Zakopane – cudze chwalicie, o swe nie dbacie?


Odwiedziny, oprowadzanie po starym dobrym Krakowie i w końcu weekend w Zakopanem – no bo jak nie pokazać obcokrajowcowi Tatr – tych pereł wśród polskich gór. No i Zakopanego – zimowej stolicy Polski, która ponoć rok rocznie przyciąga 3 mln turystów. Okazuje się jednak, że w lecie o nocleg w Zakopanem nie jest tak łatwo – bo na jedną noc to nie, bo za krótko, bo może ktoś przyjedzie, kto wynajmie na kilka dni – i inne tego typu tłumaczenia słyszałam od gospodarzy próbując zarezerwować nocleg. Dopiero po sześciu telefonach udało mi się zarezerwować nocleg w dość przyzwoitej cenie, blisko Krupówek.

Po prawie 3-godzinnej jeździe autobusem z Krakowa (korki na Zakopiance) wysiadamy na dworcu w Zakopanem, by od razu udać się do Palenicy Białczańskiej, skąd zaczyna się trasa do Morskiego Oka. Wybór busów duży, kierowcy stoją i ‘naganiają turystów’ – przejazd kosztuje 8 zł za osobę. Trzeba przyznać, że logistycznie jest to dobrze zorganizowane – nie ma praktycznie żadnych przestojów, turyści spragnieni widoku najsłynniejszego jeziora Tatr są obsługiwani na bieżąco. Szkoda tylko, że w busie ścisk taki i ledwo oddychać można – nasz kierowca zdecydował, że wypełni również miejsca stojące – a co tam, zawsze to 50zł więcej!

40 min później wysiadamy, by ustawić się w kolejce do wejścia do Tatrzańskiego Parku Narodowego, skąd można albo iść pieszo 9 km, albo przebyć tę trasę powozem konnym. Wstęp do Parku kosztuje 4,40zł za osobę (cena w sezonie, poza sezonem 3,20zł). I wszystko byłoby ok, gdyby w Parku widać było, że te pieniądze są sensownie inwestowane. Rozpoczynamy 9-kilometrowy spacer w kierunku jeziora i już pierwszy odcinek trasy pokazuje, że nic się tu nie zmieniło od mojej ostatniej wizyty nad Morskim Okiem, a było to dokładnie 10 lat temu. Zaczyna się od nieciekawie wyglądających (i jeszcze gorzej pachnących) toalet a kończy na braku oznakowania na trasie – gdy idziemy już jakiś czas, miło byłoby wiedzieć, ile kilometrów mamy za sobą, ile jeszcze przed nami – szczególnie że jest to chyba najczęściej odwiedzana trasa w Tatrach, którą nie pokonuja wyczynowcy i zapaleńcy górscy, tylko najzwyklejsi turyści! A tych tego dnia co nie miara, wręcz tłumy. Więc zastanawiam się, jak to jest z tą organizacją – jeśli normalny bilet wstępu do Parku kosztuje 4,40zł, zakładając, że tego dnia trasę do Morskiego Oka pokonało 1000 osób (a było ich na pewno sporo więcej!), to prosty rachunek pokazuje, że Park w jeden sierpniowy dzień zarobił 4400 zł, a takich dni w sezonie jest min. 90, co daje prawie 400 000 zł (pomijając fakt, że turyści przyjeżdżają również poza sezonem, a wstęp wtedy też jest płatny). No i tak się zastanawiam, dlaczego ta baza turystyczna jest tak uboga, co władze Parku robią z tymi pieniędzmi i dlaczego nie dbają o to by wspierać turystykę i zostawić pozytywne wrażenie na odwiedzających, by wkrótce wrócili? Swoją drogą, niektórzy turyści też pozostawiają wiele do życzenia – sterty śmieci leżące na drodze parku narodowego nie stanowią miłego widoku!

Po prawie trzech godzinach marszu dochodzimy do Morskiego Oka i widok od razu rekompensuje trud wędrówki. Idziemy daleko od zgiełku przy schronisku, starając się znaleźć spokojne miejsce by nacieszyć się widokiem. W końcu udaje się nam – po 10min dochodzimy do małej zatoczki, skąd świetnie widać i góry i schronisko. Błękit wody jeziora jest nie do opisania. Postanawiamy następnym razem bardziej się przyłożyć, by zobaczyć go znad Czarnego Stawu. Droga powrotna jest o wiele łatwiejsza i pokonujemy ją dużo szybciej.

Wieczorem kolacja w jednej z tradycyjnych restauracji na Krupówkach przy dźwiękach góralskiej muzyki. Obserwujemy tłumy ludzi przemierzających tę nasłynniejszą ulicę miasta – obok języka polskiego słyszymy angielski, niemiecki, włoski, hiszpański, rosyjski – Zakopane jest zdecydowanie górskim celem nr 1 zagranicznych turystów. Zresztą polskich też. Następnego dnia pogoda pogarsza się. Udajemy się kolejką na Gubałówkę, ale chmury gęsto pokrywają szczyty gór, nie wiele widać. Resztę dnia spędzamy na spacerowaniu w poszukiwaniu lokalnych pamiątek i smakołyków. Do wyboru do koloru, nie wiadomo na co się zdecydować – dziesiątki rodzajów oscypków, kożuchy, wełniane czapki, wymyślne ozdoby i dekoracje. I baca, który już nie jest bacą a odpowiada na zapotrzebowanie tłumów turystów w postaci sprzedawcy, animatora ulicznego czy kelnera. I dobrze, jeśli ma coś z tego. Mam tylko dziwne wrażenie, że wszystko to zrobiło się bardzo komercyjne, nastawione na (wy)zysk a jednak wciąż nam daleko do innych turystycznych atrakcji na świecie. Bo jak długo jeszcze tatrzańskie krajobrazy będą rekompensować nieduolność władz i brak bazy turystycznej na jaką zasługuje takie miejsce jak Zakopane?

  1. No trackbacks yet.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: