywane ‘People’s Republic’, czyli republiką ludu, Cork jest największym pod względem powierzchni hrabstwem kraju, a także prawdopodobnie ‘najdumniejszym’ regionem Irlandii z ogromną tradycją lokalną. Inny przydomek hrabstwa – ‘Rebel County’ – wskazuje na waleczność jego mieszkańców, którzy zasłużyli się w wielu istotnych bitwach kraju. Turystycznie Cork jest regionem dość różnorodnym i wartym spędzenia więcej czasu.

Miasto CORK – ‘real capital’ jak mówi wielu Corconians (mieszkańców Cork) nie jest miastem przeciążonym turystycznymi atrakcjami, stąd przy krótkim czasie podróży można mu poświęcić mniej uwagi, niż innym cudom natury Irlandii. Z rzeczy które warto zobaczyć to: Katedra St Finbarr’s, kościół ze słynną wieżą w północnej dzielnicy miasta – Shandon, Blarney Castle, tereny uniwersytetu (University College Cork) a także English Market, czyli kryty rynek spożywczy w samym sercu miasta, gdzie codziennie można kupić świeże ryby oraz mięso. Jest to spora hala z historią sięgającą końca XVIII wieku, która została odrestaurowana w stylu wiktoriańskim i przyciąga teraz rzesze turystów jako kulturowa ciekawostka miasta.

St. Patrick's Street, Cork

St Finbarr's Cathedral, Cork

University College Cork (UCC)

Mimo, że sam Cork nie należy może do najciekawszych miast Irlandii, warto go choćby odwiedzić jako punkt wypadowy do innych miejscowości w okolicy:

COBH to małe miasto i siedziba jednego z największych naturalnych portów świata. To tutaj miał miejsce ostatni postój Tytanika zanim to pogrążył się w otchłani oceanu. Z racji położenia, Cobh oferuje wiele ‘morskich’ atrakcji jak żeglowanie, regaty, festiwale poświęcone morzu oraz konkursy wędkarskie.

WEST CORK, jak sama nazwa wskazuje, jest obszarem położonym w zachodniej części hrabstwa. Planując wyjazd do Cork, koniecznie trzeba poświęcić kilka dni na zwiedzenie West Cork z jego cudami natury oraz uroczymi miasteczkami.

Wśród tych ostatnich można wyliczyć KINSALE, średniowieczne miasto na południu hrabstwa Cork znane ze światowego festiwalu jedzenia. Nazywane stolicą kulinarną Irlandii, miasto jest popularną destyncją wakacyjną dla zagranicznych turystów. Z racji bliskości morza, Kinsale oferuje całą gamę sportów wodnych. Oddalony zaledwie o kilka kilometrów od miasta jest OLD HEAD OF KINSALE – imponujący cypel z niesamowitymi widokami na ocean, klifami oraz słynną latarnią morską. Część terenu Old Head jest niestety dostępna jedynie dla członków prestiżowego klubu golfowego, do którego należą w większości Amerykanie z bardzo zasobnymi portfelami. Część dostępna dla zwykłego turysty jest i tak godna zobaczenia.

Old Head of Kinsale, Co. Cork, Ireland

Old Head of Kinsale, Co. Cork, Ireland

CLONAKILTY, małe miasteczko w West Cork jest lokalnym centrum muzyki, w którym to niemal co wieczór można posłuchać muzyki na żywo w którymś z lokalnych pubów i barów. Clonakilty posiada również wybrzeże z piękną piaszczystą plażą, które jest rajem dla surferów.

Kolejnym ciekawym punktem na trasie West Cork jest MIZEN HEAD, malowniczy półwysep oraz najbardziej wysunięty w kierunku południowo-zachodnim punkt Irlandii. Spacer po Mizen Head gwarantuje niezapomniany widok oceanu, klifów oraz pięknych zielonych łąk. W Mizen Head znajduje się również latarnia i stacja meteorologiczna. Niezależnie od pory roku, polecam się jednak ciepło ubrać, gdyż z racji położenia oraz bliskości oceanu, Mizen Head jest znany z silnych wiatrów.

West Cork posiada ponadto mnóstwo małych wiosek, które są świetną lekcją lokalnej kultury i mogą dostarczyć często więcej wrażeń niż bardziej znane atrakcje hrabstwa Cork. W tej kategorii warto odwiedzić wioski rybackie GLENGARIFF czy BALLYCOTTON.

Stolica i uczta kanaryjska

Dzisiaj jest turystycznie i rodzinnie. Ranek upływa pod znakiem zwiedzania SANTA CRUZ, które jest stolicą Teneryfy. Miasto jest przyjemne, ale nie posiada wielu zabytków. Jest za to siedzibą kanaryjskiego parlamentu, części organizacji rządowych Wysp Kanarysjkich (reszta znajduje się na Gran Canarii) oraz wielu firm usługowych – takie centrum gospodarcze i polityczne Teneryfy.

Z bardziej znanych atrakcji Santa Cruz można wymienić Auditorio de Tenerife – salę koncertową przypominająca wyglądem słynną Operę w Sydnej, Plaza de España oraz świetnie utrzymany park miejski, pełen różnych odmian kwiatów, palm i bambusów. Z ciekawostek – park ten jest 100% eco-friendly – sprzątanie odbywa się metodami w pełni naturalnymi – liśćmi palmowymi i siłą ludzkich rąk. Interesujący widok!

Druga część dnia jest rodzinna i biesiadna. Poznaję wójków i ciotki, kuzynki i narzeczonych kuzynek a także znajomych rodziny. Jest głośno i wesoło. Mnóstwo historii, piosenek i… jedzenia. Uczta iście królewska, o czym nikt mnie nie informuje na początku obiadu. W wyniku tego, zajadam się smakołykami, które są serwowane jeden po drugim – sałatki, kałamarnice, pieczywo. Trwa to jakąś godzinę i jest uwieńczone obfitym daniem głównym, na które już nie mam miejsca. Walczę ze sobą by nie urazić gospodarzy, jednak szybko się poddaję – nie dam rady zjeść więcej. Wywołuje to śmiech zebranych gości, którzy nie omieszkują skomentować mojej nieznajomości obyczajów oraz gościnności kanaryjskiej. Teraz w pełni rozumiem znaczenie piątego przykazania głównego. Łakomstwo nie popłaca. Szczególnie na Teneryfie!

Na północ czas…

Po drugim dniu pobytu na wyspie wiecznej wiosny, jak nazywa się Teneryfę, dochodzę do jednej konkluzji – nie ma jak mieć lokalnych za przewodników!

Dzień był bardzo intensywny ale udaje mi się zobaczyć prawdopodobnie więcej niż przeciętni odwiedzający wyspę zwiedzają w tydzień. Dziś przemierzamy północ Teneryfy, która generalnie uchodzi za chłodniejszą ale i zieleńszą oraz bogatszą w atrakcje, niż pustynne, rezortowe południe. Zaczynamy od EL SAUZAL – ślicznego miejsca z niesamowitymi widokami na ocean, drzewami owocowymi, niezliczoną ilością schodów i tarasów widokowych. Następnie udajemy się  do OROTAVY, która jak na małe miasteczko, przyciąga wielu turystów, głównie za sprawą kościoła San Augustin, majestatycznego budynku Towarzystwa Kulturalnego Liceo de Taoro, ogrodów Marquesado de la Quinta Roja, ratuszu i Casa de los Balcones.

Kolejnym celem jest GARACHICO, gdzie oprócz spaceru popularną promenadą kąpiemy się zarówno w słońcu Teneryfy jak i w wodach Oceanu Atlantyckiego. Skalno-kamieniste wybrzeże może nie nadaje się na plażowanie z prawdziwego zdarzenia ale jest idealne na odświeżającą kąpiel stóp, które po całym dniu spacerów dają o sobie znać. Z Garachico jedziemy stromymi drogami pełnymi zakrętów i tuneli na zachodni kraniec wyspy, by podziwiać cel naszej wyprawy czyli kanaryjskie klify LOS GIGANTES. W sumie jedynie piękna słoneczna pogoda odróżnia ten widok od słynnych irlandzkich Cliffs of Moher, które, gdy ostatnio je widziałam, spowite były gęstą mgłą. No i fakt, że te kanaryjskie są znacznie wyższe – mają ok. 600 m podczas gdy cód zachodniej Irlandii jedynie 200.

Droga powrotna mija na śpiewaniu (bynajmniej nie piosenek turystycznych) oraz nauce hiszpańskich słówek i kanaryjskiego akcentu, co po pełnym wrażeń dniu przynosi znikome efekty, ale dostarcza wielu okazji do śmiechu.

Mimo zmęczenia, wyruszamy wieczorem na podbój LA LAGUNY. Herbaciarnie o niesamowitym wystroju i klimacie oraz mnóstwo zabytków, szczególnie religijnych – z tym będzie mi się kojarzyć to miasto.